środa, 11 lutego 2015

Znasz zasadę, ale i tak robisz błędy ortograficzne? O myśleniu przez analogię słów kilka.

Jedną z operacji myślowych niezbędnych do nauki czytania i pisania jest myślenie przez analogię. Inne to operacje szeregowania, klasyfikowania, dostrzegania relacji między elementami zbioru, porównywania. To dlatego nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną zakłada poza poznawaniem materiału językowego ćwiczenia bardziej elementarnych zdolności. Hola hola, ale chyba nie piszę jak do ludzi tylko studentów (bez obrazy dla tych drugich - ostatecznie też ludzi)! Jeszcze raz:

Myślenie przez analogię to porównywanie, kojarzenie. Na podstawie kilku przykładów wyodrębniam zasadę, wzór i kolejne zadanie wykonuję ANALOGICZNIE. Każdy z Was z pewnością zna jakąś osobę dyslektyczną, która zna reguły ortograficzne a mimo to sadzi byki w najbardziej oczywistych miejscach. To właśnie mechanizm myślenia przez analogię zawodzi. Znajomość reguł nie jest jednoznaczna z umiejętnością zauważania ich w konkretnych przykładach, ponownego wyabstrahowania i zastosowania. Dlatego tak ważne są tego typu ćwiczenia dla dzieci zagrożonych dysleksją, dzieci "prawopółkulowych" czy z wzorem lateralizacji innym niż lewopółkulowy. Program terapii osób z dysleksją zakładać powinien ćwiczenia abstrahowania reguł oraz uczenia ortografii prawopółkulowego - czyli uczenia się słówek na pamięć, tak jak w języku obcym. "Zrobienia zdjęcia" słowu i zapamiętania go jako całości. Czyli wykorzystania mocnego mechanizmu prawopółkulowego. Propozycja dla dzieci z tak opracowanym materiałem to Symultaniczne ćwiczenia ortograficzne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w podobny sposób wykorzystać jakikolwiek podręcznik do nauki języka obcego (pilnując, by pod obrazkiem poprawnie wpisać polskie słowo) lub inne karty z potrzebnym materiałem językowo-obrazkowym (atlas anatomiczny? mapa świata? :))

Zestawy gotowych analogii można "zanabyć" w wydawnictwie Arson - przygotował je duet Nepomuceno, Nallur: Tematyczne i Atematyczne lub w konferencjach logopedycznych. Pierwsze zestawy są droższe, ale zawierają aż po 70 kart ćwiczeń! Wykonane są bardzo starannie, intensywne barwy, twardy karton, ładna kreska. Jedyny minus to to, że karty do użycia trzeba sobie wyciąć, opisać i pospinać. Roboty na 3 godziny, a gdybym nie miała gilotyny chyba na 8. Bo każda z tych 70 kart zawiera 5 obrazków do wycięcia i opisania - żeby potem w tym nie zginąć i wiedzieć do której karty dane obrazki. Szkoda, że producent nie pofatygował się aby obrazki na odwrocie podpisać i wyciąć albo chociaż zrobić perforacje do wytargania. Wszak, jako że w życiu kieruję się zasadą "always look on the bright side of life", potraktowałam te utrudnienia jako okazję do wyciszenia i medytacji oraz obmyślenia twórczego wykorzystania ścinków. A co!

W każdym razie prezentujemy z Zuzą jak pracować z analogiami:
(To analogie z konferencji-logopedycznych. Nagranie z 24.11.2014r. Z każdym ćwiczeniem logopedycznych jest tak, że dostosowujemy je do możliwości dziecka. Akurat wtedy ZU używała wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zaczynała używać nazw. Dlatego prosiłam ją o nazwanie zwierzątek, o określenie co robią, sprawdzałam znajomość słownictwa (gdzie jest grzybek? gdzie pajęczynka?). Zu miała wtedy 2 lata i 24 dni więc polecenie też było proste: językowo opisywałam jej analogię (bocian je żabę). Ze starszymi dziećmi można próbować bez nazywania - aby dziecię samo nazwało przedstawione sytuacje.)

