Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Kredko-ludki, czyli sprawność manualna na wesoło

Lubicie kolorowanki? Bardzo lubię te w formie książeczek z historią, jak "Książka do bazgrania. Oko w oko z potworami", "Podręczna książeczka do bazgrania i kolorowania" czy "Zniszcz ten dziennik" (to dla starszych, dopiero poznaję więc na 100% nie wiem czy polecić, te dla dzieci są sprawdzone i warte zakupu). Ok, więc producenci kolorowanek kombinują, żeby przyciągnąć klientelę. A producenci kredek? Też pochylają się nad wymagającymi klientami. Mamy np. kredki trójkątne czy kredki ergonomiczne - wszystko po to aby małym rączkom łatwiej było nauczyć się precyzyjnego chwytu. Ceny ich bywają jednak zatrważające (np. dla maluchów). A przecież możemy sobie kredki zrobić sami ;)

W internetach są tysiące przepisów jak przetopić połamane resztki kredek woskowych w kolorowe kredki w kształcie dyktowanym przez foremki do pieczenia. 400W w 4 minut znalazłam na jednym blogu, ale mężczyźni uznali, że mikrofala to nie najlepszy sposób na topienie kredek, wszak mogą w nich występować metale. Dla bezpieczeństwa więc kredki topione mam w piekarniku, w naczyniu żaroodpornym. W silikonowej formie na ludziki. Jak Wam się podobają? :)

Oto one:

 



Dzieciom bardzo! Dodatkowym atutem, poza tym że kredkę taką łatwiej chwycić (z przeciwstawieniem kciuka, co bardzo ważne) jest to, że atrakcyjny kształt przyciąga uwagę dzieci, i po prostu chcą je wypróbować. I kontynuować zabawę przy ich użyciu. Nie mogę się doczekać "testów" w większym gronie dzieci!

niedziela, 27 grudnia 2015

Świąteczne K G H

Mąż uświadomił mi dopiero, że ubrałam choinkę w kolory firmowe - takoż się odbywa rozdzielanie spraw firmowych od rodzinnych, gdy ta sama przestrzeń pełni funkcje biura, pracowni, kuchni i salonu jednocześnie!

Przepinam życzenia z tablicy fb z lekkim opóźnieniem, więc już noworocznie

Żyj tak, żebyś każdego dnia mógł umrzeć:
żeby Ci nie było żal,
żeby Ci nie było szkoda.
Żeby Ci nie było głupio ani wstyd.
Tak wiec żyj w zgodzie z Bogiem czymkolwiek On ci się wydaje. W zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój, spokój ze swą duszą (klik)



Jeśli zaś chodzi o tytułowe K, G, H - czyli głoski zwane tylnojęzykowymi, przez wzgląd na miejsce artykulacji, chciałam zrobić lampion z pomarańczy a przygotowałam koktajl i ćwiczenie praksji oralnej. Tak to jest, gdy człowiek wszędzie widzi #przydasię ;)

1. Jak przygotować lampion z pomarańczy?
Potrzebne: pomarańcza, nożyk do papieru, długopis, kartka papieru, nóż.
- przygotuj szablon gwiazdki (papier, długopis)
- odrysuj go na pomarańczy - na górze, tędy będziesz wyjmować miąższ i wkładać świeczkę
- wyjmij miąższ, pomagając sobie nożem (rozdrobnij miąższ)
- z boku wytnij jeszcze jedną gwiazdkę
- włóż świeczkę i zapal - voilla!
PS Lepiej nie wycinać od razu gwiazdki z boku - to grozi ryzykiem rozdarcia jej podczas wyjmowania miąższu.

