Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda krakowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda krakowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

Kucyki Pony

Propozycje ćwiczeń:

1. Kategoryzacja ze względu na kolor, bez względu na kształt.

2. Kategoryzacja ze względu na kształt, bez względu na kolor.

3. Trudniejsze kategoryzacje. Szukanie cech wspólnych (co je łączy?), wykluczanie ze zbioru (dostrzeżenie cechy łączącej i obrazka nie pasującego do pozostałych). I niesłychanie trudna rzecz: praca na tym samym materiale i ZMIANA zasady. Np. takie kategorie: 

co je łączy? (w kolumnach), przykładowa odpowiedź: w jednej kolumnie kucyki stoją skierowane całym ciałem w lewo, w drugiej tylko głowę kierują w prawą stronę

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: żółty kucyk, bo je innego koloru

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: drugi kucyk, bo tylko on kieruje samą głowę w lewo. Albo kucyk trzeci, bo tylko on ma kręcone włosy. W tych ćwiczeniach bardzo ważne jest wysłuchanie uzasadnienia dziecka, to nie są ćwiczenia zamknięte. Jeśli uzasadnienie jest sensowne, rzeczywiście jakaś cecha łączy wszystkie poza wykluczonym obrazkiem - jest ona dobra, mimo że my założyliśmy sobie inne rozwiązanie. I to też jest ważna nauka dla diecka: tak, masz rację, nie pomyślałam o tym, ale to słuszne. Ja układając to zadanie, myślałam, że nie pasuje ten - jak myślisz, dlaczego? J próbuję małymi kroczkami, podpowiadać, lubię gdy dziecko samo znajduje ostatecznie odpowiedź.

Co nie pasuje? Np. trzeci kucyk, bo kieruje samą głowę w lewo, stojąc zwrócony ciałem  w prawo. O i jednocześnie tylko on ma proste włosy ;)


Co nie pasuje? Drugi - tylko on ma skrzydełka. Albo piąty - tylko on ma kapelusz. 

4. Pamięć 
Trzeba mieć po 2 zestawy kucyków. Wybieramy - w zależności od możliwości dziecka kilka i dajemy je dziecku. Pokazujemy jeden pasek i prosimy o zapamiętanie. Zasłaniamy go, a dziecię układa pod spodem w tej samej kolejności. Na koniec możemy odwrócić pasek i kucyki dołożone przez ucznia i poprosić o odczytanie sekwencji sylab.

Wersja 2: zapamiętanie sekwencji sylab: prezentujemy pasek sylab, dziecko czyta je i zapamiętuje, układa ze swojego zestawu w tej samej kolejności. Ćwiczymy czytanie.

Wersja 3: zapamiętanie wypowiadanej przez dorosłego sekwencji sylab i ułożenie jej w kolejności. Na koniec można odwrócić sylaby i porównać czy obrazki na odwrocie zgadzają się z tymi, które wypowiedział dorosły. Ćwiczymy sekwencje słuchowe i znajomość sylab.

Wersja 4: kartoniki są wycięte i ćwicząc pamięć prezentujemy po jednym kartoniku, od razu go zasłaniając i układając kolejne. Po ułożeniu całej sekwencji prosimy o ułożenie tak samo. Ćwiczymy pamięć sekwencyjną. Na koniec można odwrócić i sprawdzić czytanie.

To tylko przykładowe ćwiczenia. Tak jak kategoryzacje, relacje, dostrzeganie cech wspólnych i różnicujących możemy ćwiczyć na obrazkach, tak samo możemy je ćwiczyć na sylabach - są zapisane na odwrocie.

Jak przygotować zestaw?
1. Znajdź grafikę, np. http://photos.nasza-klasa.pl/50420113/3/main/a7a75df128.jpeg
2. Wydrukuj w dwóch egzemplarzach.
3. Na odwrotach wpisz sylaby, które ćwiczycie. Zapisz je w tych samych miejscach na obu egzemplarzach.
4. Dla utrwalenia warto zalaminować.
5. Wytnij.



