Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOGOPEDIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOGOPEDIA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2020

Logopedyczne miejsca warte obejrzenia

Dziś będzie logopedycznie (głównie ;) )

Garść miejsc i pomysłów dla koleżanek o kolegów po fachu. Subskrybuję różne (wartościowe IMHO) strony i należę do kilku grup specjalistycznych, dla pasjonatów oraz lifestylowych więc na bieżąco przesiewam przez sito pomysły, inspirację i wiedzę z zakresu szeroko pojętego rozwoju. Oto kilka ostatnio poznanych pomysłów i miejsc, do których zapraszam:

1. Webinar https://akademialogopedy.pl/3-narzedzia-do-oceny-sluchu-ktore-moze-wykorzystac-kazdy-logopeda/ - bo są wokół nas ludzie, którzy bezinteresownie dzielą się wiedzą i doświadczeniem.

2. Zabawa do ćwiczeń oddechowych (relaks! self-regulation, nie tylko tor oddechowy) od Gabinet Neurologopedyczny Logopedica https://www.facebook.com/GabinetLogopedica/photos/pcb.2724116604383252/2724113437716902/?type=3&theater - polecam przejrzeć całą stronę, jest tu masa fantastycznych pomocy logopedycznych i pomysłów na ćwiczenia. Nie tylko artykulacyjne!


3. Terapia Małego Dziecka z ASD link. Możecie być pewni, że wszystko co proponuje Asia, jest wartościowe. I, co ważne, prezentuje cały horyzont sfer i możliwości, a nie wąski punkt widzenia. Polecam.

Przypominam też o mojej stronie w mediach społecznościowych - po prawej stronie tego bloga jest odnośnik do funpage'a na facebooku, tam częściej aktualizuję tablicę udostępniając ciekawe i wartościowe treści :)

czwartek, 14 maja 2020

SP2 by DMB oraz rośliny polne i leśne

Dziś zapraszam do śledzenia strony stworzonej przez specjalistów (nauczycieli, pedagogów, logopedów, psychologa) ze szkoły, w której pracuję. Na bieżąco aktualizujemy ją dodając nowe artykuły, linki, filmy. Polecam serdecznie! Administratorem i twórcą strony jest DMB SP2 by DMB on Genially.

Ponadto zapraszam do::
1. Diabelska stopa, kozia stópka, podagrecznik - obejrzenie filmiku na temat chwastu, który leczy i obejrzenia terenu wokół swojego miejsca zamieszkania - może i u Was on występuje?

2. Syrop z pędów sosny - przepis - zapoznanie się z warunkami zbioru pędów sosny i przepisem na jego wykonanie. Zachęcam do wyprawy do lasu a potem samodzielnego wykonania syropu :)

3. Uprawa mięty w doniczce - nie znalazłam przepisu wg którego sama podążam, więc opisuję:
a) wykopać kłącza mięty, z łodygami i listkami (u mnie takie małe na 4-5cm)
b) zasadzić w ziemi tak, by różowa część kłączy była przykryta ziemią
c) podlewać codziennie, trzymać w zacienionym miejscu.
Herbata z miętą na zimne dni i lemoniada cytrynowo-miętowa w upały to cudowna perspektywa, czyż nie? :)
 

PS Jakiś czas temu zasadziłam z dziećmi pestki wyjęte z papryki w jednej doniczce, i pestki wyjęte z pomidora w drugiej. Nie oznaczyliśmy ich więc nie byliśmy pewni co jest co. Któregoś dnia córka powiedziała pewnym głosek: to jest pomidor, a to jest papryka. "Skąd wiesz?" - zapytałam zdziwiona, bo to nasza pierwsza domowa uprawa. "Bo te liście pachną jak pomidor, a te jak papryka" odrzekła spokojnie. Ta sytuacja przypomina mi nauczanie Janusza Korczaka ("Jak kochać dziecko") i poznaną dziś stronę Wychować i nauczać ale jak? oraz porównanie edukacji przez nauczanie i edukacji przez towarzyszenie: Potrzebna jest cała wioska by wychować dziecko.

[edycja 15.05.2020r.]
PS2 Grupa Jera - kalendarz przyrody Jera
PS3 Zbójniki leśne. Sensoryczno-badawcza przygoda w lesie.

piątek, 3 kwietnia 2020

Ćwiczenia dla głosek syczących i dziąsłowych od mojej koleżanki ze studiów

Dla dzieci w terapii logopedycznej, które np. mówiąc ser, cebula, zegarek, cegła wsuwają język między zęby, ćwiczenia języka i utrwalające:


Dla dzieci, które zamiast r mówią l lub j, które mają trudność z uniesieniem języka do schodka za górnymi zębami:


W razie pytań polecam się i ja, chętnie doprecyzuję, wyjaśnię, podrzucę dodatkowy materiał :)

sobota, 30 września 2017

Październik - miesiąc komunikacji! AAC

Na początek wspaniały filmik - zobaczycie w nim co to jest AAC.
https://www.youtube.com/watch?v=2DwAebf88wM
Zobacz o co chodzi z komunikacją alternatywną. Komunikacja to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, ale nie każdy człowiek może porozumiewać się swoim głosem. Dlatego są gesty, obrazki inne modalności. Na przykład takie jak w filmiku.

LET ME TALK - darmowa aplikacja na tablet, zastępuje książkę komunikacyjną. Wersja polskojęzyczna! Można edytować podpisy, dodawać obrazki z katalogu, zdjęcia robione tabletem i obrazki z tabletu (więc wcześniej można ściągnąć na tablet z netu). Intuicyjna obsługa, ja ogarnęłam w dwie minuty a jakoś specjalnie lotna w eletronice nie jestem :P http://www.letmetalk.info/polish

AARSAC - wyszukiwarka piktogramów, symboli http://www.arasaac.org/pictogramas_color.php?Submit=Search&busqueda=basico&tipo_palabra=99&TXTlocate=1&letra=something+else&filtrado=1&orden=desc


SENTEACHER - wyszukiwarka symboli, można od razu z jej poziomu stworzyć stronę do wydruku, można zmieniać podpisy i ściągać obrazki z katalogu, netu oraz komputera/tabletu. Trzeba wyszukiwać po angielsku, więc jak się słabiej włada angielskim warto w drugim oknie otworzyć translator i sobie na bieżąco tłumaczyć słowa, których szukamy.
http://www.senteacher.org/worksheet/81/Free-AAC-Picture-Exchange-Cards.html
Instrukcja:
1. Add New Card.
2. Symbol search (szukamy po ang., podpis możemy wstawić po polsku - card text label).
3. Dowolnie zmieniamy obramowanie i rozmiar.
4. Ściągamy kartę na dysk i drukujemy!

Picture Exchange Comunicating System (PECS) - jeden z systemów porozumiewania się obrazkowy, na filmiku etapy wprowadzania systemu. 
https://www.youtube.com/watch?v=aouSfDAW-Q8

niedziela, 15 maja 2016

Gry planszowe i fiszki w logopedii

Na rynku jest dostępnych sporo gier planszowych do utrwalania wymowy ćwiczonych głosek. Ale można je też zrobić samodzielnie lub ściągnąć gotowca poniżej ;) Lub wziąć pierwszą lepszą planszówkę od dziecka czy z domu i nanieść na nią takie zasady, jakie są potrzebne w ćwiczeniu.

Przygotowałam dla Was planszówkę uniwersalną, to znaczy pozwalającą ćwiczyć materiał wyrazowy, który "zadał" Wasz logopeda. Jeśli zaś jesteście na etapie pracy z głoskami zębowymi tzw. syczkami (z, s, c, dz), dziąsłowymi tzw. szumkami (sz, ż cz, dż) lub utrwalacie głoskę "r" chciałabym Wam polecić dodatkowo bardzo fajną pomoc logopedyczną, która ściągnie z Was trud wyszukiwania słownitwa. Zestawy głosek, które z powodzeniem sama stosuję jako logopeda i polecam moim uczniom to fiszki logopedyczne.

Naprawdę bardzo fajnie zrobione, również pozwalają na szereg zastosowań (o nich niżej) i - co ważne - indywidualizację nauczania. Jak wspomniałam, dotąd wydawnictwo przygotowało zestawy dla głosek szumiących, syczących oraz r, czyli tych najtrudniejszych w języku polskim. Z niecierpliwością wszak czekam na publikacje dotyczące reszty: tylnojęzykowych k, g, dwuwargowych f, w, ciszących ś, ź, ć, dź, przedniojęzykowo-zębowych t, d, n i dziąsłowej l. W mojej praktyce logopedycznej z trudnościami dotyczącymi artykulacji tych głosek spotykam się najczęściej.

Jak widać planszówka jest bardzo prosta do wykonania. Można ją także bardzo szybko wrysować do zeszytu ucznia. Numerki nie są niezbędne, ważne by było kilka fajnych rzeczy typu drabinka i żeby był temat, tu - myszka chce schować się do dziurki. Która myszka pierwsza dotrze do celu, wygrywa. Ale żeby mogła się poruszyć, trzeba pięknie powtórzyć wylosowane... Szczegóły poniżej.

