Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda symultaniczno-sekwencyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda symultaniczno-sekwencyjna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Najgenialniejsza pomoc do nauki czytania jaką kiedykolwiek wymyśliłam

Napisałam na fb: W tym pudełku mieści się najgenialniejsza pomoc do nauki czytania jaką kiedykolwiek wymyśliłam. Trwała a jednocześnie wielokrotnego użytku. I co najważniejsze - przez działanie i zabawę. Idealna, gdy doba okaże się za krótka, by tworzyć arcydzieła, a przecież bardzo estetyczna i nie byle jaka. Mówię Wam, cudo!


Nim jednak zaprezentuję Państwu jak to jest zrobione i z czego, kilka uwag tytułem wstępu. Tak naprawdę nie ma rzeczy uniwersalnych. Sama dysponuję całkiem pokaźnym zbiorem oryginalnych pomocy logopedycznych: żółtych teczek z Arsonu, zestawu Stymulacja i Terapia WiRU, pakietu teczek konferencji-logopedycznych i jeszcze wielu, wielu innych. Jedne są bardziej, inne mniej przydatne. Ale okazuje się, że najlepiej służą mi pomoce, którym cele nadaję sama. Na przykład wystarczy mi logopedyczny zbiór wyrazów dla utrwalenia konkretnej głoski, a z niego wyczaruję gry i zabawy, dzięki którym mój uczeń chętnie będzie tworzyć ruchową matrycę nowego sposobu realizacji.

Czasami, by otworzyć swój umysł na twórczość trzeba zrezygnować z podpowiedzi (sic!). Ja musiałam jakiś czas temu zablokować sobie wyskakujące powiadomienia o nowościach z kilku stron i blogów innych logopedów i rodziców - przestały być dla mnie inspiracją a stały się torturą: że on ładniej, że lepiej, że bardziej wymyślnie. A najlepiej jest tylko wtedy, gdy samemu czuje się narzędzie, wie jak się je stosuje i wierzy w sens jego użycia, i gdy - jednocześnie - zna się swojego ucznia, widzi się go jako konkretną osobę, z właściwymi sobie upodobaniami, zainteresowaniami, ale i trudnościami i - humorkami!

Przejdźmy jednak do mojej PRZEGENIALNEJ POMOCY LOGOPEDYCZNEJ DO NAUKI CZYTANIA!

Używam chętnie, zwłaszcza dla młodszych dzieci, wkładanek. Na odwrocie wpisuję czy wrysowuję to, co jest mi potrzebne, i podczas ćwiczenia kieruję uwagą dziecka, by analizowało wzór i wkładało elementy układanki realizując zamierzone cele. Np. gdy utrwalamy sylaby różnych paradygmatów, wpisuję sylaby. Gdy ćwiczymy dostrzeganie różnic - podobne wzory różniące się małym szczegółem. I próbowałam już różnych rozwiązań aby te wkładanki były nie na raz, ale dla wielu i w różnych celach. Przyklejałam ćwiczony materiał na taśmie malarskiej (bo łatwo się odkleja a wyraźnie widać na niej to, co zapisane), oklejałam elementy wkładanki folią i pisałam mazakiem suchościelarnym (ale mazaki suchościeralne mają tę wadę, że zmywają się w pierwszym lepszym kontakcie ze skórą), przyklejałam karteczki samoprzylepne (ale za łatwo się odklejały). W końcu wpadłam na TEN GENIALNY POMYSŁ <złowieszczy śmiech i wink>

POTRZEBNE:
- tablica magnetyczna: w domu może być lodówka w googlach można szukać pod "tablica edukacyjna magnetyczna kredowa" lub kombinacją tych słów - ja mam tego typu 
- magnesy: gotowy komplet magnesów tworzących obrazek, albo magnesy pojedyncze, albo taśma magnetyczna samoprzylepna, którą podklei się pod zrobione własnoręcznie układanki czy też układanki z innego kompletu, które od teraz już będą magnetyczne, bo podklejone.
- pisak kredowy (to nieoceniony klucz do sukcesu! Zwykła kreda się sypie i ściera się równie łatwo jak pisak suchościeralny z folii, ta zaś ma konsystencję płynną, która po chwili wysycha, dzięki czemu można go używać do wielu powierzchni, na których będzie właśnie trwały i zmyje się dopiero wodą)
- kartki papieru, ołówek, pisak.