Możecie też przygotować zestaw wspólnie :) Moja prawie trzyletnia córka oczywiście nie omieszkała mi pomóc - wkładała kucyki do laminatora, naciskała guzik włącz i wyłącz. Starsze dziecko może wycinać (ćwiczenie motoryki małej). 

A tak wygląda droga Matki-Polki do pracy :)
Dzieci własne najpierw trzeba zawieźć do Nanusi. Powiem Wam, że pierwszy raz, gdy zapakowałam dwójkę szkrabów do samochodu, a do tego cztery pokaźne torby (jedna Adasia, druga moja prywatna, trzecia i czwarta z materiałami do terapii) czułam się bohaterem swojego domu! 

I mkniemy naszym sŁówkowym wehikułem :)

piątek, 10 kwietnia 2015

Prawidłowy chwyt podczas rysowania, samogłoski i motylki - filmy.

Wracam do pracy! Przy okazji przygotowywania ćwiczeń dla moich podopiecznych pobawiłyśmy się z Zuzią. Bo Zuzia oczywiście wielce zainteresowana. Dla J. będzie wersja ze spinaczami biurowymi, Zu uczy się natomiast trzymać narzędzie pisarskie - w tym wypadku mazak.

Proszę zauważyć, że Zuzia w ogóle nie wie, że uczy się trzymać pisak. Zuzia świetnie się bawi malując motylki i kwiatuszki, licząc, nazywając części ciała i części kwiatuszka. A potem czytając, szukając, dokładając i wybierając.

Najlepiej człowiek uczy się w działaniu - nie tylko dziecko, dorosły też. Dopóki sama nie prowadzę samochodu z punktu A do punktu B zupełnie nie znam trasy. Choćbym siedziała obok kierowcy ze sto razy. Dopiero kiedy poprowadzę - wiem i umiem. Z dziećmi podobnie: dajmy doświadczyć a się nauczą. Tysiące powtórzeń. Twoje dziecko za nic nie chce uczyć się prawidłowego chwytu? Niech nie wie, że się uczy. Mocno skupcie się na efekcie: oto malujecie motylka, sześć motylków. Potem kwiatki. Auta, pieski, żaby - cokolwiek Twoje dziecię lubi. A chwyt jest poniekąd. Ty wiesz, że ćwiczycie, ono wcale nie musi. Intonuj. Graj sobą. Zachęcaj samym sposobem w jaki z dzieckiem rozmawiasz.

A prowadzenie ręki dziecka? To jeszcze jeden trik nauczyciela. Nie mów dziecku, że oto prowadzisz jego dłoń aby mu pomóc (chyba że chce takich zapewnień). Spokojnie może żyć z przeświadczeniem, że ono samo to robi. Niektóre dzieci chcą oparcia i pewności, że robią coś razem, inne (mimo że robicie coś razem) chcą mieć pewność, że są samodzielne. Więc wzmacniaj tę pewność mówiąc "Zosia maluje", "Zosia trzyma", "Zosia umie". Jak już z Zuzią namalowałyśmy te wszystkie motylki i kwiatuszki, zostawiłam Zu samą z pisakami i kartką i namalowała tęczę. Całkiem nieźle trzymała pisaki, aczkolwiek trzymała je wysoko. I to wypracujemy, ale już po jednorazowej sesji zmierzała do takiego układu paluszków jaki powtórzyłyśmy kilkanaście razy, już po tej jednej zabawie wybierała pisaki po kolei (aktualnie jest na etapie różowego i tylko ten wybierała zanim zastosowałam taktykę odkładania daleko już użytego koloru), pięknie je otwierała i zamykała (gdy dawałam jej pisaki i zostawiałam samą, pisaki wiecznie zostawały otwarte). 