2. Jak zrobić koktajl z jarmużem?
Potrzebne: 2 banany, 1 pomarańcza, 1 duży jogurt naturalny gęsty, 1 gałązka jarmużu, opcjonalnie cukier puder.
- wszystko zblenduj - i już!
PS Jarmużu wcześniej nie używałam ani namacalnie, ani werbalnie więc wprawił mnie w lekkie zakłopotanie deklinacyjne. Na szybko znalazłam rzeczownik rodzaju męskiego o takiej samej końcówce (tchórz, stróż) i odmieniłam jarmuż analogicznie, jako że nadal mi ów jarmuż spokoju nie dawał, szukałam innych rzeczowników i -znalazłszy kurz - uświadomiłam sobie, że przecież rodzaj męski dzieli się na męskoosobowy, męskożywotny i męskonieżywotny, a więc wzór odmiany tchórza i stróża niekoniecznie pokrywa się z wzorem odmiany jarmużu. Język polski love love love <3

3. Jak ćwiczyć buzię i język, gdy zamiast kotek czy góra, dziecię mówi totet i dura?
- gęsty koktajl pić należy przez długą a cienką słomkę
PS Ostatnio doświadczyłam pierwszego razu w używaniu szczoteczki elektrycznej i nie wiem jeszcze, czy to tylko mój język się lęka, czy każdy język w obliczu spotkania z elektryczną szczoteczką tak robi, że ucieka do tyłu jamy ustnej i grzbiet jego unosi się do podniebienia (aby się tam z tyłu jakoś pomieścić). Bo jeśli każdy język tak robi - serdecznie polecam mycie zębów szczoteczką elektrycznym wszystkim dzieciom z orzeczeniem "kappacyzmu" bądź "gammacyzmy", zwanych też "kekaniem" czy "geganiem".


wtorek, 17 listopada 2015

Decoupage - instrukcja w osobistej relacji

Nie wiem jak to napisać, przyznać się i czy rzeczywiście jest się czego wstydzić. Czego? Czasu. Ilości czasu, jaką mi trzeba było dla realizacji pierwszego w moim życiu projektu decoupage. Ile, zapytacie? Kilka miesięcy!

Przygotowania i jak to się w ogóle zaczęło...

Zaczęło się od okrągłych pudełeczek ze sklejki, które dostałam od N. i jej mamy oraz krótkiej rozmowy o decoupage. Na płaskich powierzchniach jest to rzecz niezmiernie łatwa, bo można użyć żelazka, nie trzeba bawić się w warstwy. Ale nie miałam pomysłu na zawartość tychże pudełek, za to wiele na puszki - puszki na herbatę, ciastka, kawę, mąkę, cukier - wszystko kuchenne. Czyli decoupage na metalu. Czyli warstwy. Napisałam więc na grupie "mama w mieście" prośbę o puszki po mm, puszki dostałam i pojechałam z dziećmi do sklepu budowlanego. I znów czułam się jak bohater domu, z półrocznym może wtedy Adasiem śpiącym w nosidełku w wózku i prawie 3-letnią Zuzią biegającą między alejkami. Klej vicol, pędzle, lakier, farba akrylowa, papier ścierny. A w hurtowni papierniczej serwetki. Mamy w mieście też piękny sklep "Artistico" z przyborami do decoupage i nie omieszkałam tam zajrzeć (nie wiem co jest z tym miastem, że niemal wszystkie sklepy mają dwa schodki - mówię wam, dramat dla matki z dziećmi vel wózkiem). Zamiast rzeczy do decoupage jednak kupiłam tam malusieńkie klamerki do prania - marzy mi się przygotowanie własnej książeczki edukacyjnej/sensorycznej z motywem prania między innymi. Ale to leży w szufladzie póki co (a mówiłam, że jakieś pół roku temu kupiłam sobie klej w pistolecie i jeszcze nie odpakowałam? Nie, że nie chcę, ale nie wymyśliłam jeszcze bezpiecznej przestrzeni w naszym M1 na takiż wynalazek). Wracając do decoupage. 

Przebieg, czyli jak to się stawało...

