piątek, 31 sierpnia 2012

Kura Łukasz

W. ma marzenie - chciałby hodować w swoim studenckim mieszkaniu... kurę. Zadanie to jednak nieproste, współlokatorzy W. nie wiedzieć czemu nie pochwalają jego pomysłu. A W. wybrał już nawet imię - będzie Łukasz. Nim zatem marzenie to ziści się, ze specjalną dedykacją dla W., kura Łukasz:


Ukończona 6 sierpnia, pomaga w nauce mowy i czytania.

Sylaby: KO KO*.
Piosenka: "Wyszły w pole kurki trzy/ i gęsiego sobie szły".

* Niektórzy może zwrócili uwagę, że sylaby zapisuję zawsze kapitalikami (wielkimi literami). Jest taka zasada, że ucząc czytania stosujemy początkowo tylko duże litery, ponieważ małe i duże litery to tak naprawdę dwa kody, dla każdego dźwięku dwa różne symbole - nie ma sensu utrudniać dzieciom tę trudną sztukę, jaką jest czytanie, wprowadzając jednocześnie aż dwa symbole dla każdego dźwięku. Dodatkowo teksty dla dzieci zapisuje się czcionką bezszeryfową, czyli bez żadnych ozdobników (ta którą piszę tutaj jest szeryfowa, bezszeryfowa to np. arial, verdana). Każdy dodatkowy łuczek, wygięcie itp. to dla maluszka, który poznaje dopiero tajniki pisma jeszcze jedna przeszkoda. Dorosła osoba, która doskonale czyta nie zwraca uwagi na to, że choćby w "z" jest zagięcie na początku i na końcu, dla osoby dopiero uczącej się czytać to może być ważki problem: czy bez tych zagięć dany znak nadal oznacza "z" czy też nie? Dlatego maksymalnie upraszczamy pismo, pozostawiając tylko cechy dystynktywne, jak kreseczka nad "Ó", ogonek przy "Ą", daszek na "T".


ALL RIGHTS RESERVED

czwartek, 30 sierpnia 2012

Literki ręcznie szyte

No nad tym zadaniem męczyłam się naprawdę bardzo długo! Bawełna, len i inne, cienkie materiały nie są już tak łatwe w obróbce jak filc. Prują się, wyślizgują, trudno je zagiąć i utrzymać zgięcie. Dlatego do każdej literki zbierałam się po kilka dni. Zakup szpilek wszakże niezmiernie pomógł i w końcu ukończyłam dzieło. A oto i one:


Zawisną nad łóżeczkiem, więc trzeba im jeszcze dodać sznureczki bądź wstążki. Szycie na maszynie byłoby dużo prostsze i mniej pracochłonne, cóż jednak gdy maszyny brak. I może nie są najpiękniejsze, ale własne :) Umysł mój wypaczony studiami logopedycznymi kazał zauważyć podczas szycia, że imię Zuzia zawiera wszystkie prymarne samogłoski: U I A! Prymarne, czyli te, które pojawiają się najwcześniej w mowie, i  od których w związku z tym zaczyna się naukę czytania. Są sobie najbardziej przeciwstawne - przy I maksymalnie rozciągamy usta w uśmiechu, przy U robimy dzióbek mocno zsuwając usta, A z kolei jest samogłoską najbardziej otwartą, wymawiając ja brodę odciągamy w dół. Samo wymawianie tych samogłosek to już nie lada ćwiczenie dla narządów artykulacyjnych oraz mięśni mimicznych twarzy - tzw. fitness twarzy ;)