I ile radości z tychże samogłosek! Pora chyba je odłożyć i zająć się zwierzątkami i czytaniem wyrażeń dźwiękonaśladowczych.

A tutaj filmy:


1. Tworzymy - sprawność manualna przy otwieraniu i zamykaniu pisaków, chwytaniu pisaka.

2. Czytamy - przy okazji ćwiczymy praksję oralną szeroko otwierając usta do samogłosek.

3. Zu samodzielnie rysuje - tęczę, jak mi zdradziła.

wtorek, 17 marca 2015

Nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną (samogłoski)

Nadszedł dzień, w którym Zuzia (2;4) trafia do Internetu. Długo wzbranialiśmy się z mężem przed prezentowaniem na forum publicznym wizerunku naszych dzieci. W końcu uznaliśmy, że dla celów terapeutycznych, naukowych warto to zrobić. 

Prezentujemy z Zu jak można pracować z książeczkami "Samogłoski" z serii "Kocham czytać" J. Cieszyńskiej. Kiedy uczyłam Zuzię czytać samogłoski, dodatkowo stosowałam Gesty Wizualizacyjne - to właśnie je wskazuje dziewczynka. 

I tak:
- A to odwiedzenie brody w dół
- Y to uniesienie rąk do góry i wysunięcie lekko brody (u Zu Y w izolacji brzmi bardziej jak I, pracujemy nad tym ;))
- U to podłożenie pod brodę pięści ułożonej w "beczkę"
- O to obrysowanie palcem okrągłych jak jajeczko ust
- E to wskazanie na lekko wystający język
- I to wskazanie palcem szeroko rozciągniętych ust.

To są akurat gesty J. Cieszyńskiej, ale sporo innych autorów wymyśliło systemy gestów wspierających mówienie (artykulację). W gestach Cieszyńskiej chodzi o to, by połączyć ruch z zakresu małej motoryki z ruchem tzw. praksji oralnej i/lub obrazem zapisanej litery. To zawsze wskazanie na ułożenie narządów mowy (żeby wypowiedzieć O trzeba zaokrąglić usta, żeby wypowiedzieć U - ściągnąć je w dzióbek itd.). Wysunięcie języka przy E oczywiście jest czymś więcej niż trzeba w prawidłowej artykulacji tej głoski, autorka GW twierdzi wszak, że z obserwacji jej i użytkowników GW to wyolbrzymienie pomaga dzieciom w prawidłowej artykulacji i jej odróżnieniu od A a z czasem wysuwanie języka ustępuje samoistnie. 

A i Y graficznie są bardzo podobne, może dorosłym ciężko to zauważyć, bo mają ich obraz już mocno utrwalony. Jednak przyjrzyjcie się dobrze: A jest prawie takie samo jak Y, tylko odwrócone i z małą kreseczką pośrodku. Dla dzieci z ryzyka dysleksji i innych z zaburzeniami spostrzegania wzrokowego bądź funkcjonowania lewej półkuli mózgu (dostrzegania różnic) one są naprawdę podobne. Moja Zuza mimo, że widziała i czytała te literki serki razy wciąż je myli. A wystarczy, że przypomnę jej "rączki do góry" i już wie, że to nie A lecz Y. Dlatego szczerze zachęcam do używania GW podczas nauki samogłosek. 

Kiedy uczymy małe dziecko, używanie naukowego języka jest absurdalne, najlepiej wykorzystać mechanizm naśladowania: przesadnie prezentujemy układ ust, gdy sami wypowiadamy głoskę, dodatkowo stosując umowny gest. To oddziaływanie na wiele zmysłów: słuch (dźwięk głoski), wzrok (układ ust), dotyk (gest). Żeby się czegoś nauczyć trzeba tego doświadczyć, prawda? :)