Zasady gry:
- aby rzucić kostką i przesunąć się o wylosowaną liczbę pól należy poprawnie powtórzyć słowo/frazę lub zdanie albo odpowiedzieć na pytania do tekstu. Zależy co się wylosuje, a z jakiego zestawu będzie losować zależy od etapu terapii i możliwości podopiecznego,
- gdy stanie się na krzyżyk trzeba poczekać kolejkę,
- gdy stanie się na kostkę, dodatkowy rzut,
- gdy stanie się na drabinę trzeba zejść na dół lub wyjść do góry.

Gra testowana w przedszkolu i z dziećmi w wieku szkolnym (do 10 lat), przyjęta entuzjastycznie. Dla niektórych dzieci motywujące do starań jest to, że chcą wygrać, dla innych sama formuła gry jest zachętą do mówienia, dla jeszcze innych gra jest (paradoksalnie) szansą na odwrócenie uwagi od wymowy i ćwiczenie bardziej spontanicznego wypowiadania.

Dlaczego wszak fiszki?
- to gotowy, bardzo bogaty materiał wyrazowy i zdaniowy, nie trzeba mieć czasu na szukanie i wymyślanie słów i zdań. Poza tym zajmuje mało miejsca, co ważne w zawodzie logopedy, który z reguły dojeżdża do kilku placówek/uczniów (na studiach nie mówili, że to zawód freelancerski?) jak i rodzica obładowanego akcesoriami dziecięcymi ;)
- możliwość losowania sobie kartonika z tekstem/słowem do powtórzenia to także element gry, który dzieciom się podoba
- dzieci czytające ćwiczą podwójnie: gdy oni zadają tekst drugiemu graczowi, czytają tekst który gracz ma powtórzyć, więc sami muszą postarać się aby ich wymowa była poprawna i ocenić poprawność wymowy gracza. Dodatkowo działanie to ma walor terapeutyczny, wystąpienie w roli nauczyciela a nie tylko ucznia opisywane było przez psychologów i doceniane z uwagi wzmocnienie poczucia wartości dziecka
- ach no i umożliwiają łatwy sposób dokumentacji postępów. Na każdym kartoniku jest numer, możemy zanotować, które słowa są już opanowane, które wymagają powtórzeń i na kolejnych zajęciach zmniejszać ilość słów do wylosowania. Bardzo fajna sprawa, gdy uczniów sporo, a chcemy uczniom dać jak najlepszą formę terapii w tak niewielkim wymiarze czasowym jaki jest w stanie zapewnić placówka czy napięty grafik rodzica ;)
- wydawnictwo przygotowała karty do notowania wyników. Karty są bezpłatne, proszę się nie sugerować ceną 1 grosz, system nie pozwalał na wprowadzenie zera. Można je ściągnąć z poniższych stron:
a) karta postępów S, Z, C, DZ
b) karta postępów SZ, Ż, CZ, DŻ
c) karta postępów R


Wobec powyższych - polecam serdecznie
pAnna Krystyna vel mgr Anna Kram-Ligas (nauczyciel logopeda)
[[zdjęcie pochodzi ze strony www.logopediapraktyczna.com.pl]

W kolejnych postach napiszę o innych propozycjach nauki z fiszkami, w tym użycia bardzo ważnego elementu zestawu, którymi są karty pracy i pliki mp3, które użytkownik może pobrać po zakupie fiszek. Więcej informacji na: http://www.fiszkilogopedyczne.pl/o_fiszkach.html Tymczasem zapraszam do zagrania w planszówkę :)

środa, 24 lutego 2016

Z serii nie całkiem oczywiste atrybuty logopedy - masa mocująca!

Gdy zaczęłam pracę z niespełna dwuletnim wówczas Kubusiem, musiałam ruszyć wyobraźnią, aby znaleźć sposób umożliwiający mu bycie sprawcą. Przez wzgląd na niepełnosprawność ruchową bowiem i bardzo duże obniżenie napięcia mięśniowego, mocno wpływające nie tylko na postawę i możliwości motoryczne, ale także na zdolności oddechowe i fonacyjne, a więc także porozumiewanie się głosem, szukaliśmy takich narzędzi, które pomogłyby Kubie i w porozumiewaniu się, i poznawaniu świata. Dla stymulacji funkcji poznawczych próbowaliśmy różnych systemów, m.in. pudełek z przegródkami, podklejania pomocy taśmą magnetyczną bądź rzepami. Aż trafiliśmy na masę mocującą - klik. Rzecz przegenialna*! W odróżnieniu od rzepów i magnesów jest wielorazowa i szybka w obsłudze (nie trzeba jej ucinać, odklejać papierka by przykleić do materiału). A pozwala manipulować przedmiotami, być właśnie sprawcą, bawić się ogólnorozwojowo w pozycji dostępnej dla Kubusia (półleżącej, odchylonej do tyłu), rozwiązywać zadania z naprawdę wielu obszarów. Cudnie widzieć radość Kubusia gdy działa samodzielnie, gdy to on przypina, on sam - to naprawdę bardzo ważne stworzyć komuś warunki, przestrzeń do tego, by działał. 

Wszak i taśma mocująca, i wymienione wyżej narzędzia przydadzą się doskonale dla dzieci w różnym wieku i na różnym poziomie funkcjonowania: są po prostu atrakcyjne, milej bowiem przypiąć coś, przyciągnąć magnesem, przymocować rzepem, przykleić masą - aniżeli tylko dokładać, układać, podstawiać. Pracując z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym przekonałam się, że to naprawdę niebo a ziemia - układać sekwencje** z kartoników, a przyklejać sekwencje naklejkami czy właśnie przymocowywać na tablicy magnetycznej, rzepem, masą mocującą. 

Polecam serdecznie!

___
* Masa nie jest oczywiście bez wad. Np nie schowa się do pudełka kartoników z podklejoną masą, bo się posklejają a przy próbach oddzielenia nielaminowana strona tektury zniszczy się.
** Oczywiście nie samymi sekwencjami człowiek żyje, tutaj jako przykład do czego masę można użyć. Wszystko zależy od wyobraźni :)

czwartek, 18 lutego 2016

Rentgenogramy na co dzień? - pochwała andrutów w logopedii

Bardzo dobra rzecz się wydarzyła: serwis fonem.eu udostępnił swoje zasoby dla każdego zjadacza chleba. Super! Idea bezinteresownego dzielenia się wiedzą upowszechnia się, to miłe. Na animacjach i rentgenogramach (niestety zabrakło palatogramów czyli rzutów na jamę ustną i artykulatory en face (jeśli tak można o artykulatorach rzec ;)) zobaczyć można układ warg i języka w trakcie wypowiadania każdej głoski języka polskiego (w normalnym tempie i spowolnieniu) oraz wybrane realizacje wadliwe (np. seplenienie międzyzębowe czy rotacyzm boczny). 

A jak można zrobić sobie rentgenogram/palatogram/animację własnej wymowy w domowych warunkach? Ja mam na to wypróbowany sposób! Sprawdzony i z dorosłymi, i z dziećmi w wieku przedszkolnym - trochę pedagogiki i o wszystkim można z człowiekiem w każdym wieku pogadać, serio.

Ale do rzeczy. Aby uzmysłowić drugiemu gdzie ów język dotknąć bądź zbliżyć się powinien, co z ustami a co z krtanią, stosuję różne techniki: wizualizacje, pantonimę dłoni, metafory, bajki, mówienie do ręki - zależnie od odbiorcy. Skutecznym narzędziem okazały się ostatnio wafelki - cienkie andruty podobne do wigilijnych opłatków. Na marginesie - produkt trudno dostępny, ale wygooglowałam Martę, andruty kaliskie i andruty Jan Gąska (te dwa ostatnie to być może to samo?). Polecam wszystkie. Aby uwrażliwić miejsca wewnątrz jamy ustnej biorące udział w artykulacji pożądanego dźwięku posługujemy się kawałkami andruta. Wystarczy wiedza z zakresu fonetyki, trochę wyobraźni i empatii, by nauczyć tak 20- jak i 3-latka jak i gdzie układać język przy wymowie głosek przedniojęzykowo-zębowych, dziąsłowych i każdych innych. Naprawdę, polecam!

wtorek, 5 stycznia 2016

Badanie słuchu? Ale on wszystko słyszy, bardzo dobrze!

Czasem spotykam na spacerze moją koleżankę - psycholog. Dziecięcy żeby było lepiej. Poplotkujemy, pozachwycamy się dziećmi, ponarzekamy na zimno czy brak czasu. Po spotkaniu z nią jednak nie mówię: uf, moje dzieci widział psycholog, więc na pewno rozwijają się prawidłowo, nie ma nic niepokojącego w ich rozwoju, przecież psycholog ich widziała.

