Ze sporą dozą niepewności udostępniam transmisję z wczorajszych czytanek. Wybaczcie jakość, dopiero testujemy ten kanał kontaktu.
W nagraniu czytam:
1. "Miłość" A. Desbordes
2. "Narzekania rzeki" K. Turaj-Kalińska
3. "Co mi powiedział tata" A. Desbordes
4. "Sam i Watson przeganiają gniew" G. Dulier
5. "Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości" U. Stark
6. "Kto obroni Alberta" G. Bergstrom
7. "Uczuciometr Inspektora Krokodyla" S. Isern - fragm. o Jupi, czyli radości.
8. "Nietypowy Adaś" T. Percival
Link do transmisji tutaj (czytanie zaczyna się gdy zegar na pasku wskazuje 55:35). Moje dzieci przy okazji zaprezentowały cały wachlarz własnych emocji, cóż - życie ;)
PS A już w środę ma do nas dotrzeć kolejna porcja zamówionych książek, więc może poczytamy je w czwartek? :)
Inspiracje edukacyjne i wychowawcze pisane okiem nauczyciela współorganizującego kształcenie specjalne w klasie trzeciej i nauczyciela języka polskiego jako obcego w szkole podstawowej, a także logopedy w przedszkolu. Zapraszam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 marca 2020
środa, 15 listopada 2017
Chmurki na talerzu, czyli rozszerzanie diety pięciolatka
Nieco pod wpływem lektury opowiadań Jadwigi Jasny (O Królewnie Kartoflance!) a przede wszystkim dzięki zatrzymaniu biegu czasu - które, nolens volens, nastąpiło na skutek Zuzinkowej ospy - i co za tym idzie otworzeniu się przestrzeni dla wspólnego, niespiesznego czasu razem, odkryłam sposób na mojego niejadka.
Od kilku miesięcy nie jadła ziemniaków do drugiego dania. Kasza gryczana (zwana u nas ziarenkami), ryż, makaron - nie ma sprawy. Ale ziemniaki omijała konsekwentnie. Co innego ziemniaki w zupie jarzynowej, kartoflance, koperkowej i każdej, w której skrojone w kostkę można było wyłowić, odizolować od reszty dodatków i zjeść - te zjadała właściwie jako jedyne z talerza zupy.
Tego dnia eksperymentowałyśmy. Ja - kulinarnie, ona - z masami plastycznymi. Po ugotowaniu wielkiego garnka rosołu próbowałam wykorzystać przepis z "Gastronomia ekonomia" i przygotować sos majonezowy do porosołowego kurczaka, na bazie curry i mleczka kokosowego (które z braku takiegoż w domu pozyskałam z wiórków kokosowych - przepis tutaj ). Córka pomagała mi odcisnąć wiórki, a wcześniej zmieszać przyprawy suche i dodać je do prażonej cebulki z czosnkiem. W końcu jednak została tylko nuda: mieszanie sosu do odparowania wywaru z mleczkiem.
Zuzi więc dostały się wyciśnięte z soku wiórki i resztka niebieskiego barwnika po zeszłodniowym eksperymencie wulkanicznym. Do tego mąka pszenna i kukurydziana, trochę pianki z łazienki i już. Tak powstały chmurki. Mięciutkie, niebieskie i pachnące egzotycznie. Wyklejała je Zuzia na kartce papieru, nożykiem (granym przez szpatułkę laryngologiczną) wycinała chmurki do wyrysowanego na kartce papieru kształtu.
A potem był obiad. I Zuzia oczywiście nie chciała ziemniaków, więc rzekłam do Zuzi: ależ nie ziemniaki, lecz chmurki będziemy dzisiaj jeść! Chmurki ziemniaczane! I tak moja Królewna Kartoflanka przekonała się do tej pospolitej potrawy a o mnie może sam Król Kartofel Stary powiedzieć, że
"są czarodziejscy kucharze,
którzy nieomal z niczego
potrafią upitrasić
coś niezwykle smacznego".
I dodam jeszcze tylko, że z tej okazji odkopałam podarowany mi siedem (siedem!) lat temu zeszyt przeznaczony do spisania bestselleru życia, wykrzyknęłam: "eureka!" a następnie wpisałam do niego przepis na brownie, babeczki, ciasto marchewkowe i szarlotkę. Tak naprawdę jestem bowiem bardzo kiepskim kucharzem, ale kiedy mi się coś uda (a zwłaszcza uda, uda i uda wielokrotnie) jestem niezwykle rada. Niech więc ten zeszyt będzie zapisem moich zmagań i moich zwycięstw - kulinarnych, a przez żołądek do serca. Może czytelników?
Na załączonym obrazku smażone jabłka i przypalone brownie (a jednak, nie zawsze się udaje).