Na marginesie chciałabym dodać, że moja Zu uwielbia czytanie. Sama dopomina się, że chce czytać. Gdy pytam w co chce się bawić często wybiera właśnie czytanie. Mój cel wczesnego nauczania czytania własnego dziecka został więc osiągnięty: dla Zu to przyjemność a nie przykry obowiązek. Nawiązując jednak do akcji "Cała Polska czyta dzieciom" i filmiku na którym ojciec na sali porodowej zaczyna czytać bajkę, chciałabym uspokoić rodziców, których dzieci za nic nie chcą słuchać, gdy rodzice im czytają. Moja Zuza bardzo długo też nie chciała. Jako dla polonistki i miłośniczki literatury było to dla mnie trudne doświadczenie, zwłaszcza gdy czytałam o tych wszystkich pięknych rodzinach, w których dzieci zasypiają podczas czytania bajek. Od urodzenia! Moja, gdy zaczynałam czytać, buntowała się. Jako niemowlę protestowała płaczem i zniecierpliwieniem, jako starsze niemowlę słowem "nie". Nie zrażałam się i wracałam do książek w różnych porach dnia, w końcu polubiła to. Za sprawą książeczek z serii "Mini Cotkotu" - zdążyłam przeczytać krótki tekst nim Zu w błyskawicznym tempie przewróciła stronę a zagadka na końcu książeczki była dla niej nagrodą, do której lubiła wracać. Na marginesie dwa: bajki i baśnie są dla maluszków za trudne, one nie rozumieją jeszcze tego skomplikowanego języka. U maluszków zaczynamy przygodę ze słuchaniem czytanego tekstu od rytmicznych prostych wierszyków, początkowo bowiem dzieci słuchają melodii. I dużo nazywamy, opowiadamy własnymi słowami wskazując palcem, zadajemy pytania, zachęcając do wskazywania i odpowiadania. I jeszcze nawiązując do filmiku: Zu już wszystko powtarza, dlatego czytanie książeczek wykorzystuję jako zachętę do wypowiadania dłuższych konstrukcji. Kolejne książeczki z serii wykorzystujemy do pracy nad wyrazistością wymowy, po prostu wyraźnie układam moje usta (np. przy ciszących kwadracik z ust, przy wargowo-zębowych zagryzanie wargi) i używam GA i skłaniam córkę by popatrzyła na mnie i powtórzyła. Proszę także zwrócić uwagę na moje powtarzanie zdań za Zuzią. Nie komentuję, czy powiedziała dobrze czy źle, nie poprawiam a jedynie powtarzam w sposób artykulacyjnie czysty - podając jej tym samym wzór. Taki sposób nie zniechęca do mówienia.

I jeszcze - dla osób, które nie znają podstawowych założeń nauki czytania ww. metodą. Uczymy czytać tylko samogłoski, nie cały alfabet. Spółgłoski pojawiają się w sylabach (PA PO PU PÓ PE PI PY, MA MO MU MÓ ME MI MY itd.). Dlaczego to tak ważne? Spróbuję wyjaśnić prostym językiem. SAMOgłoski są samodzielne. Można usłyszeć SAMĄ samo-głoskę i wypowiedzieć ją SAMĄ. Natomiast SPÓŁgłoski są niesamodzielne. Litery, które są graficznym obrazem głosek (dźwięków) nie oddają tej dwoistości. Alfabet to kolejno A B C D... Głoski brzmią A By Cy Dy Zy... a liter A Be Ce De Zet... itd. Pojawia się tzw. element wokaliczny, ponieważ SPÓŁgłoski nie mogą występować SAMOdzielnie. W sylabach, wyrazach i tekstach tego elementu wokalicznego nie słychać, natomiast w izolacji zawsze. Bo (powtarzam raz jeszcze) taka natura SPÓŁgłosek: zawsze występuję wSPÓLnie z innym dźwiękiem. Aby dzieciom więc nie robić wody z mózgu, nie uczymy nazw liter czy głosek a od razu wprowadzamy takie konstrukcje, które da się wypowiedzieć. Nigdy w metodzie symultaniczno-sekwencyjnej nie powiemy dziecku zdani typu "P jak parasol" bo przecież tak naprawdę mówimy i słyszymy "py jak parasol" co prawdą nie jest (parasol zaczyna się przecież na PA). Uczulam, że znajomość alfabetu ma się do nauki czytania tak jak znajomość tabliczki mnożenia do umiejętności gotowania jajek. Albo gorzej, bo może utrudniać naukę czytania. Ale to już dłuższy temat na odrębną rozmowę. Tu tylko sygnalizuję.