Banalna sytuacja? A jednak. Chyba już tak mamy, że chcielibyśmy wszystko upraszczać w życiu i aby było dobre. Więc na wyrost uspokajamy się. Pani doktor, która go badała jest laryngologiem, więc ze słuchem jest ok. A przeprowadziła pani doktor badanie? Nie, na oko tak.

Dziś byłam z moim osobistym synem (11 mies.) u laryngologa. Co prawda nie niepokoił mnie jego słuch czy mowa, ale nawrotowe zapalenie ucha i powtarzające się antybiotykoterapie. Jakże miło zaskoczył mnie lekarz, który nie tylko zajrzał do uszu i nosa wziernikiem, ale przeprowadził otoemisję i tympanometrię: badania bezbolesne, nieinwazyjne i nie wymagające od dziecka aktywnego udziału. Z jednej strony urządzenia jest końcówka, którą dziecięciu wkłada się do ucha, z drugiej działa maszyna. Otoemisja "pozwala na wykrycie niedosłuchu odbiorczego pochodzenia ślimakowego", tympanometria "jest to badanie słuchu służące do oceny jego zaburzeń. Badania tympanometryczne polega na zapisywaniu wychyleń błony bębenkowej podczas zmian ciśnienia w przewodzie słuchowym, wykorzystuje się tutaj odbitą falę dźwiękową. Tympanometria jest badaniem nieinwazyjnym i bezbolesnym zalecane przy wszelkiego rodzaju niedosłuchach". Trwają po kilka, kilkanaście sekund na każde ucho.

Na to medycyna idzie do przodu, rozwija się, abyśmy nie musieli diagnozować na oko i na chyba.

Kochani, jeśli jest choćby cień podejrzenia nieprawidłowości - spieszcie się badać! Że drogo i kolejki? Zadzwoniłam ze skierowaniem wczoraj, kazano mi przyjść dzisiaj, fakt że na nfz kolejki nie przewidzisz, udało się nam wszak bardzo sprawnie. Starsza co prawda pokazała lekarzowi język i potupała nóżką (też była do sprawdzenia z uwagi na przewlekły nieżyt nosa), ale udało się: matka polka z dwójką szkrabów u laryngologa, śmieszny obrazek ;)

A i mówcie lekarzowi czemu przyszliście. Lekarz to nie cudotwórca (logopeda też nie ;)), nie chodzi o to żeby się domyślił czy zgadł - tylko o to by wykorzystał swoje narzędzia do sprawdzenia tego, na czym się zna. Moim dzieciom wędzidełka podjęzykowego nie sprawdził, bo też nie wspominałam żeby były trudności ze ssaniem czy wymową dziąsłowych. Jest tak wiele możliwości schorzeń, że specjalista wszystkich nie sprawdza przy wizycie. Sprawdza to, co zgłasza pacjent. Sprawdza te sfery, które mogą być związane ze zgłaszaną trudnością. Więc warto przed wizytą spisać sobie i wypunktować: co niepokoi, na co inni zwrócili także uwagę. I nie bać się pytać. Nie ma głupich pytań.

Powodzenia!

czwartek, 22 października 2015

Od jedzenia do mówienia - karmienie łyżeczką i BLW okiem logopedy

Kończy się powoli Tydzień Bliskości w Nowym Targu. Pogoda nas nie rozpieszcza, w domu armagedon, bo groźnie brzmiący "wirus bostoński" rozłożył na łopatki wszystkich domowników poza mną, ale serce moje zdążyło się dwa razy uradować - raz po mojej prelekcji, kiedy to prawie roczny Karolek wdrapał mi się na kolana, uśmiechnął radośnie i zaczął bić brawo (kogoż nie ucieszyłyby takie dowody uznania ;)) i drugi raz, gdy na zdjęciach z kolejnych spotkań zobaczyłam osoby, które sama zapraszałam na wydarzenie. Miło, że w Nowym Targu można i takie ziarno siać. Więcej informacji można znaleźć na stronach Tydzień Bliskości w NT i MOK NT.

Moje wystąpienie zaplanowałam sobie jako wykład nt. rozszerzania diety. To mój top temat, bo syn osobisty jest właśnie na tym etapie. Jestem człowiekiem szalenie refleksyjnym (patrz moja druga aktywność blogowa: Obmyślam świat 1), dlatego zamiast - w obliczu tak wielu aktywności, które są moim udziałem - zreferować po prostu jakiejś podejście, zabrałam się za rozważanie sensowności klasycznego modelu rozszerzania diety (karmienie łyżeczką) vs nowej mody - BLW. A zaczęłam w ogóle od odruchu ssania w ujęciu Masgutowej i Regner. I wiecie co? Tak, czuję się spełniona. Dużo wysiłku i stresu kosztują mnie te moje przedsięwzięcia, bo w końcu coś stwarzam, a to zawsze jest ryzykowne, jednak myślę sobie - cóż, raz że muszę, bo inaczej się uduszę, dwa - jest to jednak wartościowe i wzbogacające. Liczę, że nie tylko dla mnie, ale i słuchaczy ;)

W każdym razie wykład przewidziany był w ramach Tygodnia Bliskości w mieście, w którym teraz mieszkam. Odbiorcami byli rodzice. Moje rozważania mieściły się w kręgu RB a więc i to zdefiniowałam: czym dla mnie owo rodzicielstwo jest. Może po tym wykładzie, gdy powtórnie zmierzyłam się z tematem, przeredaguję swój artykuł tak, by tym razem dziecisawazne.pl przyjęło tekst bez przytłaczających zmian ;)

Przy okazji montowania przemówienia zrodziło nam się rodzinne powiedzenie. Chciałam ująć okiem kamery to jak pracuje kompleks ustno-twarzowy (haha, wiem - brzmi strasznie ;)) podczas jedzenia łyżeczką i podczas samodzielnego jedzenia kawałków pokarmów, przy okazji udało mi się złapać momenty zakrztuszeń (mąż mówi, że po prelekcji powinnam wprowadzić Adasia, żeby pokazać słuchaczom, że Adaś jest cały i zdrowy, bo momentami filmy były drastyczne :P) i zabawy. Bo zabawa to jest jedna z rzeczy, które poruszałam w wykładzie, nie zgadzając się z przedstawicielami BLW.

W każdym razie Państwu chciałabym pokazać właśnie ten fragment. "A kuku zupka" jako kwintesencja mojego rozważania o rozszerzaniu diety, o rodzicielstwie, o codzienności. Radość z małych rzeczy, bycie w zgodzie z samym sobą, bycie tu i teraz. Mistyka codzienności.




wtorek, 28 lipca 2015

Najgenialniejsza pomoc do nauki czytania jaką kiedykolwiek wymyśliłam

Napisałam na fb: W tym pudełku mieści się najgenialniejsza pomoc do nauki czytania jaką kiedykolwiek wymyśliłam. Trwała a jednocześnie wielokrotnego użytku. I co najważniejsze - przez działanie i zabawę. Idealna, gdy doba okaże się za krótka, by tworzyć arcydzieła, a przecież bardzo estetyczna i nie byle jaka. Mówię Wam, cudo!


Nim jednak zaprezentuję Państwu jak to jest zrobione i z czego, kilka uwag tytułem wstępu. Tak naprawdę nie ma rzeczy uniwersalnych. Sama dysponuję całkiem pokaźnym zbiorem oryginalnych pomocy logopedycznych: żółtych teczek z Arsonu, zestawu Stymulacja i Terapia WiRU, pakietu teczek konferencji-logopedycznych i jeszcze wielu, wielu innych. Jedne są bardziej, inne mniej przydatne. Ale okazuje się, że najlepiej służą mi pomoce, którym cele nadaję sama. Na przykład wystarczy mi logopedyczny zbiór wyrazów dla utrwalenia konkretnej głoski, a z niego wyczaruję gry i zabawy, dzięki którym mój uczeń chętnie będzie tworzyć ruchową matrycę nowego sposobu realizacji.

Czasami, by otworzyć swój umysł na twórczość trzeba zrezygnować z podpowiedzi (sic!). Ja musiałam jakiś czas temu zablokować sobie wyskakujące powiadomienia o nowościach z kilku stron i blogów innych logopedów i rodziców - przestały być dla mnie inspiracją a stały się torturą: że on ładniej, że lepiej, że bardziej wymyślnie. A najlepiej jest tylko wtedy, gdy samemu czuje się narzędzie, wie jak się je stosuje i wierzy w sens jego użycia, i gdy - jednocześnie - zna się swojego ucznia, widzi się go jako konkretną osobę, z właściwymi sobie upodobaniami, zainteresowaniami, ale i trudnościami i - humorkami!

Przejdźmy jednak do mojej PRZEGENIALNEJ POMOCY LOGOPEDYCZNEJ DO NAUKI CZYTANIA!