Całkiem szybko wzięłam się do malowania. Wpierw oczywiście puszki umyłam i wysuszyłam. Niestety korzystałam z instrukcji dedykowanych puszkom na ołówki czy świece, pomalowałam więc wewnętrzny rand puszek także. Błąd, bo moje puszki z założenia miały służyć przechowywaniu jedzenia. Wybrnąć z tego można w jeden sposób: do puszek wkładać jedzenie w opakowaniach (oryginalnych lub np. strunowych woreczkach). Dzięki temu błędowi ukonkretniłam wszak pomysł na puszki i postanowiłam, że będą to pojemniki na coś dobrego. Bo coś dobrego to rzecz, która w każdym domu być musi bezwzględnie. Na czarną godzinę, na smutki, ku radości. Przygotowałam sobie 10 puszek (z 33 w których posiadanie weszłam) i pokryłam je 3 bądź 4 warstwami farby akrylowej. Białej. Gdy wyschły, przystąpiłam do etapu przyklejania motywów. Pędzelkiem nakładałam klej na miejsce na puszcze , do którego chciałam przykleić serwetkę, a potem jeszcze smarowałam tym klejem po motywie. Nie wiem czy nie przesadziłam, ale było to trwałe i się nie rwało. Raz a dobrze nie przeczytałam instrukcji, tylko kleiłam, malowałam, targałam te serwetki między gotowaniem obiadu, usypianiem dziecięcia, zmywaniem naczyń. Nie polecam takiego podejścia do sprawy. Z lakierowaniem czekałam dość długo, bo mąż nalegał by nie robić tego w domu. Ale jeśli nie w domu to gdzie? W końcu zamknęłam się w łazience i spryskałam pierwszą puszkę. Niestety, okazało się, że lakierowanie zamiast wyostrzyć motywy, zasnuło je gęstą mgłą. Zmarnowałam trzecią puszkę (pierwszą zmarnowałam malując puszkę niedomytym (zielonym) pędzlem, drugą nie pamiętam jak, chyba jeszcze kombinowałam z rozkładem motywów i za duża naprzyklejałam. I cóż, przez to doświadczenie długo nie mogłam do puszek wrócić, wydelegowałam je na najwyższą szafkę w domu i tylko tęsknie spoglądałam ku nim zastanawiając się, kiedy nadejdzie ich czas. W końcu kupiłam drugi lakier - tym razem do pokrywania pędzlem, półmat (wcześniej był mat bezbarwny). I udało się! Lakier nie zamazał mi obrazków a utrwalił je i zrównał wszystkie warstwy! Oczywiście nim wzięłam się do pracy odczekał na półce miesząc lub dłużej. A przy okazji zakupu lakieru kupiłam też wałek i rynienkę(?) na poczet przyszłych puszek - od pędzla zostały wszak smugi.  Nie wspomniałam jeszcze o napisach. Robiłam je metodą transferu. Wymyśliłam sobie napis, kolor i rozmiar czcionki. Przykleiłam do kartki A4 pojedynczą białą serwetkę taśmą malarską - koniecznie ze wszystkich stron, ja robiłam tak aby drukarka bokami chwytała samą kartkę, nie z serwetką i taśmą - i na tejże serwetce wydrukowałam napisy. Odkleiłam i wytargałam. Voilla! Gdy po kilku tygodniach dodrukowywałam napisy przeżyłam chwilę grozy, bo znów nie zajrzałam do instrukcji a pamięć zawiodła, i nie podkleiłam serwetki ze wszystkich stron, co skończyło się skosztowaniem serwetki przez nowiuteńką prawie że drukarkę. Na szczęście mąż uratował drukarkę. Ale zabronił mi drukowania serwetek. Dlatego też puszek z czymś dobrym jest w tym momencie tylko pięć (trzy białe z tamtych dziesięciu jeszcze nie są oklejone bo właśnie napisów brak). Wszak zbieram się na odwagę ponownego wydruku - w końcu pamiętam jak okleić by było dobrze... A i nie wiem teraz ile było pierwotnie puszek, 10 czy 11, zmarnowałam 2 czy 3, bo coś mi się rachunki powyżej nie zgadzają. Mniejsza o to. Nie używałam ostatecznie papieru ściernego, i na etapie malowanie - pokrywałam wielobarwne puszki z mleka nutramigen farbą białą, i na etapie lakierowania - nie wyrównałam warstw. 