poniedziałek, 2 marca 2015

Nauka czytania samogłosek z wykorzystaniem zestawu "Gdzie jest A?"

Z dwulatkami (małymi dziećmi) jest tak, że bez zabawy uczyć się nie chcą. I bardzo dobrze - takie ich prawo, taka ich natura! Dodatkowo 2-latki przechodzą niezwykle ważny rozwojowo czas - tzw. bunt dwulatka. Lepiej nie próbować się wtedy z nimi kłócić. Będzie mur zwielokrotnionego NIE. Jak tutaj - Spacer versus zabawa. Więc zamiast kłótni - płynne przejście do ćwiczenia w inny sposób. Bo stanowczość i konsekwencja rodzica/opiekuna/terapeuty wcale nie oznacza toczenia bitwy z dzieckiem. Dziecko nie musi wiedzieć, że oto robi właśnie to ćwiczenie, które chce przeprowadzić terapeuta. Terapeuta nie musi trzymać się kurczowo schematu, zaplanowanej wersji zdarzeń. Jak nie drzwiami to oknem - byle wejść do jego świata :) Z moją Zuzką często napotykam na NIE dla NIE. Nie mówię, że jest łatwo się nie zdenerwować, ale raz po raz przekonuję się, że wystarczy zmienić sposób a już Kluska chętnie bawi się w to, co założyłam. Jak na filmiku ;) Z 24.11.2014r. (w końcu mam czas na odgrzebanie staroci ;)).

Materiał użyty w filmie to zestaw "Gdzie jest A?" z konferencji-logopedycznych.

To moje "rączki do góry" gdy ZU nie może sobie przypomnieć nazwy "Y" to odwołanie do prawopółkulowych mechanizmów  nauki czytania. Gest artykulacyjny wzniesienia ramion odwołuje się do obrazu graficznego litery (czyż Y nie wygląda jakby podnosiło ramiona do góry?), to odwołanie do sytuacji - ucząc Kluskę samogłosek pokazywałam jej obrazki sytuacyjne, na jednym z nich chłopiec który wygrał zawody podnosił właśnie rączki do góry i krzyczał radośnie Y! Na marginesie - muszę kiedyś pokazać Państwu mój handmadowy zestaw samogłosek z obrazkami. Dopiero pracując na nim z Zuzią zorientowałam się bowiem, że łaciata świnka to niezbyt fortunny wybór: ZU konsekwentnie bowiem ten obrazek czytała jako "MU" :) Więcej o gestach artykulacyjnych można znaleźć TU i TU. W pierwszej z uzasadnieniem teoretycznym i metodologią postępowania przy korekcie wad wymowy czy wywoływaniu głosek w wszelkich ORMach, w drugiej sztywne kartoniki z gestem i głoską - taka ściąga. A propos: wywołując czy ucząc prawidłowej artykulacji głosek na kolejnych etapach dobrze jest korzystać z tzw. wsparcia polisensorycznego, czyli oddziaływania na wszystkie zmysły. Logopeda musi znać fantastycznie fonetykę i fonologię języka polskiego, wiedzieć co gdzie i czego dotyka, w którym miejscu "ust" jest szczelina czy zwarcie itd. Do tego szczypta wyobraźni i twórczości i można przemawiać do wyobraźni i odczuć dziecka/dorosłego. Wsparcie polisensoryczne to pantomima dłoni, mówienie do ręki (policzka), przykładanie dłoni do ust, krtani, wskazywanie na ciepło oddechu, sposób jego rozpraszania, rysowanie głosek etc. Jest wiele sposobów, a praktyka nadal zaskakuje. Kiedyś mój uczeń (dorosły, r jednowibracyjne) ćwiczył z uporem wibracje apeksu powtarzając logotomy z podwojonym D i inne zbitki zbliżające do dziąsłowej drżącej. Eureka wykrzyknął dopiero wtedy, gdy przypadkowo spadł mu na ziemię ołówek, a ten - schylając się po niego, i wciąż ćwicząc zbitki - usłyszał własne zwielokrotnione r! Gdyby nie upór w ćwiczeniach przypadek nie zamieniłby się w tak szczęśliwe zakończenie - dlatego dodaję otuchy wszystkim tym, którym nie chce wskoczyć upragniona głoska: uda się! 