Używam chętnie, zwłaszcza dla młodszych dzieci, wkładanek. Na odwrocie wpisuję czy wrysowuję to, co jest mi potrzebne, i podczas ćwiczenia kieruję uwagą dziecka, by analizowało wzór i wkładało elementy układanki realizując zamierzone cele. Np. gdy utrwalamy sylaby różnych paradygmatów, wpisuję sylaby. Gdy ćwiczymy dostrzeganie różnic - podobne wzory różniące się małym szczegółem. I próbowałam już różnych rozwiązań aby te wkładanki były nie na raz, ale dla wielu i w różnych celach. Przyklejałam ćwiczony materiał na taśmie malarskiej (bo łatwo się odkleja a wyraźnie widać na niej to, co zapisane), oklejałam elementy wkładanki folią i pisałam mazakiem suchościelarnym (ale mazaki suchościeralne mają tę wadę, że zmywają się w pierwszym lepszym kontakcie ze skórą), przyklejałam karteczki samoprzylepne (ale za łatwo się odklejały). W końcu wpadłam na TEN GENIALNY POMYSŁ <złowieszczy śmiech i wink>

POTRZEBNE:
- tablica magnetyczna: w domu może być lodówka w googlach można szukać pod "tablica edukacyjna magnetyczna kredowa" lub kombinacją tych słów - ja mam tego typu 
- magnesy: gotowy komplet magnesów tworzących obrazek, albo magnesy pojedyncze, albo taśma magnetyczna samoprzylepna, którą podklei się pod zrobione własnoręcznie układanki czy też układanki z innego kompletu, które od teraz już będą magnetyczne, bo podklejone.
- pisak kredowy (to nieoceniony klucz do sukcesu! Zwykła kreda się sypie i ściera się równie łatwo jak pisak suchościeralny z folii, ta zaś ma konsystencję płynną, która po chwili wysycha, dzięki czemu można go używać do wielu powierzchni, na których będzie właśnie trwały i zmyje się dopiero wodą)
- kartki papieru, ołówek, pisak.

JAK TO ZROBIĆ?
1. Ułożyć sobie któreś zwierzątko (wzór) na kartce papieru, obrysować elementy połączone ze sobą.
2. W każdy element narysowany i ten magnetyczny wpisać to, czego się uczymy - tak aby taki sam  był na kartce i na magnesie.
3. Bardzo ważne: zanim się da dziecku zabawkę wyjaśnić reguły, inaczej może mu się tak spodobać zabawka, że informacja o tym, że oprócz wykazania własnej kreatywności w tworzeniu ma jeszcze czytać czy dopasowywać jakieś elementy zgasi w nim potencjalny zapał do pracy. A naprawdę można się tak bawić i bawić, nie wiedząc, że to nauka!

Mam niestety tylko jedno zdjęcie poglądowe, ale widać na nim wszystkie elementy. Z resztą myślę, że opisałam rzecz całkiem precyzyjnie. W razie czego proszę pisać, chętnie odpowiem.


MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:
1. Nauka przez zabawę (tu podczas czytania samogłosek przez dwulatkę) http://logozabawki.blogspot.com/2015/03/nauka-czytania-samogosek-z.html
2. Jak się bawić aby dziecię chciało realizować nasze cele (na przykładzie nauki prawidłowego chwytu)  http://logozabawki.blogspot.com/2015/04/prawidowy-chwyt-podczas-rysowania.html
3. Co można wyczarować z pianki (tu akurat świątecznie, ale nada się na magnesy http://logozabawki.blogspot.com/2014/11/przedswiatecznie-i-logopedycznie-nauka.html).


wtorek, 21 lipca 2015

Kraina Lodu i SUDOKU do nauki czytania

- Które dziecko nie lubi "Krainy Lodu"? - zapytała ostatnio mama N.
- To moja ulubiona bajka - przyznał się tata U.
- Mam tę noooc! - śpiewa Zuza i jest to jedyna piosenka z jej repertuaru, jeśli chodzi o gotowce (acz miłośnik "Frozen" zauważył już z pewnością, że i w tej krótkiej cytacie znajduje się element kreatywny).

SUDOKU to logiczna układanka. Klasyczna polega na ułożeniu na planszy cyfr w taki sposób, aby nie powtarzały się one w pionie, poziomie i po skosie. Można zagrać choćby onilne - tu. W logopedii zagościła już jakiś czas temu. Sama jestem od lat posiadaczką wersji do ćwiczeń wymowy głoski r i do nauki czytania. Ale lubię dostosowywać pomoce do potrzeb moich i moich uczniów, więc połączyłam układankę logiczną z celami logopedycznymi, które aktualnie realizujemy  i ulubioną  bajką uczennicy mej - i voilla!





JAK GRAĆ?
1. Z zestawu obrazków wybieramy te, którymi będziemy grać (3 różne). 
2. Układamy dwa, resztę dobiera uczeń, pilnując zasady: te same obrazki nie mogą powtórzyć się w pionie i poziomie. 
3. Odwracamy obrazki na drugą stronę, po kolei od lewej do prawej.
4. Uczeń odczytuje sekwencje sylab.

My utrwalaliśmy różnicowanie sylab dwóch paradygmatów, więc na odwrocie Hansa były i sylaby z T nagłosowym i z D. Ale sudoku można sobie zrobić takie jakiego się akurat potrzebuje. Zmierzam do tego, że jeśli na każdym Hansie byłaby ta sama sylaba (np. FU), a na każdej Elzie inna, ale konsekwentnie (np. FA) to można też grać od razu na sylabach, a obrazki będą nagrodą (no nie z każdym dzieckiem da się ukryć rewers podczas ćwiczenia ;)).



piątek, 10 lipca 2015

Kucyki Pony

Propozycje ćwiczeń:

1. Kategoryzacja ze względu na kolor, bez względu na kształt.

2. Kategoryzacja ze względu na kształt, bez względu na kolor.

3. Trudniejsze kategoryzacje. Szukanie cech wspólnych (co je łączy?), wykluczanie ze zbioru (dostrzeżenie cechy łączącej i obrazka nie pasującego do pozostałych). I niesłychanie trudna rzecz: praca na tym samym materiale i ZMIANA zasady. Np. takie kategorie: 

co je łączy? (w kolumnach), przykładowa odpowiedź: w jednej kolumnie kucyki stoją skierowane całym ciałem w lewo, w drugiej tylko głowę kierują w prawą stronę

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: żółty kucyk, bo je innego koloru

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: drugi kucyk, bo tylko on kieruje samą głowę w lewo. Albo kucyk trzeci, bo tylko on ma kręcone włosy. W tych ćwiczeniach bardzo ważne jest wysłuchanie uzasadnienia dziecka, to nie są ćwiczenia zamknięte. Jeśli uzasadnienie jest sensowne, rzeczywiście jakaś cecha łączy wszystkie poza wykluczonym obrazkiem - jest ona dobra, mimo że my założyliśmy sobie inne rozwiązanie. I to też jest ważna nauka dla diecka: tak, masz rację, nie pomyślałam o tym, ale to słuszne. Ja układając to zadanie, myślałam, że nie pasuje ten - jak myślisz, dlaczego? J próbuję małymi kroczkami, podpowiadać, lubię gdy dziecko samo znajduje ostatecznie odpowiedź.

Co nie pasuje? Np. trzeci kucyk, bo kieruje samą głowę w lewo, stojąc zwrócony ciałem  w prawo. O i jednocześnie tylko on ma proste włosy ;)


Co nie pasuje? Drugi - tylko on ma skrzydełka. Albo piąty - tylko on ma kapelusz. 

4. Pamięć 
Trzeba mieć po 2 zestawy kucyków. Wybieramy - w zależności od możliwości dziecka kilka i dajemy je dziecku. Pokazujemy jeden pasek i prosimy o zapamiętanie. Zasłaniamy go, a dziecię układa pod spodem w tej samej kolejności. Na koniec możemy odwrócić pasek i kucyki dołożone przez ucznia i poprosić o odczytanie sekwencji sylab.

Wersja 2: zapamiętanie sekwencji sylab: prezentujemy pasek sylab, dziecko czyta je i zapamiętuje, układa ze swojego zestawu w tej samej kolejności. Ćwiczymy czytanie.

Wersja 3: zapamiętanie wypowiadanej przez dorosłego sekwencji sylab i ułożenie jej w kolejności. Na koniec można odwrócić sylaby i porównać czy obrazki na odwrocie zgadzają się z tymi, które wypowiedział dorosły. Ćwiczymy sekwencje słuchowe i znajomość sylab.

Wersja 4: kartoniki są wycięte i ćwicząc pamięć prezentujemy po jednym kartoniku, od razu go zasłaniając i układając kolejne. Po ułożeniu całej sekwencji prosimy o ułożenie tak samo. Ćwiczymy pamięć sekwencyjną. Na koniec można odwrócić i sprawdzić czytanie.