Ja o tej nauce czytania z premedytacją tak tylko śladowo (w linkach w dziale "Wsparcie logopedyczne" co prawda sporo o metodzie, może jednak nie każdy sięgnął). W każdym razie pora na trochę więcej słów wyjaśnienia. Symultaniczno-sekwencyjna nauka czytania w metodzie krakowskiej ma różne zastosowanie. Można uczyć czytać zdrowe dzieci i wtedy jest zabawą, może także służyć jako droga do uczenia się mówienia w ogóle w przypadku dzieci niedosłyszących, z afazją, autyzmem i innymi zaburzeniami komunikacji językowej. W drugim przypadku nigdy nie może być jedyną techniką - oprócz niej konieczne są zadania ogólnorozwojowe, indywidualnie zróżnicowane, oraz inne techniki o których ciężko pisać ad hoc - wszystko zależy od konkretnego dziecka i diagnozy. Niektóre dzieci potrzebują tzw. Manualnego Torowania Głosek (MTG), dla innych ważny jest program słuchowy z wydłużonym trwaniem spółgłosek albo tzw. programowanie języka - wprowadzanie w określonej kolejności konkretnych struktur językowych, zgodnie z opracowanymi na podstawie wieloletnich doświadczeń zasadami. Zainteresowanych tematem zapraszam do rozmowy bądź odwiedzenia stron z działu "Wsparcie logopedyczne" a także blogów rodziców ćwiczących ze swoimi dziećmi "Deszczowy chłopiec" oraz "Wczesna edukacja Antka i Kuby".


ALL RIGHTS RESERVED

środa, 29 sierpnia 2012

Kruk Bartek

Jeszcze inna koleżanka poprosiła o kruka. Cóż, kruki są takie mroczne i nie wiem czy maluszków nie przestraszą, ale jako, że J. jest mi bardzo bliska, życzenie spełniłam.


Węgielek powstał 5 sierpnia i jest bardzo malutki* (8,5cm wysokości) - choć w ten sposób chciałam okiełznać jego straszność ;) Jeśli zatem nie będzie wywoływać u Zuzinka i innych dzieci ataku paniki wykorzystam go do stymulacji słuchowej (piosenka proponowana przez J. Cieszyńską i M. Korendo: "Lata ptaszek po ulicy,/ zbiera sobie garść pszenicy").

*malutki jak malutki - kurczątko Bodzio mierzy prawie 4,5cm, ten to dopiero jest tyci ;)


ALL RIGHTS RESERVED

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wąż Werka

SY SY! - syczy wąż. Logopeda nie zapisuje mowy wężowej zwielokrotniając spółgłoskę "s" i pamięta o (słyszalnej zawsze podczas wymawianie spółgłoski) samogłosce "y". Dzieci narażone na trudności w czytaniu miałyby z tym bowiem niepotrzebny, dodatkowy kłopot. Z resztą czy ktoś mi powie ile "s" należałoby zapisać, by oddać mowę węża i dlaczego? Albo może ktoś potrafi powiedzieć "s" bez "y" na końcu (względnie "e" na początku jak "es" - ale tak wąż nie syczy przecież)? Otóż cechą spółgłosek jest to, że nie da się ich wypowiedzieć w izolacji (no dobrze, potrafią to zrobić programy komputerowe albo można się bardzo postarać i maksymalnie skrócić czas trwania tzw. wygłosowego elementu wokalicznego, ale wtedy brzmi to bardzo nienaturalnie, a przecież uczymy mówić języka polskiego a nie jakichś nieistniejących w przyrodzie tworów dźwiękowych).

Wąż ma na imię Werka, bowiem owa Werka, która tak bardzo polubiła Świnkę Grażynkę jednocześnie jest fanką pluszowych węży - o tym wiedziałam wcześniej niż o śwince, ochrzciłam więc gada imieniem koleżanki :)

Powstała 30 lipca (o, miałam wrzucać robótki chronologicznie wg dat powstawania, ale coś mi się ten wąż zawieruszył!) i wygląda tak:


Czerwony zygzak dla kontrastu, jęzor, który co prawda grozi wyrwaniem, ale będę czujna! i różowy kwiatuszek, by nie było wątpliwości co do płci ;) Od spodu wężyk jest jasnozielony - a wręcz jaskrawoseledynowy!