JAK TO ZROBIĆ?
1. Ułożyć sobie któreś zwierzątko (wzór) na kartce papieru, obrysować elementy połączone ze sobą.
2. W każdy element narysowany i ten magnetyczny wpisać to, czego się uczymy - tak aby taki sam  był na kartce i na magnesie.
3. Bardzo ważne: zanim się da dziecku zabawkę wyjaśnić reguły, inaczej może mu się tak spodobać zabawka, że informacja o tym, że oprócz wykazania własnej kreatywności w tworzeniu ma jeszcze czytać czy dopasowywać jakieś elementy zgasi w nim potencjalny zapał do pracy. A naprawdę można się tak bawić i bawić, nie wiedząc, że to nauka!

Mam niestety tylko jedno zdjęcie poglądowe, ale widać na nim wszystkie elementy. Z resztą myślę, że opisałam rzecz całkiem precyzyjnie. W razie czego proszę pisać, chętnie odpowiem.


MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:
1. Nauka przez zabawę (tu podczas czytania samogłosek przez dwulatkę) http://logozabawki.blogspot.com/2015/03/nauka-czytania-samogosek-z.html
2. Jak się bawić aby dziecię chciało realizować nasze cele (na przykładzie nauki prawidłowego chwytu)  http://logozabawki.blogspot.com/2015/04/prawidowy-chwyt-podczas-rysowania.html
3. Co można wyczarować z pianki (tu akurat świątecznie, ale nada się na magnesy http://logozabawki.blogspot.com/2014/11/przedswiatecznie-i-logopedycznie-nauka.html).


piątek, 10 lipca 2015

Kucyki Pony

Propozycje ćwiczeń:

1. Kategoryzacja ze względu na kolor, bez względu na kształt.

2. Kategoryzacja ze względu na kształt, bez względu na kolor.

3. Trudniejsze kategoryzacje. Szukanie cech wspólnych (co je łączy?), wykluczanie ze zbioru (dostrzeżenie cechy łączącej i obrazka nie pasującego do pozostałych). I niesłychanie trudna rzecz: praca na tym samym materiale i ZMIANA zasady. Np. takie kategorie: 

co je łączy? (w kolumnach), przykładowa odpowiedź: w jednej kolumnie kucyki stoją skierowane całym ciałem w lewo, w drugiej tylko głowę kierują w prawą stronę

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: żółty kucyk, bo je innego koloru

co nie pasuje? przykładowa odpowiedź: drugi kucyk, bo tylko on kieruje samą głowę w lewo. Albo kucyk trzeci, bo tylko on ma kręcone włosy. W tych ćwiczeniach bardzo ważne jest wysłuchanie uzasadnienia dziecka, to nie są ćwiczenia zamknięte. Jeśli uzasadnienie jest sensowne, rzeczywiście jakaś cecha łączy wszystkie poza wykluczonym obrazkiem - jest ona dobra, mimo że my założyliśmy sobie inne rozwiązanie. I to też jest ważna nauka dla diecka: tak, masz rację, nie pomyślałam o tym, ale to słuszne. Ja układając to zadanie, myślałam, że nie pasuje ten - jak myślisz, dlaczego? J próbuję małymi kroczkami, podpowiadać, lubię gdy dziecko samo znajduje ostatecznie odpowiedź.

Co nie pasuje? Np. trzeci kucyk, bo kieruje samą głowę w lewo, stojąc zwrócony ciałem  w prawo. O i jednocześnie tylko on ma proste włosy ;)


Co nie pasuje? Drugi - tylko on ma skrzydełka. Albo piąty - tylko on ma kapelusz. 

4. Pamięć 
Trzeba mieć po 2 zestawy kucyków. Wybieramy - w zależności od możliwości dziecka kilka i dajemy je dziecku. Pokazujemy jeden pasek i prosimy o zapamiętanie. Zasłaniamy go, a dziecię układa pod spodem w tej samej kolejności. Na koniec możemy odwrócić pasek i kucyki dołożone przez ucznia i poprosić o odczytanie sekwencji sylab.