(I jeszcze jeden zestaw z konferencji-logopedycznych. Można też w tę stronę: najpierw nazwanie obrazków, potem zapoznanie się z analogiami. Ciekawostkia: żeby dziecię powiedziało "j" (jak w słowie "jajo") wystarczy podczas artykulacji nacisnąć mu dołek w brodzie. Albo nacisnąć swój i poprosić by zrobiło to samo. U nas pięknie wchodzi. Kiedy Kluskę uczyłam mówić "JE" sama sobie po pewnym czasie pomagała paluszkiem. W tym ćwiczeniu akurat nie zwróciłam na to uwagi, czasem ZU udaje się powiedzieć J, czasem nie. Jej mowa wciąż się rozwija :))

(Niektóre analogie są bardzo trudne (wciąż k-l), wtedy można je wykorzystać do budowania wiedzy o świecie - tak jak w powyższym filmiku.)

(Inne analogie to dla Kluski bułka z masłem. Więc na zbyt łatwym materiale ćwiczymy system fonetyczno-fonologiczny, czyli artykulację poprzez powtarzanie.)

Niestety na filmik nagrany dzisiaj (z analogiami z Arsonu) wkradł mi się mistrz drugiego planu w postaci Adasia więc muszę go ocenzurować przed opublikowaniem. To może potrwać.

A wracając do ścinek - może macie jakieś pomysły na ich kreatywne wykorzystanie? To paski grubego papieru o wymiarach 20,5x4cm, 10x2cm, 16x1,5cm oraz prostokąty 5,3x4,3cm. Na pewno posłużą mi do ćwiczeń na sylabach: sekwencji, analizy i syntezy wzrokowej, ćwiczeń typu "co nie pasuje?" - są szybkie w wykonaniu i dzieci je lubią, bo... ale o tym kiedy indziej.

Jeszcze analogii z k-l nie opisałam. Kart jest dużo mniej, ale przez to i cena niższa. I są gotowe do użycia od razu: wycięte, opisane, posegregowane. To także ćwiczenia innego typu niż z Arsonu: powiedziałabym, że bardziej życiowe, arsonowskie zaś bardziej "matematyczne".

Jak zainteresować dziecko ćwiczeniami pamięci symultanicznej i sekwencyjnej?

Sporo dzieci, które diagnozuję i których terapię prowadzę nie lubi ćwiczeń pamięci. Albo ich nie rozumie. Wzorując się próbami z SONu i pomysłem Pani A. P. (przygotowała samolot z okienkami działający wg zasad, które zaraz opiszę) postanowiłam ubrać to ćwiczenie w zabawę. Dotąd miałam same okienka. Nie dla wszystkich dzieci były one czytelne. Podczas dzisiejszej diagnozy 2,5-latka zobaczę jak sobie poradzi z okienkami w statku. A Państwu opisuję "jak to się robi".

Ćwiczenia pamięci w metodzie krakowskiej to przede wszystkim ćwiczenia pamięci symultanicznej (przetwarzanej przez prawą półkulę mózgu, która działa holistycznie, całościowo), ćwiczenia pamięci sekwencyjnej (przetwarzanej przez lewą półkulę mózgu, która działa sekwencyjnie, szczegółowo) czy ćwiczenia pojemności pamięci. W terapii zazwyczaj zaczynamy od ćwiczeń pamięci symultanicznej, gdyż są one łatwiejsze dla dzieci z zaburzeniami języka.

Do ćwiczenia należy przygotować sobie zestawy obrazków - po dwa takie same. Poniżej planszy układamy obrazki z których wybierać będzie dziecię, dla siebie zostawiamy komplet takich samych obrazków. Kiedy w okienkach układamy obrazki, które ma zapamiętać dziecię, jego obrazki powinny być zasłonięte - by nie rozpraszać i nie sugerować.

PAMIĘĆ SEKWENYCJNA
1. W pierwszym po lewej okienku układamy jeden z obrazków. Możemy użyć polecenia typu "taki tu, zapamiętaj". Zasłaniamy go.