ALL RIGHTS RESERVED

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Miś Michaś

Do pary z Kicią Justynką filcowy Misiek z 4 sierpnia:

Jeszcze jedna zabawka na planie koła. Co mówi miś? Jeszcze nie wiem. Ale jest dla niego specjalna piosenka: "Jadą, jadą misie, hop siup tralala./ Śmieją się im pysie, hop siup tralala" (źródło: Wczesna interwencja...). Wcześniej o tym nie wspomniałam, ale dla kotka autorki proponują piosenkę "Wlazł kotek na płotek i mruga./ Łatwa to piosenka niedługa" a dla słonia fragment "Cztery słonie, zielone słonie,/ Każdy kokardkę ma na ogonie".


ALL RIGHTS RESERVED

niedziela, 26 sierpnia 2012

Słoń Nataniel

Zwierzę co prawda niewiejskie, ale równie łatwo jak wiejskim można przypisać mu onomatopeję. Słoń logopedy mówi: TU TU! Podobny dźwięk wydaje trąbka (w końcu i ona, i słoń trąbią). W tym miejscu warto zaznaczyć, że raz przypisane wyrażenie dźwiękonaśladowcze pozostaje przy danym zwierzątku/przedmiocie do końca, ale więcej niż jedna rzecz/osoba może posługiwać się tą samą onomatopeją. W pierwszym przypadku chodzi o konsekwencję, w drugim o oderwanie słowa od desygnatu (starsze dzieci będziemy już uczyć, że krówka to krówka a nie MU, koń to koń nie zaś IHA - można powiedzieć, że stosowanie tych samych onomatopei przy różnych zwierzakach to etap przejściowy).

Słoń Nataniel (ach, zawsze marzyłam by nadać komuś to biblijne imię!) powstał 3 sierpnia. Jest pierwszym zwierzątkiem, które dostało wszystkie cztery kończyny - żyrafa nie miała tyle szczęścia ;) 

Za pomoc w wymyślaniu uszu, ogonka i kłów dziękuję Kamilowi :)

A, i zdjęcie przecież:


ALL RIGHTS RESERVED

sobota, 25 sierpnia 2012

Ruda Panna Młoda i szeroko uśmechnięty Pan Młody - laleczki z filcu!

Jako, że jestem nie tylko przyszłą mamą i nie tylko logopedą, o zabawkach i planach terapii trzeba czasem zapomnieć i zajęć się innymi sprawami ;) Długo zastanawiałam się nad upominkiem dla bliskiej koleżanki, która niedługo miała wyjść za mąż. W końcu zaryzykowałam uszycie laleczek. Robiąc wykroje zaczęłam marzyć o pracy w branży modowej: projektowanie i tym podobne. Jeszcze kilka dni wcześniej nie miałam do czynienia z szyciem zupełnie, a tu już takie pomysły - cóż, tak to jest kiedy człowiek angażuje się całym sobą w to, co zamierzył :)

Laleczki prezentują się tak:



Jak widać na przedostatnim zdjęciu dodałam Pannie Młodej nieco uśmiechu i zaopatrzyłam ją w nos. Na koniec dostała także różyczkę do włosów, ale zapomniałam zrobić zdjęcie. Pan Młody nosi frak, co musiałam uwiecznić fotografią pleców ;)

Pudełeczko na podarek też zrobiłam własnoręcznie, oklejając je tekstami ze studiów (skończenie filologii polskiej wiąże się z posiadaniem ton makulatury!) i przyozdabiając kokardkami z kolorowych wstążek:


Koleżance i jej Lubemu prezent się spodobał - podobno laleczki będące ich podobiznami stoją w domu w honorowym miejscu :)


ALL RIGHTS RESERVED

piątek, 24 sierpnia 2012

Świnka Grażynka

Do kolekcji zwierzątek wiejskich, z którymi z reguły rozpoczyna się naukę czytania (dla łatwości artykulacyjnej - by je nazwać używa się wyrażeń dźwiękonaśladowczych, najlepiej zbudowanych z samogłosek i/lub sylab otwartych, czyli sylab rozpoczynających się spółgłoską i kończących samogłoską jak np. PA, MU, KO, TU). Dla tej łatwości właśnie logopedyczne świnki nie chrumkają CHRUM CHRUM ani nie pocharkują w trudny do zwerbalizowania sposób tylko popiskują czysto samogłoskowo: I I I. 