Wersja 2: zapamiętanie sekwencji sylab: prezentujemy pasek sylab, dziecko czyta je i zapamiętuje, układa ze swojego zestawu w tej samej kolejności. Ćwiczymy czytanie.

Wersja 3: zapamiętanie wypowiadanej przez dorosłego sekwencji sylab i ułożenie jej w kolejności. Na koniec można odwrócić sylaby i porównać czy obrazki na odwrocie zgadzają się z tymi, które wypowiedział dorosły. Ćwiczymy sekwencje słuchowe i znajomość sylab.

Wersja 4: kartoniki są wycięte i ćwicząc pamięć prezentujemy po jednym kartoniku, od razu go zasłaniając i układając kolejne. Po ułożeniu całej sekwencji prosimy o ułożenie tak samo. Ćwiczymy pamięć sekwencyjną. Na koniec można odwrócić i sprawdzić czytanie.

To tylko przykładowe ćwiczenia. Tak jak kategoryzacje, relacje, dostrzeganie cech wspólnych i różnicujących możemy ćwiczyć na obrazkach, tak samo możemy je ćwiczyć na sylabach - są zapisane na odwrocie.

Jak przygotować zestaw?
1. Znajdź grafikę, np. http://photos.nasza-klasa.pl/50420113/3/main/a7a75df128.jpeg
2. Wydrukuj w dwóch egzemplarzach.
3. Na odwrotach wpisz sylaby, które ćwiczycie. Zapisz je w tych samych miejscach na obu egzemplarzach.
4. Dla utrwalenia warto zalaminować.
5. Wytnij.



Możecie też przygotować zestaw wspólnie :) Moja prawie trzyletnia córka oczywiście nie omieszkała mi pomóc - wkładała kucyki do laminatora, naciskała guzik włącz i wyłącz. Starsze dziecko może wycinać (ćwiczenie motoryki małej). 

A tak wygląda droga Matki-Polki do pracy :)
Dzieci własne najpierw trzeba zawieźć do Nanusi. Powiem Wam, że pierwszy raz, gdy zapakowałam dwójkę szkrabów do samochodu, a do tego cztery pokaźne torby (jedna Adasia, druga moja prywatna, trzecia i czwarta z materiałami do terapii) czułam się bohaterem swojego domu! 

I mkniemy naszym sŁówkowym wehikułem :)

piątek, 12 czerwca 2015

Mama, Zuzia umie czytać!

W odpowiedzi na post Kasi Czyżyckiej Nie czytaj dziecku książeczek jeśli nie chce - jak to moja Zuza (2;7) mamie mówi: "A kysz! A kysz!" aby książeczkę czytać mogła już w ogóle sama. 



Pierwszy film (choć nagrany jako drugi lub trzeci): Zu "czyta" o zwierzątkach: co mówią, co robią. Dobrze wiem, że naśladowanie jest rozwojowe, mimo to mnie Zuza zachwyca i rozczula odbijając jak w lustrze to, co my robimy <3


Ostatnio Zu wyciąga sobie z półek książki (księgi bajek, swoje małe książeczki albo moje książki do zajęć) i czyta, za każdym razem tak samo: "Dawno dawno temu..." lub "Pewnego razu...". To dlatego, że na dobranoc opowiadamy jej bajki. Zaczynają się w standardowy sposób, a potem już nie ma ani Śpiącej Królewny, ani Czerwonego Kapturka - jest Królewna Zuzia, która miała Malutkiego Braciszka Adasia (vel Bartusia), mamusię i tatusia. To mąż zapoczątkował te bajki, gdy go pierwszy raz podsłuchałam, zachwyciłam się. Zaczyna się właśnie zawsze tak samo, a potem jest fantazjowanie: o tym jak tata kupił Zuzi rower i pojechali na przejażdżkę, o tym jak z Nanusią poszli w góry, jak pojechaliśmy do Babsi Helenki itd. Muszę przyznać, że tata jest tu bardziej twórczy niż mama. Ja z Zuzią "przerabiam" to co było ;) Zaczynam jak mąż, a potem z perspektywy Królewny Zuzi opowiadam to co się dzisiaj działo lub to co planujemy na jutro czy najbliższy czas. Zazwyczaj Zuzia chce jeszcze i jeszcze :) 


A gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego matka-logopeda i do tego po studiach u prof. Cieszyńskiej pozwala własnej latorośli łamać linearny porządek odwracania stron (po polsku: czytać ksiażeczkę od końca a nie od początku): ciemna strona Zuzy ;)

Jak w ogóle zaczęło się nasze czytanie? Jako ta Matka Polonistka (chyba już o tym pisałam?) chciałam oczywiście Zuzce czytać od urodzenia. Niestety ona nie była taka chętna. Mimo, że stosowałam się do zaleceń: zacząć od prawej półkuli, czyli rytm, intonacja - innymi słowy wiersze, rymowanki. A gdzie tam! Jak tylko zaczynałam czytać mój noworodek a później niemowlę zaczynało płakać. Trudno. Nie stworzyliśmy codziennego rytuału czytania. Gdy zaczął się okres poznawania przez buzię i rączki, do tych rączek dawaliśmy Zuzce nie tylko grzechotki i gryzaczki, ale też książeczki. I bardzo szybko poznała książeczki cioci Jagody. Duma mnie rozpierała, że oto moje niemowlę szanuje książeczki papierowe, bo jeszcze nim skończyła rok pozwalałam jej oglądać książeczki z sylabami. Oczywiście, że przyszedł czas, gdy sprawdziła "jak to jest zrobione" i dlatego kilka książeczek mamy w rozsypce, grunt, że jest z nimi oswojona i bardzo lubi. 

Ok, więcej czasu nie mam - a skąd mam go tak wiele? Adasiek z każdym dniem wydłuża mi dobę, wstając coraz to wcześniej. Dziś o 4.45... 

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników!

PS Jeśli chodzi o obiecane nagrania z głużeniem itp. przepadły w czeluściach twardego dysku... Chaos i nieporządek panujący w moim komputerze przeraża mnie. Jeszcze nie mam odwagi go okiełznać, wybaczcie ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Prawidłowy chwyt podczas rysowania, samogłoski i motylki - filmy.

Wracam do pracy! Przy okazji przygotowywania ćwiczeń dla moich podopiecznych pobawiłyśmy się z Zuzią. Bo Zuzia oczywiście wielce zainteresowana. Dla J. będzie wersja ze spinaczami biurowymi, Zu uczy się natomiast trzymać narzędzie pisarskie - w tym wypadku mazak.

Proszę zauważyć, że Zuzia w ogóle nie wie, że uczy się trzymać pisak. Zuzia świetnie się bawi malując motylki i kwiatuszki, licząc, nazywając części ciała i części kwiatuszka. A potem czytając, szukając, dokładając i wybierając.

Najlepiej człowiek uczy się w działaniu - nie tylko dziecko, dorosły też. Dopóki sama nie prowadzę samochodu z punktu A do punktu B zupełnie nie znam trasy. Choćbym siedziała obok kierowcy ze sto razy. Dopiero kiedy poprowadzę - wiem i umiem. Z dziećmi podobnie: dajmy doświadczyć a się nauczą. Tysiące powtórzeń. Twoje dziecko za nic nie chce uczyć się prawidłowego chwytu? Niech nie wie, że się uczy. Mocno skupcie się na efekcie: oto malujecie motylka, sześć motylków. Potem kwiatki. Auta, pieski, żaby - cokolwiek Twoje dziecię lubi. A chwyt jest poniekąd. Ty wiesz, że ćwiczycie, ono wcale nie musi. Intonuj. Graj sobą. Zachęcaj samym sposobem w jaki z dzieckiem rozmawiasz.

A prowadzenie ręki dziecka? To jeszcze jeden trik nauczyciela. Nie mów dziecku, że oto prowadzisz jego dłoń aby mu pomóc (chyba że chce takich zapewnień). Spokojnie może żyć z przeświadczeniem, że ono samo to robi. Niektóre dzieci chcą oparcia i pewności, że robią coś razem, inne (mimo że robicie coś razem) chcą mieć pewność, że są samodzielne. Więc wzmacniaj tę pewność mówiąc "Zosia maluje", "Zosia trzyma", "Zosia umie". Jak już z Zuzią namalowałyśmy te wszystkie motylki i kwiatuszki, zostawiłam Zu samą z pisakami i kartką i namalowała tęczę. Całkiem nieźle trzymała pisaki, aczkolwiek trzymała je wysoko. I to wypracujemy, ale już po jednorazowej sesji zmierzała do takiego układu paluszków jaki powtórzyłyśmy kilkanaście razy, już po tej jednej zabawie wybierała pisaki po kolei (aktualnie jest na etapie różowego i tylko ten wybierała zanim zastosowałam taktykę odkładania daleko już użytego koloru), pięknie je otwierała i zamykała (gdy dawałam jej pisaki i zostawiałam samą, pisaki wiecznie zostawały otwarte). 