środa, 11 lutego 2015

Znasz zasadę, ale i tak robisz błędy ortograficzne? O myśleniu przez analogię słów kilka.

Jedną z operacji myślowych niezbędnych do nauki czytania i pisania jest myślenie przez analogię. Inne to operacje szeregowania, klasyfikowania, dostrzegania relacji między elementami zbioru, porównywania. To dlatego nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną zakłada poza poznawaniem materiału językowego ćwiczenia bardziej elementarnych zdolności. Hola hola, ale chyba nie piszę jak do ludzi tylko studentów (bez obrazy dla tych drugich - ostatecznie też ludzi)! Jeszcze raz:

Myślenie przez analogię to porównywanie, kojarzenie. Na podstawie kilku przykładów wyodrębniam zasadę, wzór i kolejne zadanie wykonuję ANALOGICZNIE. Każdy z Was z pewnością zna jakąś osobę dyslektyczną, która zna reguły ortograficzne a mimo to sadzi byki w najbardziej oczywistych miejscach. To właśnie mechanizm myślenia przez analogię zawodzi. Znajomość reguł nie jest jednoznaczna z umiejętnością zauważania ich w konkretnych przykładach, ponownego wyabstrahowania i zastosowania. Dlatego tak ważne są tego typu ćwiczenia dla dzieci zagrożonych dysleksją, dzieci "prawopółkulowych" czy z wzorem lateralizacji innym niż lewopółkulowy. Program terapii osób z dysleksją zakładać powinien ćwiczenia abstrahowania reguł oraz uczenia ortografii prawopółkulowego - czyli uczenia się słówek na pamięć, tak jak w języku obcym. "Zrobienia zdjęcia" słowu i zapamiętania go jako całości. Czyli wykorzystania mocnego mechanizmu prawopółkulowego. Propozycja dla dzieci z tak opracowanym materiałem to Symultaniczne ćwiczenia ortograficzne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w podobny sposób wykorzystać jakikolwiek podręcznik do nauki języka obcego (pilnując, by pod obrazkiem poprawnie wpisać polskie słowo) lub inne karty z potrzebnym materiałem językowo-obrazkowym (atlas anatomiczny? mapa świata? :))

Zestawy gotowych analogii można "zanabyć" w wydawnictwie Arson - przygotował je duet Nepomuceno, Nallur: Tematyczne i Atematyczne lub w konferencjach logopedycznych. Pierwsze zestawy są droższe, ale zawierają aż po 70 kart ćwiczeń! Wykonane są bardzo starannie, intensywne barwy, twardy karton, ładna kreska. Jedyny minus to to, że karty do użycia trzeba sobie wyciąć, opisać i pospinać. Roboty na 3 godziny, a gdybym nie miała gilotyny chyba na 8. Bo każda z tych 70 kart zawiera 5 obrazków do wycięcia i opisania - żeby potem w tym nie zginąć i wiedzieć do której karty dane obrazki. Szkoda, że producent nie pofatygował się aby obrazki na odwrocie podpisać i wyciąć albo chociaż zrobić perforacje do wytargania. Wszak, jako że w życiu kieruję się zasadą "always look on the bright side of life", potraktowałam te utrudnienia jako okazję do wyciszenia i medytacji oraz obmyślenia twórczego wykorzystania ścinków. A co!