Spodobał mi się plan zwierzątek szytych na kole (patrz: kot Justynka) stąd taki a nie inny wygląd Grażynki:

Ponadto naszywanie mniejszych elementów bezpośrednio na korpus (łapki u kotka, kopytka u świnki) utrudnia szkrabom ich wyrwanie i ewentualne zjedzenie. No i walor terapeutyczny:  ćwiczenie chwytu pęsetkowego na poduszkowatej powierzchni - centralnie z tyłu świnki naszyłam zawinięty ogonek w kolorze uszu i ryjka - jest zatem i bodziec wzrokowy wskazujący, gdzie naciskać ;)

Świnkę Grażynkę uszyłam 31 lipca i dedykuję ją Werce - jak się okazało, pasjonatce tego gatunku zwierząt :)


ALL RIGHTS RESERVED

czwartek, 23 sierpnia 2012

Kicia Justynka vel Justyna Mruczek

Przyjaciółka zażyczyła sobie kicię o swoim imieniu i misiaczka o imieniu jej Lubego. A, że wśród bliskich mam więcej niż jedną Justynę, kotek dostał także nazwisko: Mruczek. Wtajemniczeni wiedzą dlaczego :)

Zrodzona 19 lipca dostała dla ozdoby błękitną wstążkę. Jest mięciutka, jej brzuszek aż prosi się o chwyt pęsetkowy ;) Wygląda tak:


Oprócz wymienionych w poprzednich notkach ćwiczeń można także z kicią stymulować funkcje słuchowe w drugim roku życia. Zadanie proponowane przez J. Cieszyńską i M. Korendo to przygotowanie zestawu trzech zabawek i podawanie maluszkowi kolejno po jednej, przy jednoczesnym śpiewaniu dwuwersowego fragmentu piosenki o danym zwierzątku. W tym wypadku może to być "Wlazł kotek na płotek i mruga./ Ładna to piosenka, niedługa." Po zaprezentowaniu wszystkich zabawek i piosenek rodzic/terapeuta śpiewa jedną i zachęca dziecko do wybrania odpowiadającej mu zabawki. Jeśli maleńki nie radzi sobie, dorosły wykonuje zadanie jego ręką. To przykład tzw. zadania stolikowego, czyli odbywającego się właśnie przy stoliku. Są one bardzo ważne podczas terapii dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, nie tylko stymulują dane funkcje, ale także uczą respektowania zasad, są swoistą formą rytuału, który z czasem daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Zarówno badania jak i obserwacje terapeutów szkoły krakowskiej wskazują, że dzieci, którym pomagamy biorąc ich dłoń we własną mają poczucie, że to one wykonują zadanie - to również bardzo ważny etap przejściowy, przed nabraniem wprawy w samodzielnym działaniu.

Wyrażenie dźwiękonaśladowcze dla kotka to oczywiście MIAU, ale zaznaczam, że nie każde zwierzątko logopedy mówi za pomocą najbardziej typowej dla danego kraju onomatopei - o tym jednak w kolejnej notce.


ALL RIGHTS RESERVED

środa, 22 sierpnia 2012

Żyrafa Dorotka

Kiedy zaczęłam szyć zabawki dla Zuzinka kilku znajomych żywo zainteresowały imiona im nadawane i poprosili, by ochrzcić jakieś (bądź konkretne) właśnie ich imieniem. Dla Dorotki przypadła akurat żyrafa:


Szyłam ją w upalne sobotnie popołudnie 28 lipca na wsi, w ogrodzie - stąd zdjęcie całe w trawie :) 

Wybór kolorów pozwala na stymulację funkcji wzrokowych już od najwcześniejszego okresu. Zastanawiam się nad tym, by zestaw zwierzątek na karuzeli wymieniać: raz będzie to "robactwo" i zwierzaki morskie z wcześniejszego postu, innym razem właśnie żyrafa, z nią krowa, kot, bocian, pingwin, foka itd. - ważne, by w wyrazistych kolorach na początek. Cieszę się na myśl o tym, jak bogaty zestaw zwierzątek będę mieć dla przyszłej pracy logopedycznej - jeśli Zuzinkowi nie przypadną do gustu, nie czeka ich marny los na dnie szafy ;)