I ile radości z tychże samogłosek! Pora chyba je odłożyć i zająć się zwierzątkami i czytaniem wyrażeń dźwiękonaśladowczych.

A tutaj filmy:


1. Tworzymy - sprawność manualna przy otwieraniu i zamykaniu pisaków, chwytaniu pisaka.

2. Czytamy - przy okazji ćwiczymy praksję oralną szeroko otwierając usta do samogłosek.

3. Zu samodzielnie rysuje - tęczę, jak mi zdradziła.

wtorek, 17 marca 2015

Nauka czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną (samogłoski)

Nadszedł dzień, w którym Zuzia (2;4) trafia do Internetu. Długo wzbranialiśmy się z mężem przed prezentowaniem na forum publicznym wizerunku naszych dzieci. W końcu uznaliśmy, że dla celów terapeutycznych, naukowych warto to zrobić. 

Prezentujemy z Zu jak można pracować z książeczkami "Samogłoski" z serii "Kocham czytać" J. Cieszyńskiej. Kiedy uczyłam Zuzię czytać samogłoski, dodatkowo stosowałam Gesty Wizualizacyjne - to właśnie je wskazuje dziewczynka. 

I tak:
- A to odwiedzenie brody w dół
- Y to uniesienie rąk do góry i wysunięcie lekko brody (u Zu Y w izolacji brzmi bardziej jak I, pracujemy nad tym ;))
- U to podłożenie pod brodę pięści ułożonej w "beczkę"
- O to obrysowanie palcem okrągłych jak jajeczko ust
- E to wskazanie na lekko wystający język
- I to wskazanie palcem szeroko rozciągniętych ust.

To są akurat gesty J. Cieszyńskiej, ale sporo innych autorów wymyśliło systemy gestów wspierających mówienie (artykulację). W gestach Cieszyńskiej chodzi o to, by połączyć ruch z zakresu małej motoryki z ruchem tzw. praksji oralnej i/lub obrazem zapisanej litery. To zawsze wskazanie na ułożenie narządów mowy (żeby wypowiedzieć O trzeba zaokrąglić usta, żeby wypowiedzieć U - ściągnąć je w dzióbek itd.). Wysunięcie języka przy E oczywiście jest czymś więcej niż trzeba w prawidłowej artykulacji tej głoski, autorka GW twierdzi wszak, że z obserwacji jej i użytkowników GW to wyolbrzymienie pomaga dzieciom w prawidłowej artykulacji i jej odróżnieniu od A a z czasem wysuwanie języka ustępuje samoistnie. 

A i Y graficznie są bardzo podobne, może dorosłym ciężko to zauważyć, bo mają ich obraz już mocno utrwalony. Jednak przyjrzyjcie się dobrze: A jest prawie takie samo jak Y, tylko odwrócone i z małą kreseczką pośrodku. Dla dzieci z ryzyka dysleksji i innych z zaburzeniami spostrzegania wzrokowego bądź funkcjonowania lewej półkuli mózgu (dostrzegania różnic) one są naprawdę podobne. Moja Zuza mimo, że widziała i czytała te literki serki razy wciąż je myli. A wystarczy, że przypomnę jej "rączki do góry" i już wie, że to nie A lecz Y. Dlatego szczerze zachęcam do używania GW podczas nauki samogłosek. 