W każdym razie prezentujemy z Zuzą jak pracować z analogiami:
(To analogie z konferencji-logopedycznych. Nagranie z 24.11.2014r. Z każdym ćwiczeniem logopedycznych jest tak, że dostosowujemy je do możliwości dziecka. Akurat wtedy ZU używała wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zaczynała używać nazw. Dlatego prosiłam ją o nazwanie zwierzątek, o określenie co robią, sprawdzałam znajomość słownictwa (gdzie jest grzybek? gdzie pajęczynka?). Zu miała wtedy 2 lata i 24 dni więc polecenie też było proste: językowo opisywałam jej analogię (bocian je żabę). Ze starszymi dziećmi można próbować bez nazywania - aby dziecię samo nazwało przedstawione sytuacje.)

(I jeszcze jeden zestaw z konferencji-logopedycznych. Można też w tę stronę: najpierw nazwanie obrazków, potem zapoznanie się z analogiami. Ciekawostkia: żeby dziecię powiedziało "j" (jak w słowie "jajo") wystarczy podczas artykulacji nacisnąć mu dołek w brodzie. Albo nacisnąć swój i poprosić by zrobiło to samo. U nas pięknie wchodzi. Kiedy Kluskę uczyłam mówić "JE" sama sobie po pewnym czasie pomagała paluszkiem. W tym ćwiczeniu akurat nie zwróciłam na to uwagi, czasem ZU udaje się powiedzieć J, czasem nie. Jej mowa wciąż się rozwija :))

(Niektóre analogie są bardzo trudne (wciąż k-l), wtedy można je wykorzystać do budowania wiedzy o świecie - tak jak w powyższym filmiku.)

(Inne analogie to dla Kluski bułka z masłem. Więc na zbyt łatwym materiale ćwiczymy system fonetyczno-fonologiczny, czyli artykulację poprzez powtarzanie.)

Niestety na filmik nagrany dzisiaj (z analogiami z Arsonu) wkradł mi się mistrz drugiego planu w postaci Adasia więc muszę go ocenzurować przed opublikowaniem. To może potrwać.

A wracając do ścinek - może macie jakieś pomysły na ich kreatywne wykorzystanie? To paski grubego papieru o wymiarach 20,5x4cm, 10x2cm, 16x1,5cm oraz prostokąty 5,3x4,3cm. Na pewno posłużą mi do ćwiczeń na sylabach: sekwencji, analizy i syntezy wzrokowej, ćwiczeń typu "co nie pasuje?" - są szybkie w wykonaniu i dzieci je lubią, bo... ale o tym kiedy indziej.

Jeszcze analogii z k-l nie opisałam. Kart jest dużo mniej, ale przez to i cena niższa. I są gotowe do użycia od razu: wycięte, opisane, posegregowane. To także ćwiczenia innego typu niż z Arsonu: powiedziałabym, że bardziej życiowe, arsonowskie zaś bardziej "matematyczne".

Jak zainteresować dziecko ćwiczeniami pamięci symultanicznej i sekwencyjnej?

Sporo dzieci, które diagnozuję i których terapię prowadzę nie lubi ćwiczeń pamięci. Albo ich nie rozumie. Wzorując się próbami z SONu i pomysłem Pani A. P. (przygotowała samolot z okienkami działający wg zasad, które zaraz opiszę) postanowiłam ubrać to ćwiczenie w zabawę. Dotąd miałam same okienka. Nie dla wszystkich dzieci były one czytelne. Podczas dzisiejszej diagnozy 2,5-latka zobaczę jak sobie poradzi z okienkami w statku. A Państwu opisuję "jak to się robi".