 2. W drugim okienku układamy drugi obrazek, polecenie, zasłaniamy. Jeśli mielibyśmy więcej okienek analogicznie postępowalibyśmy z kolejnymi. To bardzo ważne żeby zachować porządek od lewej do prawej, bo taki jest w naszej kulturze kierunek czytania i pisania.



3. Teraz dziecko układa zapamiętany układ. Tu także pilnujemy porządku od lewej do prawej - za każdym razem, aż dziecię zapamięta i utrwali kierunek. Ważne jest także pilnowanie dominującej ręki. Na tym etapie dopiero odsłaniamy obrazki dziecka.

4. I sprawdzamy. Także po kolei. I cieszymy się lub zdumiewamy, jeśli się nie udało (moja 2-latka tak polubiła słowo "gapa", że w czymkolwiek się w codzienności pomyli, np. skarpetkę na lewo ubierze, od razu naśladując moją przesadną intonację mówi "Zizi gapa", chwyta się za twarz - klasyczny facepalm - kręci głową i się śmieje. Cudo!).


PAMIĘĆ SYMULTANICZNA
1. Układamy obrazki w obu okienkach jednocześnie, i jednocześnie je zakrywamy.

2. Dziecię układa zapamiętane obrazki, i pilnujemy porządku od lewej do prawej.

3. Sprawdzamy jak w przypadku pamięci sekwencyjnej.

Wykonanie: kolorowy blok techniczny, nożyczki, klej, rzep na taśmie. Użyte przeze mnie obrazki pochodzą z zestawu Sedivy - Ćwiczenia pamięci.

niedziela, 8 lutego 2015

DIY - kategoryzujemy klocki i ćwiczymy rączki

Przedstawione ćwiczenie będzie służyć ćwiczeniu:
- kategoryzacji atematycznej
- sprawności manualnej
- koordynacji oko-ręka.

Zależnie od tego jaką zasadę pokażemy dziecięciu, możemy ćwiczyć kategoryzacje:
- kształtu bez względu na kolor
- koloru bez względu na kształt

Kluska Zuzka 4 grudnia 2014r. bawiła się tak:

Bardzo łatwo zrobić taką zabawkę. Wystarczy jednorazowa brytfanka foliowa, kilka słomek (rurek), taśma klejąca i kolorowe (aby atrakcyjne) kształty. My akurat mamy gotowce z zestawu "Wzory kolory memory", można wszak wykonać je samodzielnie z kolorowego kartonu, pianek czy sztywnego filcu. Czas wykonania zabawki: 2 minuty. Czas jej trwałości: 15 minut ;) - bo matce się nie chciało z dzieckiem bawić, a dziecko chciało sprawdzić "jak to jest zrobione?" :)

O innych kategoryzacjach pisałam tu i tu.

piątek, 6 lutego 2015

DIY - zając, szop i myszka z rolek po papierze toaletowym

Pani Kasia z smykoterapii zrobiła piękne zabawki. O takie.  Moje na wzór i podobieństwo powyższych, jednak nie tak precyzyjne:

Potrzebne będą:
- dwie rolki po papierze toaletowym
- nożyczki
- klej
- pianka w arkuszach (lub filc czy kolorowy papier - wedle uznania)
- czarny marker
- kreda w pisaku.

Kreda w pisaku jest fajnym rozwiązaniem, bo już nie trzeba wycinać małych elementów (białek oczu), natomiast pianka jest przyjemna w dotyku i wypukła, przez to ciekawsze niż zwykły papier.

Mamy już kolejną rolkę, będzie zając ;) A maszyna nawet nawet daje radę z szyciem ściegiem prostym (niestety przy zygzaku rwie się górna nić :/) więc coś niedługo uszyję :)

edit: jest i zając:

środa, 4 lutego 2015

Na sofie siedzą misie, pod sofą leży pies, za sofą stoi mama, obok sofy jest lampa itd. - czyli relacje przestrzenne z zabawkami

Jestem fanem porządkowania. Co nie znaczy, że żyję w nieskazitelnej przestrzeni ;) Chaos nagromadza się zwłaszcza na biurku i szafkach ponad zasięgiem rąk Zuzanny aż do momentu, gdy wykluje się nań koncepcja. A potem koncepcję zapanowania nad chaosem wcielam w życie i przeszczęśliwa jestem przez dwa dni. Ale do rzeczy. 

