wtorek, 17 marca 2015

Nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną (samogłoski)

Nadszedł dzień, w którym Zuzia (2;4) trafia do Internetu. Długo wzbranialiśmy się z mężem przed prezentowaniem na forum publicznym wizerunku naszych dzieci. W końcu uznaliśmy, że dla celów terapeutycznych, naukowych warto to zrobić. 

Prezentujemy z Zu jak można pracować z książeczkami "Samogłoski" z serii "Kocham czytać" J. Cieszyńskiej. Kiedy uczyłam Zuzię czytać samogłoski, dodatkowo stosowałam Gesty Wizualizacyjne - to właśnie je wskazuje dziewczynka. 

I tak:
- A to odwiedzenie brody w dół
- Y to uniesienie rąk do góry i wysunięcie lekko brody (u Zu Y w izolacji brzmi bardziej jak I, pracujemy nad tym ;))
- U to podłożenie pod brodę pięści ułożonej w "beczkę"
- O to obrysowanie palcem okrągłych jak jajeczko ust
- E to wskazanie na lekko wystający język
- I to wskazanie palcem szeroko rozciągniętych ust.

To są akurat gesty J. Cieszyńskiej, ale sporo innych autorów wymyśliło systemy gestów wspierających mówienie (artykulację). W gestach Cieszyńskiej chodzi o to, by połączyć ruch z zakresu małej motoryki z ruchem tzw. praksji oralnej i/lub obrazem zapisanej litery. To zawsze wskazanie na ułożenie narządów mowy (żeby wypowiedzieć O trzeba zaokrąglić usta, żeby wypowiedzieć U - ściągnąć je w dzióbek itd.). Wysunięcie języka przy E oczywiście jest czymś więcej niż trzeba w prawidłowej artykulacji tej głoski, autorka GW twierdzi wszak, że z obserwacji jej i użytkowników GW to wyolbrzymienie pomaga dzieciom w prawidłowej artykulacji i jej odróżnieniu od A a z czasem wysuwanie języka ustępuje samoistnie. 

A i Y graficznie są bardzo podobne, może dorosłym ciężko to zauważyć, bo mają ich obraz już mocno utrwalony. Jednak przyjrzyjcie się dobrze: A jest prawie takie samo jak Y, tylko odwrócone i z małą kreseczką pośrodku. Dla dzieci z ryzyka dysleksji i innych z zaburzeniami spostrzegania wzrokowego bądź funkcjonowania lewej półkuli mózgu (dostrzegania różnic) one są naprawdę podobne. Moja Zuza mimo, że widziała i czytała te literki serki razy wciąż je myli. A wystarczy, że przypomnę jej "rączki do góry" i już wie, że to nie A lecz Y. Dlatego szczerze zachęcam do używania GW podczas nauki samogłosek. 

Kiedy uczymy małe dziecko, używanie naukowego języka jest absurdalne, najlepiej wykorzystać mechanizm naśladowania: przesadnie prezentujemy układ ust, gdy sami wypowiadamy głoskę, dodatkowo stosując umowny gest. To oddziaływanie na wiele zmysłów: słuch (dźwięk głoski), wzrok (układ ust), dotyk (gest). Żeby się czegoś nauczyć trzeba tego doświadczyć, prawda? :)