Kiedy uczymy małe dziecko, używanie naukowego języka jest absurdalne, najlepiej wykorzystać mechanizm naśladowania: przesadnie prezentujemy układ ust, gdy sami wypowiadamy głoskę, dodatkowo stosując umowny gest. To oddziaływanie na wiele zmysłów: słuch (dźwięk głoski), wzrok (układ ust), dotyk (gest). Żeby się czegoś nauczyć trzeba tego doświadczyć, prawda? :)


Na marginesie chciałabym dodać, że moja Zu uwielbia czytanie. Sama dopomina się, że chce czytać. Gdy pytam w co chce się bawić często wybiera właśnie czytanie. Mój cel wczesnego nauczania czytania własnego dziecka został więc osiągnięty: dla Zu to przyjemność a nie przykry obowiązek. Nawiązując jednak do akcji "Cała Polska czyta dzieciom" i filmiku na którym ojciec na sali porodowej zaczyna czytać bajkę, chciałabym uspokoić rodziców, których dzieci za nic nie chcą słuchać, gdy rodzice im czytają. Moja Zuza bardzo długo też nie chciała. Jako dla polonistki i miłośniczki literatury było to dla mnie trudne doświadczenie, zwłaszcza gdy czytałam o tych wszystkich pięknych rodzinach, w których dzieci zasypiają podczas czytania bajek. Od urodzenia! Moja, gdy zaczynałam czytać, buntowała się. Jako niemowlę protestowała płaczem i zniecierpliwieniem, jako starsze niemowlę słowem "nie". Nie zrażałam się i wracałam do książek w różnych porach dnia, w końcu polubiła to. Za sprawą książeczek z serii "Mini Cotkotu" - zdążyłam przeczytać krótki tekst nim Zu w błyskawicznym tempie przewróciła stronę a zagadka na końcu książeczki była dla niej nagrodą, do której lubiła wracać. Na marginesie dwa: bajki i baśnie są dla maluszków za trudne, one nie rozumieją jeszcze tego skomplikowanego języka. U maluszków zaczynamy przygodę ze słuchaniem czytanego tekstu od rytmicznych prostych wierszyków, początkowo bowiem dzieci słuchają melodii. I dużo nazywamy, opowiadamy własnymi słowami wskazując palcem, zadajemy pytania, zachęcając do wskazywania i odpowiadania. I jeszcze nawiązując do filmiku: Zu już wszystko powtarza, dlatego czytanie książeczek wykorzystuję jako zachętę do wypowiadania dłuższych konstrukcji. Kolejne książeczki z serii wykorzystujemy do pracy nad wyrazistością wymowy, po prostu wyraźnie układam moje usta (np. przy ciszących kwadracik z ust, przy wargowo-zębowych zagryzanie wargi) i używam GA i skłaniam córkę by popatrzyła na mnie i powtórzyła. Proszę także zwrócić uwagę na moje powtarzanie zdań za Zuzią. Nie komentuję, czy powiedziała dobrze czy źle, nie poprawiam a jedynie powtarzam w sposób artykulacyjnie czysty - podając jej tym samym wzór. Taki sposób nie zniechęca do mówienia.

I jeszcze - dla osób, które nie znają podstawowych założeń nauki czytania ww. metodą. Uczymy czytać tylko samogłoski, nie cały alfabet. Spółgłoski pojawiają się w sylabach (PA PO PU PÓ PE PI PY, MA MO MU MÓ ME MI MY itd.). Dlaczego to tak ważne? Spróbuję wyjaśnić prostym językiem. SAMOgłoski są samodzielne. Można usłyszeć SAMĄ samo-głoskę i wypowiedzieć ją SAMĄ. Natomiast SPÓŁgłoski są niesamodzielne. Litery, które są graficznym obrazem głosek (dźwięków) nie oddają tej dwoistości. Alfabet to kolejno A B C D... Głoski brzmią A By Cy Dy Zy... a liter A Be Ce De Zet... itd. Pojawia się tzw. element wokaliczny, ponieważ SPÓŁgłoski nie mogą występować SAMOdzielnie. W sylabach, wyrazach i tekstach tego elementu wokalicznego nie słychać, natomiast w izolacji zawsze. Bo (powtarzam raz jeszcze) taka natura SPÓŁgłosek: zawsze występuję wSPÓLnie z innym dźwiękiem. Aby dzieciom więc nie robić wody z mózgu, nie uczymy nazw liter czy głosek a od razu wprowadzamy takie konstrukcje, które da się wypowiedzieć. Nigdy w metodzie symultaniczno-sekwencyjnej nie powiemy dziecku zdani typu "P jak parasol" bo przecież tak naprawdę mówimy i słyszymy "py jak parasol" co prawdą nie jest (parasol zaczyna się przecież na PA). Uczulam, że znajomość alfabetu ma się do nauki czytania tak jak znajomość tabliczki mnożenia do umiejętności gotowania jajek. Albo gorzej, bo może utrudniać naukę czytania. Ale to już dłuższy temat na odrębną rozmowę. Tu tylko sygnalizuję.


poniedziałek, 2 marca 2015

Nauka czytania samogłosek z wykorzystaniem zestawu "Gdzie jest A?"