Produkt, czyli o co w tym chodzi...

Pamiętam z dzieciństwa miejsce w kuchni, w którym można było zawsze znaleźć coś dobrego. A właściwie miejsca - raz była to szuflada ze ścierkami, pod nimi ukryta była tabliczka czekolady, innym razem półka w najwyższym kącie kuchni - a w niej cukierki. Albo koszyk wielkanocny z ogromnym blokiem czekolady (miała chyba 4cm grubości, niestety - była gorzka!). I pamiętam jak raz na czas dopadał nas (mnie, moje rodzeństwo, tatę) wilczy głód na coś dobrego. Wiem, wiem, dziś się mówi ciągle o białej śmierci i szkodliwości słodyczy, ja zaś mówię - bez przesady! 

coś dobrego, które proponuję to magia. To archetyp. To TAK dla siebie, dla dziecka w sobie. To puchatkowe małe co nieco. Zachęcam, by takie w domu mieć i z niego korzystać, a jakże! 

coś dobrego jest dla wypieków na twarzy i wielkiej radości, że oto otwieramy puszeczkę i zaglądamy do jej wnętrza. 

coś dobrego to nie zawsze musi być słodycz. To może być bilet do kina albo bon na wspólny spacer, wyjście na basen tylko we dwoje (z mężem? z córką? z synem? sama z sobą? - każda opcja ma w sobie coś super!). Puszka dla naszego domu jeszcze nie jest zapełniona, na razie obmyślam puszki prezentowe. I tak, mam na twarzy wypieki, tak się cieszę na realizację tego kilkumiesięcznego pomysłu! 


All rights reserved

Treść wpisów oraz pomysły (o ile nie zaznaczyłam inaczej) są moje i podlegają ochronie praw autorskich. Proszę o uszanowanie mojej pracy i nie wykorzystywanie pomysłów bez mojej zgody.

niedziela, 8 listopada 2015

Jak zrobić wędkę? - szybki tutorial do zamiany ćwiczeń w zabawę

Twoje dziecko/uczeń/pacjent ma za zadanie powtórzyć wiele razy jakieś słowa/frazy/sylaby? A może matematyka i, dajmy na to, tabliczka mnożenia, żmudnie idzie w tabelkach? Wpisz ją w rybki! Załóż na rybki spinacze biurowe, a ze słomki, nici i kawałku magnesu zrób sobie wędkę! O ile jednak słomki czy nici to rzeczy, które jak nie w każdym domu, to w każdym sklepiku dostać można, skąd wziąć magnes? A choćby z lodówki czy zakładki do książki, wytnij z niego kawałek i już. Albo kup magnes na metry bądź arkusze a4 - fajna rzecz.


Udanej zabawy!

piątek, 6 marca 2015

Berecik dla Julki

Niezmiernie dużo czasu minęło odkąd uszyłam dla półrocznej Julki berecik. Święta wszak już minęły i prezent został wręczony, niespodzianki więc nie zdradzę publikując tę zakurzoną notkę. Spodobało mi się szycie ze swetrów. Bo jest szybkie i proste! Proszę, jakie eleganckie obszycie:


Szyłam jak czapeczkę dla Zu, z dwóch materiałów: grubszego różu i cieńszego granatu (dzianina?). Odwróciłam kolory, tak że dla Julki to róż jest stroną prawą. A dlaczego beret? Taki kształt nadał sweter ;)

I mój ulubiony element zdobniczy: kokardka. Tym razem maleńka, dyskretna.

Garść instrukcji krawieckich w odnośniku do czapki Zu.

środa, 11 lutego 2015

Jak zainteresować dziecko ćwiczeniami pamięci symultanicznej i sekwencyjnej?