W sklepiku misz-masz (taki mini-markecik oferujący szwarc, mydło i powidło) wypatrzyłam kiedyś koszyczki - takie jak w supermarketach na zakupy, tylko w wersji mini. Idealne dla dziecka, a jednocześnie dla osoby, która ma fioła na punkcie segregowania, układania itd. No bo w takim koszyczku i owoce można przechowywać, i bieliznę ładnie posegregować, i rajtki dziecięce i inne skarpetki i majtki nie będą się w końcu panoszyć bezkarnie po szafach. Tysiące zastosowań za jedyne 3,50 zł! Ha, ha więc zakupiłam wtedy jeden koszyczek i Zaneczka dostała go od razu. Zrobiła jeszcze tego dnia zakupy (w jarzyniaczku, to tak pięknie!) a potem w domu raz jej koszyczek podwędziłam na owe owoce wspomniane powyżej i już było wiadomo, że koszyczków potrzebujemy więcej. Bo Zu ze swojego nie zrezygnuje nawet na kilka dni.

Więc oto wczoraj, po raz pierwszy od urodzenia Adasia, wyszłam sobie na spacer. I udałam się na ul. Krzywą po koszyczki (mąż się śmiał, gdy czytał moją listę zakupów, a tam pośród płynu do mycia szyb bez amoniaku i kreta do udrażniania rur zobaczył właśnie koszyczki z Krzywej). I zakupiłam. Różowy, niech ZU ma, niech się cieszy. A czerwony wezmę ja. I już wychodząc zobaczyłam trzy cuda: fotel, sofę i łóżko. Piękne, aksamitne, w wyrazistych kolorach. Na mebelki poluję już od dłuższego czasu ale dotąd nie kupiłam. Zu od Maluszka (z okazji jego przybycia do domu) dostała w prezencie domek z mebelkami ale są one malutkie i nie do wszystkich ćwiczeń posłużą (tak, pożyczam od dziecka zabawki, by użyć ich podczas terapii - a Zu bawi się pomocami logopedycznymi. Pasjami!), natomiast te misz-maszowe były gabarytów okazałych. I zachwyciłam się, i mówię że cudne, że mieć je muszę. Ale który mebelek wybrać, by najwięcej z niego wydobyć? Bo jednak gabaryty mebelków to ich plus i minus jednocześnie. Minus jest taki, że wszystkie wozić do pacjentów nieporęcznie. Więc uznałam, że prześpię się z tym i wrócę po wybrańca kolejnego dnia. Przespałam się, omówiłam rzecz z logopsiapsiółkami i postawiłam na sofę. Oto ona:

 Dlaczego sofa a nie łóżko czy fotel? Na wszystkich można ćwiczyć relacje przestrzenne (na, pod, obok, za, przed, a także w - bo każdy z tych mebelków jest otwierany), sofa pozwala także na ćwiczenia czasowników (śpi, siedzi, leży, ...), liczby poj. i mn. (siedzi - siedzą, leży - leżą itd.).

I jeszcze jedna atrakcja, którą posiadało łóżko, ale którego nie miał fotel - wewnątrz sofy jest lustro! Bo tak naprawdę wszystkie te mebelki to szkatułki na biżuterię. A nam, logopedom, poza programowaniem języka posłużyć mogą do ćwiczeń praksji oralnej (czyli gimnastyki buzi i języka) przed lustrem.

PS Kubek na zdjęciach jest miernikiem wielkości mebelka, w tle zaś wspomniany nieporządek :p Niestety wszystkie zabawki zostały w pokoju, w którym śpi Zaneczka, więc zdjęć z desygnatami nie będzie.

Jak uczyć relacji przestrzennych pisała Głoska, nie będę się więc powtarzać - tu instrukcje http://blog.centrumgloska.pl/2015/01/relacje-przestrzenne/

Pozdrawiam, polecam!

Anna K.-L.