Na marginesie chciałabym dodać, że moja Zu uwielbia czytanie. Sama dopomina się, że chce czytać. Gdy pytam w co chce się bawić często wybiera właśnie czytanie. Mój cel wczesnego nauczania czytania własnego dziecka został więc osiągnięty: dla Zu to przyjemność a nie przykry obowiązek. Nawiązując jednak do akcji "Cała Polska czyta dzieciom" i filmiku na którym ojciec na sali porodowej zaczyna czytać bajkę, chciałabym uspokoić rodziców, których dzieci za nic nie chcą słuchać, gdy rodzice im czytają. Moja Zuza bardzo długo też nie chciała. Jako dla polonistki i miłośniczki literatury było to dla mnie trudne doświadczenie, zwłaszcza gdy czytałam o tych wszystkich pięknych rodzinach, w których dzieci zasypiają podczas czytania bajek. Od urodzenia! Moja, gdy zaczynałam czytać, buntowała się. Jako niemowlę protestowała płaczem i zniecierpliwieniem, jako starsze niemowlę słowem "nie". Nie zrażałam się i wracałam do książek w różnych porach dnia, w końcu polubiła to. Za sprawą książeczek z serii "Mini Cotkotu" - zdążyłam przeczytać krótki tekst nim Zu w błyskawicznym tempie przewróciła stronę a zagadka na końcu książeczki była dla niej nagrodą, do której lubiła wracać. Na marginesie dwa: bajki i baśnie są dla maluszków za trudne, one nie rozumieją jeszcze tego skomplikowanego języka. U maluszków zaczynamy przygodę ze słuchaniem czytanego tekstu od rytmicznych prostych wierszyków, początkowo bowiem dzieci słuchają melodii. I dużo nazywamy, opowiadamy własnymi słowami wskazując palcem, zadajemy pytania, zachęcając do wskazywania i odpowiadania. I jeszcze nawiązując do filmiku: Zu już wszystko powtarza, dlatego czytanie książeczek wykorzystuję jako zachętę do wypowiadania dłuższych konstrukcji. Kolejne książeczki z serii wykorzystujemy do pracy nad wyrazistością wymowy, po prostu wyraźnie układam moje usta (np. przy ciszących kwadracik z ust, przy wargowo-zębowych zagryzanie wargi) i używam GA i skłaniam córkę by popatrzyła na mnie i powtórzyła. Proszę także zwrócić uwagę na moje powtarzanie zdań za Zuzią. Nie komentuję, czy powiedziała dobrze czy źle, nie poprawiam a jedynie powtarzam w sposób artykulacyjnie czysty - podając jej tym samym wzór. Taki sposób nie zniechęca do mówienia.

I jeszcze - dla osób, które nie znają podstawowych założeń nauki czytania ww. metodą. Uczymy czytać tylko samogłoski, nie cały alfabet. Spółgłoski pojawiają się w sylabach (PA PO PU PÓ PE PI PY, MA MO MU MÓ ME MI MY itd.). Dlaczego to tak ważne? Spróbuję wyjaśnić prostym językiem. SAMOgłoski są samodzielne. Można usłyszeć SAMĄ samo-głoskę i wypowiedzieć ją SAMĄ. Natomiast SPÓŁgłoski są niesamodzielne. Litery, które są graficznym obrazem głosek (dźwięków) nie oddają tej dwoistości. Alfabet to kolejno A B C D... Głoski brzmią A By Cy Dy Zy... a liter A Be Ce De Zet... itd. Pojawia się tzw. element wokaliczny, ponieważ SPÓŁgłoski nie mogą występować SAMOdzielnie. W sylabach, wyrazach i tekstach tego elementu wokalicznego nie słychać, natomiast w izolacji zawsze. Bo (powtarzam raz jeszcze) taka natura SPÓŁgłosek: zawsze występuję wSPÓLnie z innym dźwiękiem. Aby dzieciom więc nie robić wody z mózgu, nie uczymy nazw liter czy głosek a od razu wprowadzamy takie konstrukcje, które da się wypowiedzieć. Nigdy w metodzie symultaniczno-sekwencyjnej nie powiemy dziecku zdani typu "P jak parasol" bo przecież tak naprawdę mówimy i słyszymy "py jak parasol" co prawdą nie jest (parasol zaczyna się przecież na PA). Uczulam, że znajomość alfabetu ma się do nauki czytania tak jak znajomość tabliczki mnożenia do umiejętności gotowania jajek. Albo gorzej, bo może utrudniać naukę czytania. Ale to już dłuższy temat na odrębną rozmowę. Tu tylko sygnalizuję.


piątek, 6 marca 2015

Berecik dla Julki

Niezmiernie dużo czasu minęło odkąd uszyłam dla półrocznej Julki berecik. Święta wszak już minęły i prezent został wręczony, niespodzianki więc nie zdradzę publikując tę zakurzoną notkę. Spodobało mi się szycie ze swetrów. Bo jest szybkie i proste! Proszę, jakie eleganckie obszycie:


Szyłam jak czapeczkę dla Zu, z dwóch materiałów: grubszego różu i cieńszego granatu (dzianina?). Odwróciłam kolory, tak że dla Julki to róż jest stroną prawą. A dlaczego beret? Taki kształt nadał sweter ;)

I mój ulubiony element zdobniczy: kokardka. Tym razem maleńka, dyskretna.

Garść instrukcji krawieckich w odnośniku do czapki Zu.

wtorek, 3 marca 2015

Adaś!

Zuzka ma notkę obwieszczającą jej przyjście na świat, pora więc ogłosić narodziny Adasia. Jak napisał mój mąż: pAnna porodziła syna, a stało się to 24.01.2015r. o godz. 12.40. Syn zdrów, 10 punktów otrzymał, 54cm mierzył a 3320g ważył. Dziś ma 5 i pół tygodnia i jego stópka (jak i reszta ciała) nie jest już tak drobniutka jak na fotografii: Adaś bowiem, mimo 8-dniowego zmagania się z zapaleniem płuc, rośnie w siłę i przybrał już dwa tłuściutkie kilogramy!