Sporo dzieci, które diagnozuję i których terapię prowadzę nie lubi ćwiczeń pamięci. Albo ich nie rozumie. Wzorując się próbami z SONu i pomysłem Pani A. P. (przygotowała samolot z okienkami działający wg zasad, które zaraz opiszę) postanowiłam ubrać to ćwiczenie w zabawę. Dotąd miałam same okienka. Nie dla wszystkich dzieci były one czytelne. Podczas dzisiejszej diagnozy 2,5-latka zobaczę jak sobie poradzi z okienkami w statku. A Państwu opisuję "jak to się robi".

Ćwiczenia pamięci w metodzie krakowskiej to przede wszystkim ćwiczenia pamięci symultanicznej (przetwarzanej przez prawą półkulę mózgu, która działa holistycznie, całościowo), ćwiczenia pamięci sekwencyjnej (przetwarzanej przez lewą półkulę mózgu, która działa sekwencyjnie, szczegółowo) czy ćwiczenia pojemności pamięci. W terapii zazwyczaj zaczynamy od ćwiczeń pamięci symultanicznej, gdyż są one łatwiejsze dla dzieci z zaburzeniami języka.

Do ćwiczenia należy przygotować sobie zestawy obrazków - po dwa takie same. Poniżej planszy układamy obrazki z których wybierać będzie dziecię, dla siebie zostawiamy komplet takich samych obrazków. Kiedy w okienkach układamy obrazki, które ma zapamiętać dziecię, jego obrazki powinny być zasłonięte - by nie rozpraszać i nie sugerować.

PAMIĘĆ SEKWENYCJNA
1. W pierwszym po lewej okienku układamy jeden z obrazków. Możemy użyć polecenia typu "taki tu, zapamiętaj". Zasłaniamy go.

 2. W drugim okienku układamy drugi obrazek, polecenie, zasłaniamy. Jeśli mielibyśmy więcej okienek analogicznie postępowalibyśmy z kolejnymi. To bardzo ważne żeby zachować porządek od lewej do prawej, bo taki jest w naszej kulturze kierunek czytania i pisania.



3. Teraz dziecko układa zapamiętany układ. Tu także pilnujemy porządku od lewej do prawej - za każdym razem, aż dziecię zapamięta i utrwali kierunek. Ważne jest także pilnowanie dominującej ręki. Na tym etapie dopiero odsłaniamy obrazki dziecka.

4. I sprawdzamy. Także po kolei. I cieszymy się lub zdumiewamy, jeśli się nie udało (moja 2-latka tak polubiła słowo "gapa", że w czymkolwiek się w codzienności pomyli, np. skarpetkę na lewo ubierze, od razu naśladując moją przesadną intonację mówi "Zizi gapa", chwyta się za twarz - klasyczny facepalm - kręci głową i się śmieje. Cudo!).


PAMIĘĆ SYMULTANICZNA
1. Układamy obrazki w obu okienkach jednocześnie, i jednocześnie je zakrywamy.

2. Dziecię układa zapamiętane obrazki, i pilnujemy porządku od lewej do prawej.

3. Sprawdzamy jak w przypadku pamięci sekwencyjnej.

Wykonanie: kolorowy blok techniczny, nożyczki, klej, rzep na taśmie. Użyte przeze mnie obrazki pochodzą z zestawu Sedivy - Ćwiczenia pamięci.

niedziela, 8 lutego 2015

DIY - kategoryzujemy klocki i ćwiczymy rączki

Przedstawione ćwiczenie będzie służyć ćwiczeniu:
- kategoryzacji atematycznej
- sprawności manualnej
- koordynacji oko-ręka.