ALL RIGHTS RESERVED

wtorek, 21 sierpnia 2012

Pszczółka Kamil

Jak już wspomniałam w poprzednim poście, Kamil wejdzie w skład doborowego grona bywalców karuzeli. Jest on zwierzątkiem uszytym na specjalne życzenie swojego imiennika. Początkowo (27.07.2012r.) wyglądał tak:

Jednak uznałam, że tak jak prawdziwy Kamil wymaga zabiegu przetaczania krwi (poważna anemia), tak i pluszowy Kamil potrzebuje małej operacji. Od 30 lipca wygląda już tak:


Szybko wydoroślał, nieprawdaż? ;)


ALL RIGHTS RESERVED

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Stymulacja wzrokowa noworodka - Biedronka Marysia

W pierwszych miesiącach życia dla dziecka najbardziej interesująca jest mama i tata. Żeby skupić czy przyciągnąć wzrok naszego szkraba lub skłonić go do wodzenia oczyma w różnych kierunkach wystarczy czerwona szminka (u mamy) lub czerwona albo biała w czarne pasy koszula (dostępna także dla taty). Dziecko zainteresują też z pewnością okulary słoneczne na twarzy dorosłego, latarka przypięta do głowy rodzica (światło) bądź czapka w kontrastującym ze skórą twarzy kolorze.

W połowie czwartego miesiąca życia dziecko zaczyna widzieć trójwymiarowo, ponadto dochodzi do koordynacji obrazów pochodzących z obu oczu. Dzięki temu maluszek może doświadczać stałości kształtu i stałości wielkości, co z kolei umożliwia rozpoznawanie przedmiotów i twarzy, które dziecko widzi z różnych odległości i w odmienne perspektywie. Na tym etapie także maluszek ogląda już małe przedmioty, podejrzewam więc, że chętnie będzie chwytać po biedronkę o wyrazistych, kontrastowych kolorach :)

Jeśli maluszek w ciągu pierwszych trzydziestu dni nie skupia wzroku na twarzy osoby dorosłej i nie śledzi ruchu przedmiotu po łuku 90 stopni (45 z każdej strony) trzeba mu nieco pomóc. Zabawy przedmiotami w "dobrych" kolorach (czarno-białe, czerwone, żółto-czarne itp. - wyraziste, kontrastowe) bardzo w tym pomogą. Jeśli nie mamy zabawek można wykorzystać po prostu kolorowy karton, z którego wytniemy czerwoną spiralę, płachtę czarnego i białego materiału, arkusz pomalowany bądź wyklejony w szachownicę itp. Takimi przedmiotami przesłaniamy i odsłaniamy własną twarz, mówiąc bądź śpiewając do dzieciątka - ot, codzienne intuicyjne zabawy. By skłonić maluszka do wodzenia wzrokiem podobnym przedmiotem przesuwamy od jednej strony główki do drugiej, bacząc, by wpierw skupił on wzrok na danej rzeczy. 

Więcej pomysłów oraz dokładny opis wyżej wymienionych znaleźć można w książce J. Cieszyńskiej i M. Korendo "Wczesna interwencja terapeutyczna" - gorąco polecam! Biedronka Marysia jest moim autorskim pomysłem i wygląda tak:

Powstała 26 lipca br. - akurat w moje imieniny, stąd fotografia z różyczką od Pana B. :)

Inne pomysły na terapeutyczne wykorzystanie biedronki:

- U nas, razem z Pszczółką Kamilem, Szczepanem Szczeżują i Krabem Maćkiem zawisnąć mają na karuzeli nad łóżeczkiem. Trzeba pamiętać, by tego typu karuzela nie wisiała tam cały czas - nastąpi wówczas tzw. habituacja, czyli przyzwyczajenie do bodźca. Innymi słowy stanie się on niewidoczny dla dziecka, będzie tłem, na które nie będzie ono zwracać uwagi.