Zdjęcie mgliste, bo mimo swej sennej natury, do zdjęcia Adam nie chciał zapozować ;)

poniedziałek, 2 marca 2015

Nauka czytania samogłosek z wykorzystaniem zestawu "Gdzie jest A?"

Z dwulatkami (małymi dziećmi) jest tak, że bez zabawy uczyć się nie chcą. I bardzo dobrze - takie ich prawo, taka ich natura! Dodatkowo 2-latki przechodzą niezwykle ważny rozwojowo czas - tzw. bunt dwulatka. Lepiej nie próbować się wtedy z nimi kłócić. Będzie mur zwielokrotnionego NIE. Jak tutaj - Spacer versus zabawa. Więc zamiast kłótni - płynne przejście do ćwiczenia w inny sposób. Bo stanowczość i konsekwencja rodzica/opiekuna/terapeuty wcale nie oznacza toczenia bitwy z dzieckiem. Dziecko nie musi wiedzieć, że oto robi właśnie to ćwiczenie, które chce przeprowadzić terapeuta. Terapeuta nie musi trzymać się kurczowo schematu, zaplanowanej wersji zdarzeń. Jak nie drzwiami to oknem - byle wejść do jego świata :) Z moją Zuzką często napotykam na NIE dla NIE. Nie mówię, że jest łatwo się nie zdenerwować, ale raz po raz przekonuję się, że wystarczy zmienić sposób a już Kluska chętnie bawi się w to, co założyłam. Jak na filmiku ;) Z 24.11.2014r. (w końcu mam czas na odgrzebanie staroci ;)).

Materiał użyty w filmie to zestaw "Gdzie jest A?" z konferencji-logopedycznych.

To moje "rączki do góry" gdy ZU nie może sobie przypomnieć nazwy "Y" to odwołanie do prawopółkulowych mechanizmów  nauki czytania. Gest artykulacyjny wzniesienia ramion odwołuje się do obrazu graficznego litery (czyż Y nie wygląda jakby podnosiło ramiona do góry?), to odwołanie do sytuacji - ucząc Kluskę samogłosek pokazywałam jej obrazki sytuacyjne, na jednym z nich chłopiec który wygrał zawody podnosił właśnie rączki do góry i krzyczał radośnie Y! Na marginesie - muszę kiedyś pokazać Państwu mój handmadowy zestaw samogłosek z obrazkami. Dopiero pracując na nim z Zuzią zorientowałam się bowiem, że łaciata świnka to niezbyt fortunny wybór: ZU konsekwentnie bowiem ten obrazek czytała jako "MU" :) Więcej o gestach artykulacyjnych można znaleźć TU i TU. W pierwszej z uzasadnieniem teoretycznym i metodologią postępowania przy korekcie wad wymowy czy wywoływaniu głosek w wszelkich ORMach, w drugiej sztywne kartoniki z gestem i głoską - taka ściąga. A propos: wywołując czy ucząc prawidłowej artykulacji głosek na kolejnych etapach dobrze jest korzystać z tzw. wsparcia polisensorycznego, czyli oddziaływania na wszystkie zmysły. Logopeda musi znać fantastycznie fonetykę i fonologię języka polskiego, wiedzieć co gdzie i czego dotyka, w którym miejscu "ust" jest szczelina czy zwarcie itd. Do tego szczypta wyobraźni i twórczości i można przemawiać do wyobraźni i odczuć dziecka/dorosłego. Wsparcie polisensoryczne to pantomima dłoni, mówienie do ręki (policzka), przykładanie dłoni do ust, krtani, wskazywanie na ciepło oddechu, sposób jego rozpraszania, rysowanie głosek etc. Jest wiele sposobów, a praktyka nadal zaskakuje. Kiedyś mój uczeń (dorosły, r jednowibracyjne) ćwiczył z uporem wibracje apeksu powtarzając logotomy z podwojonym D i inne zbitki zbliżające do dziąsłowej drżącej. Eureka wykrzyknął dopiero wtedy, gdy przypadkowo spadł mu na ziemię ołówek, a ten - schylając się po niego, i wciąż ćwicząc zbitki - usłyszał własne zwielokrotnione r! Gdyby nie upór w ćwiczeniach przypadek nie zamieniłby się w tak szczęśliwe zakończenie - dlatego dodaję otuchy wszystkim tym, którym nie chce wskoczyć upragniona głoska: uda się!