Zależnie od tego jaką zasadę pokażemy dziecięciu, możemy ćwiczyć kategoryzacje:
- kształtu bez względu na kolor
- koloru bez względu na kształt

Kluska Zuzka 4 grudnia 2014r. bawiła się tak:

Bardzo łatwo zrobić taką zabawkę. Wystarczy jednorazowa brytfanka foliowa, kilka słomek (rurek), taśma klejąca i kolorowe (aby atrakcyjne) kształty. My akurat mamy gotowce z zestawu "Wzory kolory memory", można wszak wykonać je samodzielnie z kolorowego kartonu, pianek czy sztywnego filcu. Czas wykonania zabawki: 2 minuty. Czas jej trwałości: 15 minut ;) - bo matce się nie chciało z dzieckiem bawić, a dziecko chciało sprawdzić "jak to jest zrobione?" :)

O innych kategoryzacjach pisałam tu i tu.

piątek, 6 lutego 2015

DIY - zając, szop i myszka z rolek po papierze toaletowym

Pani Kasia z smykoterapii zrobiła piękne zabawki. O takie.  Moje na wzór i podobieństwo powyższych, jednak nie tak precyzyjne:

Potrzebne będą:
- dwie rolki po papierze toaletowym
- nożyczki
- klej
- pianka w arkuszach (lub filc czy kolorowy papier - wedle uznania)
- czarny marker
- kreda w pisaku.

Kreda w pisaku jest fajnym rozwiązaniem, bo już nie trzeba wycinać małych elementów (białek oczu), natomiast pianka jest przyjemna w dotyku i wypukła, przez to ciekawsze niż zwykły papier.

Mamy już kolejną rolkę, będzie zając ;) A maszyna nawet nawet daje radę z szyciem ściegiem prostym (niestety przy zygzaku rwie się górna nić :/) więc coś niedługo uszyję :)

edit: jest i zając:

czwartek, 20 listopada 2014

Przedświątecznie i logopedycznie - nauka czytania, sekwencje, różnicowanie paradygmatów i inne

W tym roku będziemy mieć pierwszą rodzinną choinkę. Choinkę z lasu - nie mogę się doczekać! No i dla tej choinki najbliższej zaczęłam już obmyślać ozdoby. Jeden z zestawów już przygotowanych to przedstawione poniżej renifery, choinki, gwiazdki, serca, świeczki i aniołki. W planach jeszcze dzwonki. Zrobione są z pianki. Wszystkie będą wisieć na granatowych wstążkach. Taki mam póki co zamysł ;) Z Kluską-Zuzką bawiłyśmy się już w sekwencje 2-elementowe i poszło, więc wykorzystałam ozdoby też dla uczennicy mojej.

Sekwencje to jedno z ćwiczeń uruchamiających leopółkulowe przetwarzanie informacji. Pierwszy etap ćwiczeń to naśladowanie (układanie takiej samej sekwencji pod sekwencją - wzorem), drugi - kontynuowanie sekwencji (jak na zdjęciu), trzeci - uzupełnianie brakujących elementów w sekwencji. Stopień trudności zwiększamy również poprzez zwiększanie ilości elementów w sekwencji oraz wybór materiału: tematyczny (konkretny, jak na zdjęciu) bądź atematyczny (symboliczny). 

Ponieważ moja uczennica ma trudność z różnicowaniem sylab z nagłosowymi głoskami P i M - właśnie taki materiał przygotowałam dla niej. Aby nie zapamiętała, że dana głoska nagłosowa jest na określonym kształcie podpisy przygotowałam w przedstawiony poniżej sposób.
Ćwiczenie czytania i różnicowania paradygmatów: Po ułożeniu sekwencji robimy hop i czytamy. Jeśli pojawia się problem z odczytaniem, wracamy do paradygmatu (śpiewamy - a co!) i/lub skojarzenia z sytuacją z książeczki z serii "Kocham czytać". Czyli odwołujemy się do prawej półkuli: całości i kontekstu. Stosuję też pomocniczno Gesty Wizualizacyjne: przy sylabach z P jest wskazania na zwarcie warg podczas wybuchu głoski (palec wskazujący na wargach), przy sylabach z M położenie otwartej dłoni na policzku (aby poczuć wibrację, mały palec dotyka skrzydełka nosa).