Na załączonym obrazku smażone jabłka i przypalone brownie (a jednak, nie zawsze się udaje).
piątek, 10 lipca 2015
Kucyki Pony
Propozycje ćwiczeń:
co je łączy? (w kolumnach), przykładowa odpowiedź: w jednej kolumnie kucyki stoją skierowane całym ciałem w lewo, w drugiej tylko głowę kierują w prawą stronę
co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: żółty kucyk, bo je innego koloru
co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: drugi kucyk, bo tylko on kieruje samą głowę w lewo. Albo kucyk trzeci, bo tylko on ma kręcone włosy. W tych ćwiczeniach bardzo ważne jest wysłuchanie uzasadnienia dziecka, to nie są ćwiczenia zamknięte. Jeśli uzasadnienie jest sensowne, rzeczywiście jakaś cecha łączy wszystkie poza wykluczonym obrazkiem - jest ona dobra, mimo że my założyliśmy sobie inne rozwiązanie. I to też jest ważna nauka dla diecka: tak, masz rację, nie pomyślałam o tym, ale to słuszne. Ja układając to zadanie, myślałam, że nie pasuje ten - jak myślisz, dlaczego? J próbuję małymi kroczkami, podpowiadać, lubię gdy dziecko samo znajduje ostatecznie odpowiedź.
Co nie pasuje? Np. trzeci kucyk, bo kieruje samą głowę w lewo, stojąc zwrócony ciałem w prawo. O i jednocześnie tylko on ma proste włosy ;)
1. Kategoryzacja ze względu na kolor, bez względu na kształt.
2. Kategoryzacja ze względu na kształt, bez względu na kolor.
3. Trudniejsze kategoryzacje. Szukanie cech wspólnych (co je łączy?), wykluczanie ze zbioru (dostrzeżenie cechy łączącej i obrazka nie pasującego do pozostałych). I niesłychanie trudna rzecz: praca na tym samym materiale i ZMIANA zasady. Np. takie kategorie:
co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: żółty kucyk, bo je innego koloru
co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: drugi kucyk, bo tylko on kieruje samą głowę w lewo. Albo kucyk trzeci, bo tylko on ma kręcone włosy. W tych ćwiczeniach bardzo ważne jest wysłuchanie uzasadnienia dziecka, to nie są ćwiczenia zamknięte. Jeśli uzasadnienie jest sensowne, rzeczywiście jakaś cecha łączy wszystkie poza wykluczonym obrazkiem - jest ona dobra, mimo że my założyliśmy sobie inne rozwiązanie. I to też jest ważna nauka dla diecka: tak, masz rację, nie pomyślałam o tym, ale to słuszne. Ja układając to zadanie, myślałam, że nie pasuje ten - jak myślisz, dlaczego? J próbuję małymi kroczkami, podpowiadać, lubię gdy dziecko samo znajduje ostatecznie odpowiedź.
Co nie pasuje? Np. trzeci kucyk, bo kieruje samą głowę w lewo, stojąc zwrócony ciałem w prawo. O i jednocześnie tylko on ma proste włosy ;)
Co nie pasuje? Drugi - tylko on ma skrzydełka. Albo piąty - tylko on ma kapelusz.
4. Pamięć
Trzeba mieć po 2 zestawy kucyków. Wybieramy - w zależności od możliwości dziecka kilka i dajemy je dziecku. Pokazujemy jeden pasek i prosimy o zapamiętanie. Zasłaniamy go, a dziecię układa pod spodem w tej samej kolejności. Na koniec możemy odwrócić pasek i kucyki dołożone przez ucznia i poprosić o odczytanie sekwencji sylab.
Wersja 2: zapamiętanie sekwencji sylab: prezentujemy pasek sylab, dziecko czyta je i zapamiętuje, układa ze swojego zestawu w tej samej kolejności. Ćwiczymy czytanie.
Wersja 3: zapamiętanie wypowiadanej przez dorosłego sekwencji sylab i ułożenie jej w kolejności. Na koniec można odwrócić sylaby i porównać czy obrazki na odwrocie zgadzają się z tymi, które wypowiedział dorosły. Ćwiczymy sekwencje słuchowe i znajomość sylab.
Wersja 4: kartoniki są wycięte i ćwicząc pamięć prezentujemy po jednym kartoniku, od razu go zasłaniając i układając kolejne. Po ułożeniu całej sekwencji prosimy o ułożenie tak samo. Ćwiczymy pamięć sekwencyjną. Na koniec można odwrócić i sprawdzić czytanie.
To tylko przykładowe ćwiczenia. Tak jak kategoryzacje, relacje, dostrzeganie cech wspólnych i różnicujących możemy ćwiczyć na obrazkach, tak samo możemy je ćwiczyć na sylabach - są zapisane na odwrocie.
Jak przygotować zestaw?
