piątek, 12 czerwca 2015

Mama, Zuzia umie czytać!

W odpowiedzi na post Kasi Czyżyckiej Nie czytaj dziecku książeczek jeśli nie chce - jak to moja Zuza (2;7) mamie mówi: "A kysz! A kysz!" aby książeczkę czytać mogła już w ogóle sama. 



Pierwszy film (choć nagrany jako drugi lub trzeci): Zu "czyta" o zwierzątkach: co mówią, co robią. Dobrze wiem, że naśladowanie jest rozwojowe, mimo to mnie Zuza zachwyca i rozczula odbijając jak w lustrze to, co my robimy <3


Ostatnio Zu wyciąga sobie z półek książki (księgi bajek, swoje małe książeczki albo moje książki do zajęć) i czyta, za każdym razem tak samo: "Dawno dawno temu..." lub "Pewnego razu...". To dlatego, że na dobranoc opowiadamy jej bajki. Zaczynają się w standardowy sposób, a potem już nie ma ani Śpiącej Królewny, ani Czerwonego Kapturka - jest Królewna Zuzia, która miała Malutkiego Braciszka Adasia (vel Bartusia), mamusię i tatusia. To mąż zapoczątkował te bajki, gdy go pierwszy raz podsłuchałam, zachwyciłam się. Zaczyna się właśnie zawsze tak samo, a potem jest fantazjowanie: o tym jak tata kupił Zuzi rower i pojechali na przejażdżkę, o tym jak z Nanusią poszli w góry, jak pojechaliśmy do Babsi Helenki itd. Muszę przyznać, że tata jest tu bardziej twórczy niż mama. Ja z Zuzią "przerabiam" to co było ;) Zaczynam jak mąż, a potem z perspektywy Królewny Zuzi opowiadam to co się dzisiaj działo lub to co planujemy na jutro czy najbliższy czas. Zazwyczaj Zuzia chce jeszcze i jeszcze :) 


A gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego matka-logopeda i do tego po studiach u prof. Cieszyńskiej pozwala własnej latorośli łamać linearny porządek odwracania stron (po polsku: czytać ksiażeczkę od końca a nie od początku): ciemna strona Zuzy ;)

Jak w ogóle zaczęło się nasze czytanie? Jako ta Matka Polonistka (chyba już o tym pisałam?) chciałam oczywiście Zuzce czytać od urodzenia. Niestety ona nie była taka chętna. Mimo, że stosowałam się do zaleceń: zacząć od prawej półkuli, czyli rytm, intonacja - innymi słowy wiersze, rymowanki. A gdzie tam! Jak tylko zaczynałam czytać mój noworodek a później niemowlę zaczynało płakać. Trudno. Nie stworzyliśmy codziennego rytuału czytania. Gdy zaczął się okres poznawania przez buzię i rączki, do tych rączek dawaliśmy Zuzce nie tylko grzechotki i gryzaczki, ale też książeczki. I bardzo szybko poznała książeczki cioci Jagody. Duma mnie rozpierała, że oto moje niemowlę szanuje książeczki papierowe, bo jeszcze nim skończyła rok pozwalałam jej oglądać książeczki z sylabami. Oczywiście, że przyszedł czas, gdy sprawdziła "jak to jest zrobione" i dlatego kilka książeczek mamy w rozsypce, grunt, że jest z nimi oswojona i bardzo lubi. 

Ok, więcej czasu nie mam - a skąd mam go tak wiele? Adasiek z każdym dniem wydłuża mi dobę, wstając coraz to wcześniej. Dziś o 4.45... 

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników!

PS Jeśli chodzi o obiecane nagrania z głużeniem itp. przepadły w czeluściach twardego dysku... Chaos i nieporządek panujący w moim komputerze przeraża mnie. Jeszcze nie mam odwagi go okiełznać, wybaczcie ;)