Ćwiczenia pamięci w metodzie krakowskiej to przede wszystkim ćwiczenia pamięci symultanicznej (przetwarzanej przez prawą półkulę mózgu, która działa holistycznie, całościowo), ćwiczenia pamięci sekwencyjnej (przetwarzanej przez lewą półkulę mózgu, która działa sekwencyjnie, szczegółowo) czy ćwiczenia pojemności pamięci. W terapii zazwyczaj zaczynamy od ćwiczeń pamięci symultanicznej, gdyż są one łatwiejsze dla dzieci z zaburzeniami języka.

Do ćwiczenia należy przygotować sobie zestawy obrazków - po dwa takie same. Poniżej planszy układamy obrazki z których wybierać będzie dziecię, dla siebie zostawiamy komplet takich samych obrazków. Kiedy w okienkach układamy obrazki, które ma zapamiętać dziecię, jego obrazki powinny być zasłonięte - by nie rozpraszać i nie sugerować.

PAMIĘĆ SEKWENYCJNA
1. W pierwszym po lewej okienku układamy jeden z obrazków. Możemy użyć polecenia typu "taki tu, zapamiętaj". Zasłaniamy go.

 2. W drugim okienku układamy drugi obrazek, polecenie, zasłaniamy. Jeśli mielibyśmy więcej okienek analogicznie postępowalibyśmy z kolejnymi. To bardzo ważne żeby zachować porządek od lewej do prawej, bo taki jest w naszej kulturze kierunek czytania i pisania.



3. Teraz dziecko układa zapamiętany układ. Tu także pilnujemy porządku od lewej do prawej - za każdym razem, aż dziecię zapamięta i utrwali kierunek. Ważne jest także pilnowanie dominującej ręki. Na tym etapie dopiero odsłaniamy obrazki dziecka.

4. I sprawdzamy. Także po kolei. I cieszymy się lub zdumiewamy, jeśli się nie udało (moja 2-latka tak polubiła słowo "gapa", że w czymkolwiek się w codzienności pomyli, np. skarpetkę na lewo ubierze, od razu naśladując moją przesadną intonację mówi "Zizi gapa", chwyta się za twarz - klasyczny facepalm - kręci głową i się śmieje. Cudo!).


PAMIĘĆ SYMULTANICZNA
1. Układamy obrazki w obu okienkach jednocześnie, i jednocześnie je zakrywamy.

2. Dziecię układa zapamiętane obrazki, i pilnujemy porządku od lewej do prawej.

3. Sprawdzamy jak w przypadku pamięci sekwencyjnej.

Wykonanie: kolorowy blok techniczny, nożyczki, klej, rzep na taśmie. Użyte przeze mnie obrazki pochodzą z zestawu Sedivy - Ćwiczenia pamięci.

niedziela, 8 lutego 2015

DIY - kategoryzujemy klocki i ćwiczymy rączki

Przedstawione ćwiczenie będzie służyć ćwiczeniu:
- kategoryzacji atematycznej
- sprawności manualnej
- koordynacji oko-ręka.

Zależnie od tego jaką zasadę pokażemy dziecięciu, możemy ćwiczyć kategoryzacje:
- kształtu bez względu na kolor
- koloru bez względu na kształt

Kluska Zuzka 4 grudnia 2014r. bawiła się tak:

Bardzo łatwo zrobić taką zabawkę. Wystarczy jednorazowa brytfanka foliowa, kilka słomek (rurek), taśma klejąca i kolorowe (aby atrakcyjne) kształty. My akurat mamy gotowce z zestawu "Wzory kolory memory", można wszak wykonać je samodzielnie z kolorowego kartonu, pianek czy sztywnego filcu. Czas wykonania zabawki: 2 minuty. Czas jej trwałości: 15 minut ;) - bo matce się nie chciało z dzieckiem bawić, a dziecko chciało sprawdzić "jak to jest zrobione?" :)

O innych kategoryzacjach pisałam tu i tu.