Ćwiczenia lewej półkuli: Relacje. Różnicowanie:Układam kilka sylab z jednego typu (czyli np. z samych aniołków), jedna różni się od pozostałych (np. PU PU MU PU) - zadaniem dziecka jest wskazanie która. Wciąż ćwiczymy czytanie i spostrzeganie wzrokowe. Inny wariant: rozkładam sylaby a A. ma znaleźć takie same. Można się też bawić w porównywanie: gdzie jest więcej/mniej serduszek, identyfikowanie: dokładanie takiego samego wzoru/sylaby do takiego samego.

Ćwiczenia pamięci: zestaw można wykorzystać także do ćwiczeń pamięci symultanicznej i sekwencyjnej. 

Uwagi techniczne: 1. Zauważyłam u kilku już podopiecznych, że to zupełnie inna rzecz sylaba na papierze a sylaba na piance, zabawce, klockach - już nie czytanie, ale zabawa faktycznie. Więc polecam bardzo wykorzystywać różne faktury do ćwiczeń materiału językowego. 2. Aby rzecz wykorzystać z różnym materiałem, sylaby zapisuję na taśmie malarskiej - nie uszkadzając pianki można ją łatwo usunąć. Również polecam.

czwartek, 30 października 2014

Komplet zimowy: czapka smerfetka z kokardą i komin

Udało się! Komplet zimowy dla Zuzki wygląda tak:






Tadziu może najlepszym modelem nie jest (było nie było obwód głowy ma co najmniej dwa razy mniejszy niż Zu) - z braku laku musi jednak tę rolę pełnić. Komplet był szyty jako dwustronny ale czapka w wersji różowej nie bardzo mi się podobała więc kokardę przyszyłam na stałe i tym sposobem tylko nad kominem można się zastanawiać. A Wy jak myślicie, która wersja lepsza?

Co ciekawe komplet szyłam z materiałów nie ciętych z metra, ale z innych ubrań: z granatowej koszuli nocnej i różowego swetra. Także idea recyklingu i tutaj została zachowana ;) Korzystałam z tego wykroju na czapkę Pepi_Leti, tego na komin thready i tego na kokardę tipy.

Przyznaję bez bicia, że narobiłam błędów co nie miara i kilkakrotnie musiałam sobie pomagać tym oto przyrządem do prucia przydasię (swoją drogą - genialny wynalazek!). Szycie w biegu, z jednoczesnym gotowaniem obiadu, bawieniem się z dzieckiem i pisaniem sprawozdania nie jest jednak najłatwiejszą rzeczą i zbyt łatwo ulega się pokusie nie czytania instrukcji a kierowania się jedynie zdjęciami. Dodatkowym utrudnieniem jest brak orientacji przestrzennej - zwłaszcza przy manewrach szycia i odwracania prawej i lewej strony. W instrukcji od Pepi_Leti uczulam więc na trójkąty: łączymy ze sobą te środkowe w jednym kolorze, po jednej warstwie tylko (niby widać na zdjęciu niżej, ale jak się działa wielozadaniowo to pokusa nie wyprzedzania kolejnych poleceń jest zbyt duża), w instrukcji thready najtrudniejszy jest moment zszycia dolnego brzegu komina: najpierw po macoszemu trzeba szpilkami połączyć go od lewej strony, mimo że jest wywinięty na stronę prawą (to dość skomplikowane dla początkującego adepta sztuki krawieckiej), potem delikatnie wywinąć na dwukolorowy tunel i poprawić szpilki - dopiero w tym momencie bierzemy się za szycie. U tej blogerki jest też instrukcja jak zaszyć ręcznie dziurę zostawioną do wywinięcia materiału ściegiem krytym - polecam. Z kokardą najmniej problemu. Prosta a efektywna to rzecz.