Z dwulatkami (małymi dziećmi) jest tak, że bez zabawy uczyć się nie chcą. I bardzo dobrze - takie ich prawo, taka ich natura! Dodatkowo 2-latki przechodzą niezwykle ważny rozwojowo czas - tzw. bunt dwulatka. Lepiej nie próbować się wtedy z nimi kłócić. Będzie mur zwielokrotnionego NIE. Jak tutaj - Spacer versus zabawa. Więc zamiast kłótni - płynne przejście do ćwiczenia w inny sposób. Bo stanowczość i konsekwencja rodzica/opiekuna/terapeuty wcale nie oznacza toczenia bitwy z dzieckiem. Dziecko nie musi wiedzieć, że oto robi właśnie to ćwiczenie, które chce przeprowadzić terapeuta. Terapeuta nie musi trzymać się kurczowo schematu, zaplanowanej wersji zdarzeń. Jak nie drzwiami to oknem - byle wejść do jego świata :) Z moją Zuzką często napotykam na NIE dla NIE. Nie mówię, że jest łatwo się nie zdenerwować, ale raz po raz przekonuję się, że wystarczy zmienić sposób a już Kluska chętnie bawi się w to, co założyłam. Jak na filmiku ;) Z 24.11.2014r. (w końcu mam czas na odgrzebanie staroci ;)).

Materiał użyty w filmie to zestaw "Gdzie jest A?" z konferencji-logopedycznych.

To moje "rączki do góry" gdy ZU nie może sobie przypomnieć nazwy "Y" to odwołanie do prawopółkulowych mechanizmów  nauki czytania. Gest artykulacyjny wzniesienia ramion odwołuje się do obrazu graficznego litery (czyż Y nie wygląda jakby podnosiło ramiona do góry?), to odwołanie do sytuacji - ucząc Kluskę samogłosek pokazywałam jej obrazki sytuacyjne, na jednym z nich chłopiec który wygrał zawody podnosił właśnie rączki do góry i krzyczał radośnie Y! Na marginesie - muszę kiedyś pokazać Państwu mój handmadowy zestaw samogłosek z obrazkami. Dopiero pracując na nim z Zuzią zorientowałam się bowiem, że łaciata świnka to niezbyt fortunny wybór: ZU konsekwentnie bowiem ten obrazek czytała jako "MU" :) Więcej o gestach artykulacyjnych można znaleźć TU i TU. W pierwszej z uzasadnieniem teoretycznym i metodologią postępowania przy korekcie wad wymowy czy wywoływaniu głosek w wszelkich ORMach, w drugiej sztywne kartoniki z gestem i głoską - taka ściąga. A propos: wywołując czy ucząc prawidłowej artykulacji głosek na kolejnych etapach dobrze jest korzystać z tzw. wsparcia polisensorycznego, czyli oddziaływania na wszystkie zmysły. Logopeda musi znać fantastycznie fonetykę i fonologię języka polskiego, wiedzieć co gdzie i czego dotyka, w którym miejscu "ust" jest szczelina czy zwarcie itd. Do tego szczypta wyobraźni i twórczości i można przemawiać do wyobraźni i odczuć dziecka/dorosłego. Wsparcie polisensoryczne to pantomima dłoni, mówienie do ręki (policzka), przykładanie dłoni do ust, krtani, wskazywanie na ciepło oddechu, sposób jego rozpraszania, rysowanie głosek etc. Jest wiele sposobów, a praktyka nadal zaskakuje. Kiedyś mój uczeń (dorosły, r jednowibracyjne) ćwiczył z uporem wibracje apeksu powtarzając logotomy z podwojonym D i inne zbitki zbliżające do dziąsłowej drżącej. Eureka wykrzyknął dopiero wtedy, gdy przypadkowo spadł mu na ziemię ołówek, a ten - schylając się po niego, i wciąż ćwicząc zbitki - usłyszał własne zwielokrotnione r! Gdyby nie upór w ćwiczeniach przypadek nie zamieniłby się w tak szczęśliwe zakończenie - dlatego dodaję otuchy wszystkim tym, którym nie chce wskoczyć upragniona głoska: uda się! 