To tylko przykładowe ćwiczenia. Tak jak kategoryzacje, relacje, dostrzeganie cech wspólnych i różnicujących możemy ćwiczyć na obrazkach, tak samo możemy je ćwiczyć na sylabach - są zapisane na odwrocie.

Jak przygotować zestaw?
1. Znajdź grafikę, np. http://photos.nasza-klasa.pl/50420113/3/main/a7a75df128.jpeg
2. Wydrukuj w dwóch egzemplarzach.
3. Na odwrotach wpisz sylaby, które ćwiczycie. Zapisz je w tych samych miejscach na obu egzemplarzach.
4. Dla utrwalenia warto zalaminować.
5. Wytnij.



Możecie też przygotować zestaw wspólnie :) Moja prawie trzyletnia córka oczywiście nie omieszkała mi pomóc - wkładała kucyki do laminatora, naciskała guzik włącz i wyłącz. Starsze dziecko może wycinać (ćwiczenie motoryki małej). 

A tak wygląda droga Matki-Polki do pracy :)
Dzieci własne najpierw trzeba zawieźć do Nanusi. Powiem Wam, że pierwszy raz, gdy zapakowałam dwójkę szkrabów do samochodu, a do tego cztery pokaźne torby (jedna Adasia, druga moja prywatna, trzecia i czwarta z materiałami do terapii) czułam się bohaterem swojego domu! 

I mkniemy naszym sŁówkowym wehikułem :)

piątek, 12 czerwca 2015

Mama, Zuzia umie czytać!

W odpowiedzi na post Kasi Czyżyckiej Nie czytaj dziecku książeczek jeśli nie chce - jak to moja Zuza (2;7) mamie mówi: "A kysz! A kysz!" aby książeczkę czytać mogła już w ogóle sama. 



Pierwszy film (choć nagrany jako drugi lub trzeci): Zu "czyta" o zwierzątkach: co mówią, co robią. Dobrze wiem, że naśladowanie jest rozwojowe, mimo to mnie Zuza zachwyca i rozczula odbijając jak w lustrze to, co my robimy <3


Ostatnio Zu wyciąga sobie z półek książki (księgi bajek, swoje małe książeczki albo moje książki do zajęć) i czyta, za każdym razem tak samo: "Dawno dawno temu..." lub "Pewnego razu...". To dlatego, że na dobranoc opowiadamy jej bajki. Zaczynają się w standardowy sposób, a potem już nie ma ani Śpiącej Królewny, ani Czerwonego Kapturka - jest Królewna Zuzia, która miała Malutkiego Braciszka Adasia (vel Bartusia), mamusię i tatusia. To mąż zapoczątkował te bajki, gdy go pierwszy raz podsłuchałam, zachwyciłam się. Zaczyna się właśnie zawsze tak samo, a potem jest fantazjowanie: o tym jak tata kupił Zuzi rower i pojechali na przejażdżkę, o tym jak z Nanusią poszli w góry, jak pojechaliśmy do Babsi Helenki itd. Muszę przyznać, że tata jest tu bardziej twórczy niż mama. Ja z Zuzią "przerabiam" to co było ;) Zaczynam jak mąż, a potem z perspektywy Królewny Zuzi opowiadam to co się dzisiaj działo lub to co planujemy na jutro czy najbliższy czas. Zazwyczaj Zuzia chce jeszcze i jeszcze :) 


A gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego matka-logopeda i do tego po studiach u prof. Cieszyńskiej pozwala własnej latorośli łamać linearny porządek odwracania stron (po polsku: czytać ksiażeczkę od końca a nie od początku): ciemna strona Zuzy ;)

Jak w ogóle zaczęło się nasze czytanie? Jako ta Matka Polonistka (chyba już o tym pisałam?) chciałam oczywiście Zuzce czytać od urodzenia. Niestety ona nie była taka chętna. Mimo, że stosowałam się do zaleceń: zacząć od prawej półkuli, czyli rytm, intonacja - innymi słowy wiersze, rymowanki. A gdzie tam! Jak tylko zaczynałam czytać mój noworodek a później niemowlę zaczynało płakać. Trudno. Nie stworzyliśmy codziennego rytuału czytania. Gdy zaczął się okres poznawania przez buzię i rączki, do tych rączek dawaliśmy Zuzce nie tylko grzechotki i gryzaczki, ale też książeczki. I bardzo szybko poznała książeczki cioci Jagody. Duma mnie rozpierała, że oto moje niemowlę szanuje książeczki papierowe, bo jeszcze nim skończyła rok pozwalałam jej oglądać książeczki z sylabami. Oczywiście, że przyszedł czas, gdy sprawdziła "jak to jest zrobione" i dlatego kilka książeczek mamy w rozsypce, grunt, że jest z nimi oswojona i bardzo lubi. 

Ok, więcej czasu nie mam - a skąd mam go tak wiele? Adasiek z każdym dniem wydłuża mi dobę, wstając coraz to wcześniej. Dziś o 4.45... 

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników!

PS Jeśli chodzi o obiecane nagrania z głużeniem itp. przepadły w czeluściach twardego dysku... Chaos i nieporządek panujący w moim komputerze przeraża mnie. Jeszcze nie mam odwagi go okiełznać, wybaczcie ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Prawidłowy chwyt podczas rysowania, samogłoski i motylki - filmy.

Wracam do pracy! Przy okazji przygotowywania ćwiczeń dla moich podopiecznych pobawiłyśmy się z Zuzią. Bo Zuzia oczywiście wielce zainteresowana. Dla J. będzie wersja ze spinaczami biurowymi, Zu uczy się natomiast trzymać narzędzie pisarskie - w tym wypadku mazak.

Proszę zauważyć, że Zuzia w ogóle nie wie, że uczy się trzymać pisak. Zuzia świetnie się bawi malując motylki i kwiatuszki, licząc, nazywając części ciała i części kwiatuszka. A potem czytając, szukając, dokładając i wybierając.

Najlepiej człowiek uczy się w działaniu - nie tylko dziecko, dorosły też. Dopóki sama nie prowadzę samochodu z punktu A do punktu B zupełnie nie znam trasy. Choćbym siedziała obok kierowcy ze sto razy. Dopiero kiedy poprowadzę - wiem i umiem. Z dziećmi podobnie: dajmy doświadczyć a się nauczą. Tysiące powtórzeń. Twoje dziecko za nic nie chce uczyć się prawidłowego chwytu? Niech nie wie, że się uczy. Mocno skupcie się na efekcie: oto malujecie motylka, sześć motylków. Potem kwiatki. Auta, pieski, żaby - cokolwiek Twoje dziecię lubi. A chwyt jest poniekąd. Ty wiesz, że ćwiczycie, ono wcale nie musi. Intonuj. Graj sobą. Zachęcaj samym sposobem w jaki z dzieckiem rozmawiasz.

A prowadzenie ręki dziecka? To jeszcze jeden trik nauczyciela. Nie mów dziecku, że oto prowadzisz jego dłoń aby mu pomóc (chyba że chce takich zapewnień). Spokojnie może żyć z przeświadczeniem, że ono samo to robi. Niektóre dzieci chcą oparcia i pewności, że robią coś razem, inne (mimo że robicie coś razem) chcą mieć pewność, że są samodzielne. Więc wzmacniaj tę pewność mówiąc "Zosia maluje", "Zosia trzyma", "Zosia umie". Jak już z Zuzią namalowałyśmy te wszystkie motylki i kwiatuszki, zostawiłam Zu samą z pisakami i kartką i namalowała tęczę. Całkiem nieźle trzymała pisaki, aczkolwiek trzymała je wysoko. I to wypracujemy, ale już po jednorazowej sesji zmierzała do takiego układu paluszków jaki powtórzyłyśmy kilkanaście razy, już po tej jednej zabawie wybierała pisaki po kolei (aktualnie jest na etapie różowego i tylko ten wybierała zanim zastosowałam taktykę odkładania daleko już użytego koloru), pięknie je otwierała i zamykała (gdy dawałam jej pisaki i zostawiałam samą, pisaki wiecznie zostawały otwarte). 

I ile radości z tychże samogłosek! Pora chyba je odłożyć i zająć się zwierzątkami i czytaniem wyrażeń dźwiękonaśladowczych.

A tutaj filmy:


1. Tworzymy - sprawność manualna przy otwieraniu i zamykaniu pisaków, chwytaniu pisaka.

2. Czytamy - przy okazji ćwiczymy praksję oralną szeroko otwierając usta do samogłosek.

3. Zu samodzielnie rysuje - tęczę, jak mi zdradziła.

wtorek, 17 marca 2015

Nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną (samogłoski)

Nadszedł dzień, w którym Zuzia (2;4) trafia do Internetu. Długo wzbranialiśmy się z mężem przed prezentowaniem na forum publicznym wizerunku naszych dzieci. W końcu uznaliśmy, że dla celów terapeutycznych, naukowych warto to zrobić. 