- Ponieważ Marysia jest przyjemnie mięciutka można na niej ćwiczyć kolejne sposoby chwytania: w wieku 0-2 mies. maluszek chwyta przedmioty bez kontroli woli, w 3 mies. chwyta te, które wkładamy mu do rączki, w wieku 4 mies. powinien już stosować chwyt prosty (obejmowanie całą dłonią od góry zabawki),  w 5 mies. dodatkowo wyciąga rączki po przedmiot i przekłada go z rączki do rączki, w 6 mies. pojawia się już chwyt dłoniowo-łokciowy (bez użycia kciuka, ale z uruchomieniem stawu łokciowego), manipulacja nadal jest jednak niespecyficzna. W 7-8 mies. dzieci doskonalą swoje zręcznościowe umiejętności, pojawia się chwyt nożycowy (przywodzenie kciuka do pozostałych palców) a w 9-12 rozpoczyna się tzw. "rewolucja dziewiątego miesiąca" (więcej na ten temat tutaj), manipulacja specyficzna i chwyt pęsetkowy (przeciwstawienie kciuka i palca wskazującego). Pojawiają się także oznaki kształtowania się dominacji stronnej, czyli dziecko częściej chwyta przedmioty i bawi się nimi jedną z rąk - to ważne z punktu logopedycznego. Zestawienie w tym punkcie przygotowałam na podst. wcześniej wspomnianej książki. Z maluszkiem bawimy się zachęcając go do stosowania odpowiedniego dla danego wieku chwytu, pokazując mu jak to się robi, w razie konieczności jego rączki trzymając we własnych.


ALL RIGHTS RESERVED

niedziela, 19 sierpnia 2012

Skarpetkowy Stworek Stefan

Historia powstania Stefana nie jest zbyt imponująca. Po zrobieniu sówki została mi jeszcze jedna skarpetka do pary i konieczność wprawienia się w szyciu zanim zacznę robić coś według własnego projektu. Wygooglowałam zatem skarpetkowego misia - Jak zrobić misia ze skarpety i zabrałam się do roboty. A ponieważ ponownie byłam w posiadaniu skarpetki-stópki nie zaś porządnej, pełnowymiarowej skarpety, musiałam nieco improwizować. Fakt, że dopiero nabierałam wprawy w szyciu zaowocował modyfikacją misia w stworka (uszka wyszły mi wybitnie niemisiowe). Skoro już los chciał bym nie trzymała się mocno wzoru pozwoliłam sobie też zamienić łapki pluszaka: można w nie włożyć własne palce, dzięki czemu Stefan chętnie łapkę poda ;)

Stefan powstał 26 lipca br. i wygląda tak:



Ach, i jeszcze jedna uwaga - z uwagi na użycie oczu o wątpliwej solidności należy unikać pozostawiania malucha ze Stefanem sam na sam. Z tego też powodu nie podałabym go maleńkiemu dziecku. Z resztą dopiero około 12 miesiąca dziecko nabiera tak dużych zdolności zręcznościowych, by włożyć własne paluszki w ręce Stefana (wtedy kształtuje się tzw. manipulacja specyficzna - o niej, a także o sposobach chwytania poczytać można tutaj).


ALL RIGHTS RESERVED

środa, 15 sierpnia 2012

Jak zrobić opaskę do włosów z wstążki i gumy - instrukcja

Dziś coś niezabawkowego! 

Ponieważ ślub mojego brata zbliża się wielkimi krokami, a ja wciąż potrzebuję dodatków do sukienki,  zrobiłam opaskę do włosów. Do tego celu wykorzystałam czarną gumę (płaską), wstążkę oraz klej na taśmie do zaprasowania. Oczywiście można użyć też gumki w innym kolorze, zamiast wstążki wykorzystać dowolny materiał, a taśmę klejącą zastąpić igłą i nićmi. Mi połączenie gumy ze wstążką i jednocześnie zaszycie dwóch końców wstążki sprawiało spory kłopot, dlatego zdecydowałam się na klej. Żałuję jednak, że nie skleiłam od wewnątrz wstążki z dodatkowym materiałem, tak by guma była ruchoma (wyjmowana, przesuwana). Wtedy nie musiałabym się obawiać, że przy zakładaniu coś się rozpadnie ;) Sama wstążka (z Ogrodu Łobzów) jest dość sztywna, dlatego łatwo się na niej pracuje. Polecam!