1. Znajdź grafikę, np. http://photos.nasza-klasa.pl/50420113/3/main/a7a75df128.jpeg
2. Wydrukuj w dwóch egzemplarzach.
3. Na odwrotach wpisz sylaby, które ćwiczycie. Zapisz je w tych samych miejscach na obu egzemplarzach.
4. Dla utrwalenia warto zalaminować.
5. Wytnij.
Możecie też przygotować zestaw wspólnie :) Moja prawie trzyletnia córka oczywiście nie omieszkała mi pomóc - wkładała kucyki do laminatora, naciskała guzik włącz i wyłącz. Starsze dziecko może wycinać (ćwiczenie motoryki małej).
A tak wygląda droga Matki-Polki do pracy :)
Dzieci własne najpierw trzeba zawieźć do Nanusi. Powiem Wam, że pierwszy raz, gdy zapakowałam dwójkę szkrabów do samochodu, a do tego cztery pokaźne torby (jedna Adasia, druga moja prywatna, trzecia i czwarta z materiałami do terapii) czułam się bohaterem swojego domu!
I mkniemy naszym sŁówkowym wehikułem :)
piątek, 12 czerwca 2015
Mama, Zuzia umie czytać!
W odpowiedzi na post Kasi Czyżyckiej Nie czytaj dziecku książeczek jeśli nie chce - jak to moja Zuza (2;7) mamie mówi: "A kysz! A kysz!" aby książeczkę czytać mogła już w ogóle sama.
Pierwszy film (choć nagrany jako drugi lub trzeci): Zu "czyta" o zwierzątkach: co mówią, co robią. Dobrze wiem, że naśladowanie jest rozwojowe, mimo to mnie Zuza zachwyca i rozczula odbijając jak w lustrze to, co my robimy <3
Ostatnio Zu wyciąga sobie z półek książki (księgi bajek, swoje małe książeczki albo moje książki do zajęć) i czyta, za każdym razem tak samo: "Dawno dawno temu..." lub "Pewnego razu...". To dlatego, że na dobranoc opowiadamy jej bajki. Zaczynają się w standardowy sposób, a potem już nie ma ani Śpiącej Królewny, ani Czerwonego Kapturka - jest Królewna Zuzia, która miała Malutkiego Braciszka Adasia (vel Bartusia), mamusię i tatusia. To mąż zapoczątkował te bajki, gdy go pierwszy raz podsłuchałam, zachwyciłam się. Zaczyna się właśnie zawsze tak samo, a potem jest fantazjowanie: o tym jak tata kupił Zuzi rower i pojechali na przejażdżkę, o tym jak z Nanusią poszli w góry, jak pojechaliśmy do Babsi Helenki itd. Muszę przyznać, że tata jest tu bardziej twórczy niż mama. Ja z Zuzią "przerabiam" to co było ;) Zaczynam jak mąż, a potem z perspektywy Królewny Zuzi opowiadam to co się dzisiaj działo lub to co planujemy na jutro czy najbliższy czas. Zazwyczaj Zuzia chce jeszcze i jeszcze :)
A gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego matka-logopeda i do tego po studiach u prof. Cieszyńskiej pozwala własnej latorośli łamać linearny porządek odwracania stron (po polsku: czytać ksiażeczkę od końca a nie od początku): ciemna strona Zuzy ;)
Jak w ogóle zaczęło się nasze czytanie? Jako ta Matka Polonistka (chyba już o tym pisałam?) chciałam oczywiście Zuzce czytać od urodzenia. Niestety ona nie była taka chętna. Mimo, że stosowałam się do zaleceń: zacząć od prawej półkuli, czyli rytm, intonacja - innymi słowy wiersze, rymowanki. A gdzie tam! Jak tylko zaczynałam czytać mój noworodek a później niemowlę zaczynało płakać. Trudno. Nie stworzyliśmy codziennego rytuału czytania. Gdy zaczął się okres poznawania przez buzię i rączki, do tych rączek dawaliśmy Zuzce nie tylko grzechotki i gryzaczki, ale też książeczki. I bardzo szybko poznała książeczki cioci Jagody. Duma mnie rozpierała, że oto moje niemowlę szanuje książeczki papierowe, bo jeszcze nim skończyła rok pozwalałam jej oglądać książeczki z sylabami. Oczywiście, że przyszedł czas, gdy sprawdziła "jak to jest zrobione" i dlatego kilka książeczek mamy w rozsypce, grunt, że jest z nimi oswojona i bardzo lubi.
Ok, więcej czasu nie mam - a skąd mam go tak wiele? Adasiek z każdym dniem wydłuża mi dobę, wstając coraz to wcześniej. Dziś o 4.45...
Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników!
PS Jeśli chodzi o obiecane nagrania z głużeniem itp. przepadły w czeluściach twardego dysku... Chaos i nieporządek panujący w moim komputerze przeraża mnie. Jeszcze nie mam odwagi go okiełznać, wybaczcie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