Prezentujemy z Zu jak można pracować z książeczkami "Samogłoski" z serii "Kocham czytać" J. Cieszyńskiej. Kiedy uczyłam Zuzię czytać samogłoski, dodatkowo stosowałam Gesty Wizualizacyjne - to właśnie je wskazuje dziewczynka. 

I tak:
- A to odwiedzenie brody w dół
- Y to uniesienie rąk do góry i wysunięcie lekko brody (u Zu Y w izolacji brzmi bardziej jak I, pracujemy nad tym ;))
- U to podłożenie pod brodę pięści ułożonej w "beczkę"
- O to obrysowanie palcem okrągłych jak jajeczko ust
- E to wskazanie na lekko wystający język
- I to wskazanie palcem szeroko rozciągniętych ust.

To są akurat gesty J. Cieszyńskiej, ale sporo innych autorów wymyśliło systemy gestów wspierających mówienie (artykulację). W gestach Cieszyńskiej chodzi o to, by połączyć ruch z zakresu małej motoryki z ruchem tzw. praksji oralnej i/lub obrazem zapisanej litery. To zawsze wskazanie na ułożenie narządów mowy (żeby wypowiedzieć O trzeba zaokrąglić usta, żeby wypowiedzieć U - ściągnąć je w dzióbek itd.). Wysunięcie języka przy E oczywiście jest czymś więcej niż trzeba w prawidłowej artykulacji tej głoski, autorka GW twierdzi wszak, że z obserwacji jej i użytkowników GW to wyolbrzymienie pomaga dzieciom w prawidłowej artykulacji i jej odróżnieniu od A a z czasem wysuwanie języka ustępuje samoistnie. 

A i Y graficznie są bardzo podobne, może dorosłym ciężko to zauważyć, bo mają ich obraz już mocno utrwalony. Jednak przyjrzyjcie się dobrze: A jest prawie takie samo jak Y, tylko odwrócone i z małą kreseczką pośrodku. Dla dzieci z ryzyka dysleksji i innych z zaburzeniami spostrzegania wzrokowego bądź funkcjonowania lewej półkuli mózgu (dostrzegania różnic) one są naprawdę podobne. Moja Zuza mimo, że widziała i czytała te literki serki razy wciąż je myli. A wystarczy, że przypomnę jej "rączki do góry" i już wie, że to nie A lecz Y. Dlatego szczerze zachęcam do używania GW podczas nauki samogłosek. 

Kiedy uczymy małe dziecko, używanie naukowego języka jest absurdalne, najlepiej wykorzystać mechanizm naśladowania: przesadnie prezentujemy układ ust, gdy sami wypowiadamy głoskę, dodatkowo stosując umowny gest. To oddziaływanie na wiele zmysłów: słuch (dźwięk głoski), wzrok (układ ust), dotyk (gest). Żeby się czegoś nauczyć trzeba tego doświadczyć, prawda? :)


Na marginesie chciałabym dodać, że moja Zu uwielbia czytanie. Sama dopomina się, że chce czytać. Gdy pytam w co chce się bawić często wybiera właśnie czytanie. Mój cel wczesnego nauczania czytania własnego dziecka został więc osiągnięty: dla Zu to przyjemność a nie przykry obowiązek. Nawiązując jednak do akcji "Cała Polska czyta dzieciom" i filmiku na którym ojciec na sali porodowej zaczyna czytać bajkę, chciałabym uspokoić rodziców, których dzieci za nic nie chcą słuchać, gdy rodzice im czytają. Moja Zuza bardzo długo też nie chciała. Jako dla polonistki i miłośniczki literatury było to dla mnie trudne doświadczenie, zwłaszcza gdy czytałam o tych wszystkich pięknych rodzinach, w których dzieci zasypiają podczas czytania bajek. Od urodzenia! Moja, gdy zaczynałam czytać, buntowała się. Jako niemowlę protestowała płaczem i zniecierpliwieniem, jako starsze niemowlę słowem "nie". Nie zrażałam się i wracałam do książek w różnych porach dnia, w końcu polubiła to. Za sprawą książeczek z serii "Mini Cotkotu" - zdążyłam przeczytać krótki tekst nim Zu w błyskawicznym tempie przewróciła stronę a zagadka na końcu książeczki była dla niej nagrodą, do której lubiła wracać. Na marginesie dwa: bajki i baśnie są dla maluszków za trudne, one nie rozumieją jeszcze tego skomplikowanego języka. U maluszków zaczynamy przygodę ze słuchaniem czytanego tekstu od rytmicznych prostych wierszyków, początkowo bowiem dzieci słuchają melodii. I dużo nazywamy, opowiadamy własnymi słowami wskazując palcem, zadajemy pytania, zachęcając do wskazywania i odpowiadania. I jeszcze nawiązując do filmiku: Zu już wszystko powtarza, dlatego czytanie książeczek wykorzystuję jako zachętę do wypowiadania dłuższych konstrukcji. Kolejne książeczki z serii wykorzystujemy do pracy nad wyrazistością wymowy, po prostu wyraźnie układam moje usta (np. przy ciszących kwadracik z ust, przy wargowo-zębowych zagryzanie wargi) i używam GA i skłaniam córkę by popatrzyła na mnie i powtórzyła. Proszę także zwrócić uwagę na moje powtarzanie zdań za Zuzią. Nie komentuję, czy powiedziała dobrze czy źle, nie poprawiam a jedynie powtarzam w sposób artykulacyjnie czysty - podając jej tym samym wzór. Taki sposób nie zniechęca do mówienia.

I jeszcze - dla osób, które nie znają podstawowych założeń nauki czytania ww. metodą. Uczymy czytać tylko samogłoski, nie cały alfabet. Spółgłoski pojawiają się w sylabach (PA PO PU PÓ PE PI PY, MA MO MU MÓ ME MI MY itd.). Dlaczego to tak ważne? Spróbuję wyjaśnić prostym językiem. SAMOgłoski są samodzielne. Można usłyszeć SAMĄ samo-głoskę i wypowiedzieć ją SAMĄ. Natomiast SPÓŁgłoski są niesamodzielne. Litery, które są graficznym obrazem głosek (dźwięków) nie oddają tej dwoistości. Alfabet to kolejno A B C D... Głoski brzmią A By Cy Dy Zy... a liter A Be Ce De Zet... itd. Pojawia się tzw. element wokaliczny, ponieważ SPÓŁgłoski nie mogą występować SAMOdzielnie. W sylabach, wyrazach i tekstach tego elementu wokalicznego nie słychać, natomiast w izolacji zawsze. Bo (powtarzam raz jeszcze) taka natura SPÓŁgłosek: zawsze występuję wSPÓLnie z innym dźwiękiem. Aby dzieciom więc nie robić wody z mózgu, nie uczymy nazw liter czy głosek a od razu wprowadzamy takie konstrukcje, które da się wypowiedzieć. Nigdy w metodzie symultaniczno-sekwencyjnej nie powiemy dziecku zdani typu "P jak parasol" bo przecież tak naprawdę mówimy i słyszymy "py jak parasol" co prawdą nie jest (parasol zaczyna się przecież na PA). Uczulam, że znajomość alfabetu ma się do nauki czytania tak jak znajomość tabliczki mnożenia do umiejętności gotowania jajek. Albo gorzej, bo może utrudniać naukę czytania. Ale to już dłuższy temat na odrębną rozmowę. Tu tylko sygnalizuję.


poniedziałek, 2 marca 2015

Nauka czytania samogłosek z wykorzystaniem zestawu "Gdzie jest A?"

Z dwulatkami (małymi dziećmi) jest tak, że bez zabawy uczyć się nie chcą. I bardzo dobrze - takie ich prawo, taka ich natura! Dodatkowo 2-latki przechodzą niezwykle ważny rozwojowo czas - tzw. bunt dwulatka. Lepiej nie próbować się wtedy z nimi kłócić. Będzie mur zwielokrotnionego NIE. Jak tutaj - Spacer versus zabawa. Więc zamiast kłótni - płynne przejście do ćwiczenia w inny sposób. Bo stanowczość i konsekwencja rodzica/opiekuna/terapeuty wcale nie oznacza toczenia bitwy z dzieckiem. Dziecko nie musi wiedzieć, że oto robi właśnie to ćwiczenie, które chce przeprowadzić terapeuta. Terapeuta nie musi trzymać się kurczowo schematu, zaplanowanej wersji zdarzeń. Jak nie drzwiami to oknem - byle wejść do jego świata :) Z moją Zuzką często napotykam na NIE dla NIE. Nie mówię, że jest łatwo się nie zdenerwować, ale raz po raz przekonuję się, że wystarczy zmienić sposób a już Kluska chętnie bawi się w to, co założyłam. Jak na filmiku ;) Z 24.11.2014r. (w końcu mam czas na odgrzebanie staroci ;)).

Materiał użyty w filmie to zestaw "Gdzie jest A?" z konferencji-logopedycznych.

