Jedną z operacji myślowych niezbędnych do nauki czytania i pisania jest myślenie przez analogię. Inne to operacje szeregowania, klasyfikowania, dostrzegania relacji między elementami zbioru, porównywania. To dlatego nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną zakłada poza poznawaniem materiału językowego ćwiczenia bardziej elementarnych zdolności. Hola hola, ale chyba nie piszę jak do ludzi tylko studentów (bez obrazy dla tych drugich - ostatecznie też ludzi)! Jeszcze raz:
Myślenie przez analogię to porównywanie, kojarzenie. Na podstawie kilku przykładów wyodrębniam zasadę, wzór i kolejne zadanie wykonuję ANALOGICZNIE. Każdy z Was z pewnością zna jakąś osobę dyslektyczną, która zna reguły ortograficzne a mimo to sadzi byki w najbardziej oczywistych miejscach. To właśnie mechanizm myślenia przez analogię zawodzi. Znajomość reguł nie jest jednoznaczna z umiejętnością zauważania ich w konkretnych przykładach, ponownego wyabstrahowania i zastosowania. Dlatego tak ważne są tego typu ćwiczenia dla dzieci zagrożonych dysleksją, dzieci "prawopółkulowych" czy z wzorem lateralizacji innym niż lewopółkulowy. Program terapii osób z dysleksją zakładać powinien ćwiczenia abstrahowania reguł oraz uczenia ortografii prawopółkulowego - czyli uczenia się słówek na pamięć, tak jak w języku obcym. "Zrobienia zdjęcia" słowu i zapamiętania go jako całości. Czyli wykorzystania mocnego mechanizmu prawopółkulowego. Propozycja dla dzieci z tak opracowanym materiałem to
Symultaniczne ćwiczenia ortograficzne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w podobny sposób wykorzystać jakikolwiek podręcznik do nauki języka obcego (pilnując, by pod obrazkiem poprawnie wpisać polskie słowo) lub inne karty z potrzebnym materiałem językowo-obrazkowym (atlas anatomiczny? mapa świata? :))
Zestawy gotowych analogii można "zanabyć" w wydawnictwie Arson - przygotował je duet Nepomuceno, Nallur:
Tematyczne i
Atematyczne lub w
konferencjach logopedycznych. Pierwsze zestawy są droższe, ale zawierają aż po 70 kart ćwiczeń! Wykonane są bardzo starannie, intensywne barwy, twardy karton, ładna kreska. Jedyny minus to to, że karty do użycia trzeba sobie wyciąć, opisać i pospinać. Roboty na 3 godziny, a gdybym nie miała gilotyny chyba na 8. Bo każda z tych 70 kart zawiera 5 obrazków do wycięcia i opisania - żeby potem w tym nie zginąć i wiedzieć do której karty dane obrazki. Szkoda, że producent nie pofatygował się aby obrazki na odwrocie podpisać i wyciąć albo chociaż zrobić perforacje do wytargania. Wszak, jako że w życiu kieruję się zasadą
"always look on the bright side of life", potraktowałam te utrudnienia jako okazję do wyciszenia i medytacji oraz obmyślenia twórczego wykorzystania ścinków. A co!
W każdym razie prezentujemy z Zuzą jak pracować z analogiami:
(To analogie z konferencji-logopedycznych. Nagranie z 24.11.2014r. Z każdym ćwiczeniem logopedycznych jest tak, że dostosowujemy je do możliwości dziecka. Akurat wtedy ZU używała wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zaczynała używać nazw. Dlatego prosiłam ją o nazwanie zwierzątek, o określenie co robią, sprawdzałam znajomość słownictwa (gdzie jest grzybek? gdzie pajęczynka?). Zu miała wtedy 2 lata i 24 dni więc polecenie też było proste: językowo opisywałam jej analogię (bocian je żabę). Ze starszymi dziećmi można próbować bez nazywania - aby dziecię samo nazwało przedstawione sytuacje.)
(I jeszcze jeden zestaw z konferencji-logopedycznych. Można też w tę stronę: najpierw nazwanie obrazków, potem zapoznanie się z analogiami. Ciekawostkia: żeby dziecię powiedziało "j" (jak w słowie "jajo") wystarczy podczas artykulacji nacisnąć mu dołek w brodzie. Albo nacisnąć swój i poprosić by zrobiło to samo. U nas pięknie wchodzi. Kiedy Kluskę uczyłam mówić "JE" sama sobie po pewnym czasie pomagała paluszkiem. W tym ćwiczeniu akurat nie zwróciłam na to uwagi, czasem ZU udaje się powiedzieć J, czasem nie. Jej mowa wciąż się rozwija :))
(Niektóre analogie są bardzo trudne (wciąż k-l), wtedy można je wykorzystać do budowania wiedzy o świecie - tak jak w powyższym filmiku.)
(Inne analogie to dla Kluski bułka z masłem. Więc na zbyt łatwym materiale ćwiczymy system fonetyczno-fonologiczny, czyli artykulację poprzez powtarzanie.)
Niestety na filmik nagrany dzisiaj (z analogiami z Arsonu) wkradł mi się mistrz drugiego planu w postaci Adasia więc muszę go ocenzurować przed opublikowaniem. To może potrwać.
A wracając do ścinek - może macie jakieś pomysły na ich kreatywne wykorzystanie? To paski grubego papieru o wymiarach 20,5x4cm, 10x2cm, 16x1,5cm oraz prostokąty 5,3x4,3cm. Na pewno posłużą mi do ćwiczeń na sylabach: sekwencji, analizy i syntezy wzrokowej, ćwiczeń typu "co nie pasuje?" - są szybkie w wykonaniu i dzieci je lubią, bo... ale o tym kiedy indziej.
Jeszcze analogii z k-l nie opisałam. Kart jest dużo mniej, ale przez to i cena niższa. I są gotowe do użycia od razu: wycięte, opisane, posegregowane. To także ćwiczenia innego typu niż z Arsonu: powiedziałabym, że bardziej życiowe, arsonowskie zaś bardziej "matematyczne".