Wcześniej uszyłam też komplet motylkowo-fioletowy i fioletową czapkę z zielonymi guzikami. Jeszcze nie obfotografowane. Jedynie komin, który zresztą jest do poprawy lub odsprzedania, bo za mały na Zuzkę - nie dodałam kilku centymetrów do obwodu głowy Zuzki, za daleko od brzegu szyłam i nie uwzględniłam, że polar jest mało rozciągliwym materiałem, co w efekcie dało 44-45cm obwodu przy Zuzkowych 48cm. Taki oto:


Póki co służy Tadziowi jako ubranko na spacer. Zu zakłada je za każdym razem gdy wychodzimy :) A dziś poprosiła, żebym uszyła Tadkowi kapcie. Ha.

środa, 30 lipca 2014

Memory dotykowe i memo zapachowe

Zachwyciłam się ostatnio pięknymi grami do ćwiczeń zmysłów - niestandardowo: węchu i dotyku. Piękne propozycje dla tych pierwszych proponuje francuska marka SentoSphere. Na przykład lotto zapachowe, zapachy sadu i ogrodu czy zapachy domu mojej babci i zapachy ogrodu mojego dziadka. Jestem nimi urzeczona i mam nadzieję wkrótce stać się właścicielką któregoś z zestawów :) Polskie propozycje gier tego typu są nieco uboższe - Granna oferuje nos w nos, podobno można też dostać owoce z próbkami zapachów (podobno, bo wydawnictwo od kilkunastu dni nie odpowiada na maile a telefon mówi, że "nie ma takiego numeru"). O tym jak samemu wykonać takie memo pisała Głoska - tu. Ja dziś napiszę jak wykonać memo dotykowe :)

Potrzebne będą:
- klej (u mnie uniflex profesional)
- kolorowe pianki w arkuszach (od 11 sierpnia będą dostępne w Biedronce)
- nożyczki duże i małe
- ołówek i kartka do szkicowania
- szklanka do odrysowania koła

Pisanie krok po kroku jak to zrobić wydaje mi się zbędne. Tak to wygląda:




Za jakość zdjęć przepraszam, kiedyś "dorobię się" porządnego aparatu mam nadzieję :)

Jak grać?
Ustawiamy na stole, kształtem do blatu wszystkie koła w czterech rzędach i czterech kolumnach. Na zmianę losujemy po dwa koła i nie odwracając, dotykiem sprawdzamy co to (warto nazwać). Jeśli dwa takie same kształty, odsłaniamy je i losujemy ponownie. Wygrywa ten kto zbierze więcej par. Podpowiedzią mogą być obrazki przedstawiające to, co na kołach bądź nazwanie przed grą wszystkich elementów.


A propozycje na gotowe memo dotykowe oferuje np. bambino - ja mam dopasuj kształty, ale w katalogu dla przedszkolaków (stymulowanie rozwoju) jest mnóstwo innych. Piękne to wszystko aż buzia sama się śmieje!

niedziela, 29 czerwca 2014

Getry z bluzki, czyli nowe życie starych rzeczy

Pech chciał, że na kilka miesięcy przed zakupem maszyny zrobiłam w szafie rewolucję i wyrzuciłam wszystkie niepotrzebne ubrania - i te typu stare i znoszone, i te nigdy nie założone ale czekające na okazję. Słowem wszystkie te do których miałam sentyment. Tak więc gdy maszynę już miałam pojawił się problem na czym uczyć się szyć. Po zrobieniu kilku poszewek na poduszki pożegnałam się z myślą, że jeszcze wrócę do wagi sprzed ciąży i zabrałam się za ciasne w ramionach bluzki (B. mówi, że to nie to, że ręce mam grube, tylko "bicki" spore ;)). 

No więc getry w paski powstały z bluzki z bufkami. Po uszyciu dwóch par spodni dresowych z wykroju umiem już robić wykrój spodni na oko ;)



 O tyle łatwiej z bluzki niż z metra, że nie trzeba obszywać dołu lub góry, tunele są już gotowe.

Zuzka wrzuca kamyczki do rzeki - zdjęcie z 18.04.2014r.