A efekt finalny jest taki:



Uzupełnienie: kilka osób prosiło o opis przygotowania takiej opaski krok po kroku. Zatem:

1. Kupić ww. produkty ;)
2. Zagiąć wstążkę na gumce - od szerokości wstążki zależy szerokość opaski. Im szersza wstążka, tym szerszą opaskę możemy uzyskać. Zagięcie ułatwi składanie wszystkich części. Jeśli wstążka jest mało sztywna, można ją zaprasować w pożądany kształt przed łączeniem elementów.
3. Klamerkami chwycić wszystkie warstwy: wstążkę, gumkę, taśmę do zaprasowania (warto nie ściągać ochronnego papierka z taśmy, wtedy gumka nie przyklei się do wstążki), następnie zaprasować w każdym miejscu całość, konsekwentnie zdejmując klamerki i pozostawić do ostygnięcia.
4. Końcówki gumy zszyć razem, następnie przesunąć pod wstążkę (po co zszycie ma być widoczne).
5. Gotowe! Nosić do włosów spiętych lub rozpuszczonych ;) Myślę, że dobrze będzie wyglądać przy lekko natapirowanych włosach za opaską.

Przekrój przez powstającą właśnie opaskę:

Opaska od lewej strony:

Opaska od prawej strony:

Gotowa opaska:

A tak wygląda we włosach:

ALL RIGHTS RESERVED

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Sówka Kasia z filcu i kolorowej skarpetki

Sówka Kasia nie należy jeszcze do terapeutycznej rodziny logozabawek - a przynajmniej nie jest przeznaczona dla najmłodszych szkrabów. Za to jest bardzo kolorowa i powstała ze... skarpetki! "Przepis" na skarpetkową sówkę znaleźć można tutaj. Moja ma nieco grubsze skrzydełka i rozmyślam nad przyszyciem do nich rzepów - wtedy możnaby te skrzydełka łączyć i rozdzielać - miłe zajęcie dla małych badaczy.

Ponieważ zamiast zwykłej skarpetki użyłam tzw. stopki, musiałam zastosować dodatkowe materiały. Wybór padł na filc, z uwagi na jego przyjemną, wyrazistą fakturę. Przy okazji okazało się, że z filcu szyje się bardzo prosto: nie trzeba obszywać brzegów, nic się nie pruje. Trzeba tylko uważać, by nie wybierać zbyt małych elementów - wtedy może się rwać. Filc kupuję w empiku lub w pasmanterii przy ul. Karmelickiej (przyst. Batorego) w Krakowie - naprawdę bardzo duży wybór!

Póki co poglądowe zdjęcie - lepsze wrzucę jak tylko Pan Fotograf prześle portret Kasieńki.


A jak terapeutycznie wykorzystać można sówkę? Na przykład tak:

- ucząc dzieci wyrażeń dźwiękonaśladowczych (sowa mówi UHU - z odpowiednią intonacją i pauzą po U). Malutkie dzieci nie zwracają jeszcze uwagi na obrazki, dlatego zabawka w kształcie sowy przyda się bardzo. W początkowym etapie, dla ułatwienia, możemy wręcz nie nazywać zabawki sową, ale właśnie używać dla jej określenia onomatopei UHU. Podobnie czynimy z innymi zwierzętami - pies to HAU, kot to MIAU, kura - KO KO itd. W kolejnym etapie używamy rzeczowników dla określenia zwierząt, onomatopeje oznaczają zaś czasowniki (co mówi sówka? UHU). W tym miejscu warto zaznaczyć, że "od czwartego miesiąca życia dziecka [można] zachęcać dziecko do intencjonalnego naśladowania wymawianych samogłosek i sylab - tzn. dorosły wypowiada dźwięk, a dziecko powtarza". Ważne jest także to, że "aby dziecko mogło naśladować język i szybko zacząć mówić, należy dbać o zapewnienie mu dużej liczby bodźców werbalnych możliwych do powtórzenia. Najłatwiejsze - przed ukończeniem pierwszego roku życia - do powtórzenia są onomatopeje" (źródło: J. Cieszyńska, M. Korendo "Wczesna interwencja terapeutyczna" s. 170)