To moje "rączki do góry" gdy ZU nie może sobie przypomnieć nazwy "Y" to odwołanie do prawopółkulowych mechanizmów  nauki czytania. Gest artykulacyjny wzniesienia ramion odwołuje się do obrazu graficznego litery (czyż Y nie wygląda jakby podnosiło ramiona do góry?), to odwołanie do sytuacji - ucząc Kluskę samogłosek pokazywałam jej obrazki sytuacyjne, na jednym z nich chłopiec który wygrał zawody podnosił właśnie rączki do góry i krzyczał radośnie Y! Na marginesie - muszę kiedyś pokazać Państwu mój handmadowy zestaw samogłosek z obrazkami. Dopiero pracując na nim z Zuzią zorientowałam się bowiem, że łaciata świnka to niezbyt fortunny wybór: ZU konsekwentnie bowiem ten obrazek czytała jako "MU" :) Więcej o gestach artykulacyjnych można znaleźć TU i TU. W pierwszej z uzasadnieniem teoretycznym i metodologią postępowania przy korekcie wad wymowy czy wywoływaniu głosek w wszelkich ORMach, w drugiej sztywne kartoniki z gestem i głoską - taka ściąga. A propos: wywołując czy ucząc prawidłowej artykulacji głosek na kolejnych etapach dobrze jest korzystać z tzw. wsparcia polisensorycznego, czyli oddziaływania na wszystkie zmysły. Logopeda musi znać fantastycznie fonetykę i fonologię języka polskiego, wiedzieć co gdzie i czego dotyka, w którym miejscu "ust" jest szczelina czy zwarcie itd. Do tego szczypta wyobraźni i twórczości i można przemawiać do wyobraźni i odczuć dziecka/dorosłego. Wsparcie polisensoryczne to pantomima dłoni, mówienie do ręki (policzka), przykładanie dłoni do ust, krtani, wskazywanie na ciepło oddechu, sposób jego rozpraszania, rysowanie głosek etc. Jest wiele sposobów, a praktyka nadal zaskakuje. Kiedyś mój uczeń (dorosły, r jednowibracyjne) ćwiczył z uporem wibracje apeksu powtarzając logotomy z podwojonym D i inne zbitki zbliżające do dziąsłowej drżącej. Eureka wykrzyknął dopiero wtedy, gdy przypadkowo spadł mu na ziemię ołówek, a ten - schylając się po niego, i wciąż ćwicząc zbitki - usłyszał własne zwielokrotnione r! Gdyby nie upór w ćwiczeniach przypadek nie zamieniłby się w tak szczęśliwe zakończenie - dlatego dodaję otuchy wszystkim tym, którym nie chce wskoczyć upragniona głoska: uda się! 

środa, 11 lutego 2015

Znasz zasadę, ale i tak robisz błędy ortograficzne? O myśleniu przez analogię słów kilka.

Jedną z operacji myślowych niezbędnych do nauki czytania i pisania jest myślenie przez analogię. Inne to operacje szeregowania, klasyfikowania, dostrzegania relacji między elementami zbioru, porównywania. To dlatego nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną zakłada poza poznawaniem materiału językowego ćwiczenia bardziej elementarnych zdolności. Hola hola, ale chyba nie piszę jak do ludzi tylko studentów (bez obrazy dla tych drugich - ostatecznie też ludzi)! Jeszcze raz:

Myślenie przez analogię to porównywanie, kojarzenie. Na podstawie kilku przykładów wyodrębniam zasadę, wzór i kolejne zadanie wykonuję ANALOGICZNIE. Każdy z Was z pewnością zna jakąś osobę dyslektyczną, która zna reguły ortograficzne a mimo to sadzi byki w najbardziej oczywistych miejscach. To właśnie mechanizm myślenia przez analogię zawodzi. Znajomość reguł nie jest jednoznaczna z umiejętnością zauważania ich w konkretnych przykładach, ponownego wyabstrahowania i zastosowania. Dlatego tak ważne są tego typu ćwiczenia dla dzieci zagrożonych dysleksją, dzieci "prawopółkulowych" czy z wzorem lateralizacji innym niż lewopółkulowy. Program terapii osób z dysleksją zakładać powinien ćwiczenia abstrahowania reguł oraz uczenia ortografii prawopółkulowego - czyli uczenia się słówek na pamięć, tak jak w języku obcym. "Zrobienia zdjęcia" słowu i zapamiętania go jako całości. Czyli wykorzystania mocnego mechanizmu prawopółkulowego. Propozycja dla dzieci z tak opracowanym materiałem to Symultaniczne ćwiczenia ortograficzne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w podobny sposób wykorzystać jakikolwiek podręcznik do nauki języka obcego (pilnując, by pod obrazkiem poprawnie wpisać polskie słowo) lub inne karty z potrzebnym materiałem językowo-obrazkowym (atlas anatomiczny? mapa świata? :))

Zestawy gotowych analogii można "zanabyć" w wydawnictwie Arson - przygotował je duet Nepomuceno, Nallur: Tematyczne i Atematyczne lub w konferencjach logopedycznych. Pierwsze zestawy są droższe, ale zawierają aż po 70 kart ćwiczeń! Wykonane są bardzo starannie, intensywne barwy, twardy karton, ładna kreska. Jedyny minus to to, że karty do użycia trzeba sobie wyciąć, opisać i pospinać. Roboty na 3 godziny, a gdybym nie miała gilotyny chyba na 8. Bo każda z tych 70 kart zawiera 5 obrazków do wycięcia i opisania - żeby potem w tym nie zginąć i wiedzieć do której karty dane obrazki. Szkoda, że producent nie pofatygował się aby obrazki na odwrocie podpisać i wyciąć albo chociaż zrobić perforacje do wytargania. Wszak, jako że w życiu kieruję się zasadą "always look on the bright side of life", potraktowałam te utrudnienia jako okazję do wyciszenia i medytacji oraz obmyślenia twórczego wykorzystania ścinków. A co!

W każdym razie prezentujemy z Zuzą jak pracować z analogiami:
(To analogie z konferencji-logopedycznych. Nagranie z 24.11.2014r. Z każdym ćwiczeniem logopedycznych jest tak, że dostosowujemy je do możliwości dziecka. Akurat wtedy ZU używała wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zaczynała używać nazw. Dlatego prosiłam ją o nazwanie zwierzątek, o określenie co robią, sprawdzałam znajomość słownictwa (gdzie jest grzybek? gdzie pajęczynka?). Zu miała wtedy 2 lata i 24 dni więc polecenie też było proste: językowo opisywałam jej analogię (bocian je żabę). Ze starszymi dziećmi można próbować bez nazywania - aby dziecię samo nazwało przedstawione sytuacje.)

(I jeszcze jeden zestaw z konferencji-logopedycznych. Można też w tę stronę: najpierw nazwanie obrazków, potem zapoznanie się z analogiami. Ciekawostkia: żeby dziecię powiedziało "j" (jak w słowie "jajo") wystarczy podczas artykulacji nacisnąć mu dołek w brodzie. Albo nacisnąć swój i poprosić by zrobiło to samo. U nas pięknie wchodzi. Kiedy Kluskę uczyłam mówić "JE" sama sobie po pewnym czasie pomagała paluszkiem. W tym ćwiczeniu akurat nie zwróciłam na to uwagi, czasem ZU udaje się powiedzieć J, czasem nie. Jej mowa wciąż się rozwija :))

(Niektóre analogie są bardzo trudne (wciąż k-l), wtedy można je wykorzystać do budowania wiedzy o świecie - tak jak w powyższym filmiku.)

(Inne analogie to dla Kluski bułka z masłem. Więc na zbyt łatwym materiale ćwiczymy system fonetyczno-fonologiczny, czyli artykulację poprzez powtarzanie.)

Niestety na filmik nagrany dzisiaj (z analogiami z Arsonu) wkradł mi się mistrz drugiego planu w postaci Adasia więc muszę go ocenzurować przed opublikowaniem. To może potrwać.

A wracając do ścinek - może macie jakieś pomysły na ich kreatywne wykorzystanie? To paski grubego papieru o wymiarach 20,5x4cm, 10x2cm, 16x1,5cm oraz prostokąty 5,3x4,3cm. Na pewno posłużą mi do ćwiczeń na sylabach: sekwencji, analizy i syntezy wzrokowej, ćwiczeń typu "co nie pasuje?" - są szybkie w wykonaniu i dzieci je lubią, bo... ale o tym kiedy indziej.

Jeszcze analogii z k-l nie opisałam. Kart jest dużo mniej, ale przez to i cena niższa. I są gotowe do użycia od razu: wycięte, opisane, posegregowane. To także ćwiczenia innego typu niż z Arsonu: powiedziałabym, że bardziej życiowe, arsonowskie zaś bardziej "matematyczne".

Jak zainteresować dziecko ćwiczeniami pamięci symultanicznej i sekwencyjnej?