- ucząc dzieci czytania (I etap zgodnie z metodą symultaniczno-sekwencyjną to czytanie samogłosek oraz wyrażeń dźwiękonaśladowczych - można zacząć już przed ukończeniem pierwszego roku życia dziecka) również można wykorzystać sówkę - na pewno dla najmłodszych będzie atrakcyjniejsza niż obrazek. Trzeba tylko uważać, żeby nie okazała się ona atrakcyjniejsza nawet od czytania! ;)

Sówka Kasia powstała 27 lipca br. Dzień po niej "zrodził się" Stworek Stefan, ale o nim już w kolejnej notce.


ALL RIGHTS RESERVED

środa, 8 sierpnia 2012

Jak będzie funkcjonować to miejsce

Myślę, że każdy wpis zawierać będzie zdjęcie oraz proponowane zastosowanie logozabawki: przykładowe zabawy stymulujące funkcje wzrokowe, słuchowe, manualne (zręcznościowe) i inne. Od czasu do czasu wrzucę jednak też coś nielogopedycznego - jakąś krawiecką próbę czy inne dziełko.

Logozabawkami bawić się można zarówno z dziećmi zdrowymi, jak i potrzebującymi wsparcia dla rozwoju - mitem są słowa, jakoby można było "przestymulować" kogokolwiek, natomiast wspaniałą prawdą fakt, że każde nasze działanie oddziałuje na drugiego człowieka. Jak pisał A. Kępiński, "Nie można drugiego człowieka obserwować, nie działając na niego. Staramy się, by działanie to zawsze miało znak dodatni". Podobnie uważają przedstawiciele innej nauki - neurobiologii, którzy mówią o tej właściwości ludzkiego umysłu, która każe uczyć mu się zawsze i wszędzie (Spitzer, "Jak uczy się mózg").  To znaczy,  niezależnie od tego co i gdzie robimy, jednocześnie przyswajamy, analizujemy, obserwujemy, przetwarzamy itd. bodźce, na które jesteśmy wystawieni. Ponieważ więc każdy bodziec zostaje w jakiś sposób przetworzony przez umysł, od nas tylko zależy na jakie oddziaływanie będziemy wystawiać tak siebie, jak i swoich najbliższych. Nie ma się co obawiać, że zamęczymy naszego podopiecznego bawiąc się z nim w sposób, który dodatkowo ma walory terapeutyczne. Najwyżej sami się zmęczymy, jeśli dziecko będzie chciało jeszcze i jeszcze! 

Jeśli moje opisy będą niejasne bądź budzić będą sprzeciw, zapraszam do komentowania. Nie jestem nieomylna i chętnie przyjmę każde wskazówki.

Myślę też, że nie pozostawię tego miejsca suchym opisem - będę nawiązywać do swojej codzienności, mówić o tym, jak zrodził się pomysł na kolejne zwierzątko, komu je dedykuję i jaka jest jego historia. Ktoś powiedział kiedyś, że nie interesują nas ogólne fakty i dane, ale indywidualne historie. Postaram się wyważyć proporcje, tak by miejsce to pozostało blogiem tematycznym, jednocześnie oddając kawałek mnie samej.

Pomysłów na same logozabawki jest póki co 48, a przecież wciąż pojawiają się inne projekty. Zobaczymy, czy wytrwam ;)

To chyba tyle na początek. Zapraszam serdecznie!

A, i jeszcze zdjęcie :)




ALL RIGHTS RESERVED

Treść wpisów oraz pomysły krawieckie (o ile nie zaznaczyłam inaczej) są moje i podlegają ochronie praw autorskich. Proszę o uszanowanie mojej pracy i nie wykorzystywanie pomysłów bez mojej zgody.