Sporo dzieci, które diagnozuję i których terapię prowadzę nie lubi ćwiczeń pamięci. Albo ich nie rozumie. Wzorując się próbami z SONu i pomysłem Pani A. P. (przygotowała samolot z okienkami działający wg zasad, które zaraz opiszę) postanowiłam ubrać to ćwiczenie w zabawę. Dotąd miałam same okienka. Nie dla wszystkich dzieci były one czytelne. Podczas dzisiejszej diagnozy 2,5-latka zobaczę jak sobie poradzi z okienkami w statku. A Państwu opisuję "jak to się robi".

Ćwiczenia pamięci w metodzie krakowskiej to przede wszystkim ćwiczenia pamięci symultanicznej (przetwarzanej przez prawą półkulę mózgu, która działa holistycznie, całościowo), ćwiczenia pamięci sekwencyjnej (przetwarzanej przez lewą półkulę mózgu, która działa sekwencyjnie, szczegółowo) czy ćwiczenia pojemności pamięci. W terapii zazwyczaj zaczynamy od ćwiczeń pamięci symultanicznej, gdyż są one łatwiejsze dla dzieci z zaburzeniami języka.

Do ćwiczenia należy przygotować sobie zestawy obrazków - po dwa takie same. Poniżej planszy układamy obrazki z których wybierać będzie dziecię, dla siebie zostawiamy komplet takich samych obrazków. Kiedy w okienkach układamy obrazki, które ma zapamiętać dziecię, jego obrazki powinny być zasłonięte - by nie rozpraszać i nie sugerować.

PAMIĘĆ SEKWENYCJNA
1. W pierwszym po lewej okienku układamy jeden z obrazków. Możemy użyć polecenia typu "taki tu, zapamiętaj". Zasłaniamy go.

 2. W drugim okienku układamy drugi obrazek, polecenie, zasłaniamy. Jeśli mielibyśmy więcej okienek analogicznie postępowalibyśmy z kolejnymi. To bardzo ważne żeby zachować porządek od lewej do prawej, bo taki jest w naszej kulturze kierunek czytania i pisania.



3. Teraz dziecko układa zapamiętany układ. Tu także pilnujemy porządku od lewej do prawej - za każdym razem, aż dziecię zapamięta i utrwali kierunek. Ważne jest także pilnowanie dominującej ręki. Na tym etapie dopiero odsłaniamy obrazki dziecka.

4. I sprawdzamy. Także po kolei. I cieszymy się lub zdumiewamy, jeśli się nie udało (moja 2-latka tak polubiła słowo "gapa", że w czymkolwiek się w codzienności pomyli, np. skarpetkę na lewo ubierze, od razu naśladując moją przesadną intonację mówi "Zizi gapa", chwyta się za twarz - klasyczny facepalm - kręci głową i się śmieje. Cudo!).


PAMIĘĆ SYMULTANICZNA
1. Układamy obrazki w obu okienkach jednocześnie, i jednocześnie je zakrywamy.

2. Dziecię układa zapamiętane obrazki, i pilnujemy porządku od lewej do prawej.

3. Sprawdzamy jak w przypadku pamięci sekwencyjnej.

Wykonanie: kolorowy blok techniczny, nożyczki, klej, rzep na taśmie. Użyte przeze mnie obrazki pochodzą z zestawu Sedivy - Ćwiczenia pamięci.

niedziela, 8 lutego 2015

DIY - kategoryzujemy klocki i ćwiczymy rączki

Przedstawione ćwiczenie będzie służyć ćwiczeniu:
- kategoryzacji atematycznej
- sprawności manualnej
- koordynacji oko-ręka.

Zależnie od tego jaką zasadę pokażemy dziecięciu, możemy ćwiczyć kategoryzacje:
- kształtu bez względu na kolor
- koloru bez względu na kształt

Kluska Zuzka 4 grudnia 2014r. bawiła się tak:

Bardzo łatwo zrobić taką zabawkę. Wystarczy jednorazowa brytfanka foliowa, kilka słomek (rurek), taśma klejąca i kolorowe (aby atrakcyjne) kształty. My akurat mamy gotowce z zestawu "Wzory kolory memory", można wszak wykonać je samodzielnie z kolorowego kartonu, pianek czy sztywnego filcu. Czas wykonania zabawki: 2 minuty. Czas jej trwałości: 15 minut ;) - bo matce się nie chciało z dzieckiem bawić, a dziecko chciało sprawdzić "jak to jest zrobione?" :)

O innych kategoryzacjach pisałam tu i tu.

środa, 4 lutego 2015

Na sofie siedzą misie, pod sofą leży pies, za sofą stoi mama, obok sofy jest lampa itd. - czyli relacje przestrzenne z zabawkami

Jestem fanem porządkowania. Co nie znaczy, że żyję w nieskazitelnej przestrzeni ;) Chaos nagromadza się zwłaszcza na biurku i szafkach ponad zasięgiem rąk Zuzanny aż do momentu, gdy wykluje się nań koncepcja. A potem koncepcję zapanowania nad chaosem wcielam w życie i przeszczęśliwa jestem przez dwa dni. Ale do rzeczy. 

W sklepiku misz-masz (taki mini-markecik oferujący szwarc, mydło i powidło) wypatrzyłam kiedyś koszyczki - takie jak w supermarketach na zakupy, tylko w wersji mini. Idealne dla dziecka, a jednocześnie dla osoby, która ma fioła na punkcie segregowania, układania itd. No bo w takim koszyczku i owoce można przechowywać, i bieliznę ładnie posegregować, i rajtki dziecięce i inne skarpetki i majtki nie będą się w końcu panoszyć bezkarnie po szafach. Tysiące zastosowań za jedyne 3,50 zł! Ha, ha więc zakupiłam wtedy jeden koszyczek i Zaneczka dostała go od razu. Zrobiła jeszcze tego dnia zakupy (w jarzyniaczku, to tak pięknie!) a potem w domu raz jej koszyczek podwędziłam na owe owoce wspomniane powyżej i już było wiadomo, że koszyczków potrzebujemy więcej. Bo Zu ze swojego nie zrezygnuje nawet na kilka dni.

Więc oto wczoraj, po raz pierwszy od urodzenia Adasia, wyszłam sobie na spacer. I udałam się na ul. Krzywą po koszyczki (mąż się śmiał, gdy czytał moją listę zakupów, a tam pośród płynu do mycia szyb bez amoniaku i kreta do udrażniania rur zobaczył właśnie koszyczki z Krzywej). I zakupiłam. Różowy, niech ZU ma, niech się cieszy. A czerwony wezmę ja. I już wychodząc zobaczyłam trzy cuda: fotel, sofę i łóżko. Piękne, aksamitne, w wyrazistych kolorach. Na mebelki poluję już od dłuższego czasu ale dotąd nie kupiłam. Zu od Maluszka (z okazji jego przybycia do domu) dostała w prezencie domek z mebelkami ale są one malutkie i nie do wszystkich ćwiczeń posłużą (tak, pożyczam od dziecka zabawki, by użyć ich podczas terapii - a Zu bawi się pomocami logopedycznymi. Pasjami!), natomiast te misz-maszowe były gabarytów okazałych. I zachwyciłam się, i mówię że cudne, że mieć je muszę. Ale który mebelek wybrać, by najwięcej z niego wydobyć? Bo jednak gabaryty mebelków to ich plus i minus jednocześnie. Minus jest taki, że wszystkie wozić do pacjentów nieporęcznie. Więc uznałam, że prześpię się z tym i wrócę po wybrańca kolejnego dnia. Przespałam się, omówiłam rzecz z logopsiapsiółkami i postawiłam na sofę. Oto ona:

 Dlaczego sofa a nie łóżko czy fotel? Na wszystkich można ćwiczyć relacje przestrzenne (na, pod, obok, za, przed, a także w - bo każdy z tych mebelków jest otwierany), sofa pozwala także na ćwiczenia czasowników (śpi, siedzi, leży, ...), liczby poj. i mn. (siedzi - siedzą, leży - leżą itd.).

I jeszcze jedna atrakcja, którą posiadało łóżko, ale którego nie miał fotel - wewnątrz sofy jest lustro! Bo tak naprawdę wszystkie te mebelki to szkatułki na biżuterię. A nam, logopedom, poza programowaniem języka posłużyć mogą do ćwiczeń praksji oralnej (czyli gimnastyki buzi i języka) przed lustrem.

PS Kubek na zdjęciach jest miernikiem wielkości mebelka, w tle zaś wspomniany nieporządek :p Niestety wszystkie zabawki zostały w pokoju, w którym śpi Zaneczka, więc zdjęć z desygnatami nie będzie.

Jak uczyć relacji przestrzennych pisała Głoska, nie będę się więc powtarzać - tu instrukcje http://blog.centrumgloska.pl/2015/01/relacje-przestrzenne/

Pozdrawiam, polecam!

Anna K.-L.