środa, 11 lutego 2015

Jak zainteresować dziecko ćwiczeniami pamięci symultanicznej i sekwencyjnej?

Sporo dzieci, które diagnozuję i których terapię prowadzę nie lubi ćwiczeń pamięci. Albo ich nie rozumie. Wzorując się próbami z SONu i pomysłem Pani A. P. (przygotowała samolot z okienkami działający wg zasad, które zaraz opiszę) postanowiłam ubrać to ćwiczenie w zabawę. Dotąd miałam same okienka. Nie dla wszystkich dzieci były one czytelne. Podczas dzisiejszej diagnozy 2,5-latka zobaczę jak sobie poradzi z okienkami w statku. A Państwu opisuję "jak to się robi".

Ćwiczenia pamięci w metodzie krakowskiej to przede wszystkim ćwiczenia pamięci symultanicznej (przetwarzanej przez prawą półkulę mózgu, która działa holistycznie, całościowo), ćwiczenia pamięci sekwencyjnej (przetwarzanej przez lewą półkulę mózgu, która działa sekwencyjnie, szczegółowo) czy ćwiczenia pojemności pamięci. W terapii zazwyczaj zaczynamy od ćwiczeń pamięci symultanicznej, gdyż są one łatwiejsze dla dzieci z zaburzeniami języka.

Do ćwiczenia należy przygotować sobie zestawy obrazków - po dwa takie same. Poniżej planszy układamy obrazki z których wybierać będzie dziecię, dla siebie zostawiamy komplet takich samych obrazków. Kiedy w okienkach układamy obrazki, które ma zapamiętać dziecię, jego obrazki powinny być zasłonięte - by nie rozpraszać i nie sugerować.

PAMIĘĆ SEKWENYCJNA
1. W pierwszym po lewej okienku układamy jeden z obrazków. Możemy użyć polecenia typu "taki tu, zapamiętaj". Zasłaniamy go.

 2. W drugim okienku układamy drugi obrazek, polecenie, zasłaniamy. Jeśli mielibyśmy więcej okienek analogicznie postępowalibyśmy z kolejnymi. To bardzo ważne żeby zachować porządek od lewej do prawej, bo taki jest w naszej kulturze kierunek czytania i pisania.



3. Teraz dziecko układa zapamiętany układ. Tu także pilnujemy porządku od lewej do prawej - za każdym razem, aż dziecię zapamięta i utrwali kierunek. Ważne jest także pilnowanie dominującej ręki. Na tym etapie dopiero odsłaniamy obrazki dziecka.

4. I sprawdzamy. Także po kolei. I cieszymy się lub zdumiewamy, jeśli się nie udało (moja 2-latka tak polubiła słowo "gapa", że w czymkolwiek się w codzienności pomyli, np. skarpetkę na lewo ubierze, od razu naśladując moją przesadną intonację mówi "Zizi gapa", chwyta się za twarz - klasyczny facepalm - kręci głową i się śmieje. Cudo!).


PAMIĘĆ SYMULTANICZNA
1. Układamy obrazki w obu okienkach jednocześnie, i jednocześnie je zakrywamy.

2. Dziecię układa zapamiętane obrazki, i pilnujemy porządku od lewej do prawej.

3. Sprawdzamy jak w przypadku pamięci sekwencyjnej.

Wykonanie: kolorowy blok techniczny, nożyczki, klej, rzep na taśmie. Użyte przeze mnie obrazki pochodzą z zestawu Sedivy - Ćwiczenia pamięci.

czwartek, 20 listopada 2014

Przedświątecznie i logopedycznie - nauka czytania, sekwencje, różnicowanie paradygmatów i inne

W tym roku będziemy mieć pierwszą rodzinną choinkę. Choinkę z lasu - nie mogę się doczekać! No i dla tej choinki najbliższej zaczęłam już obmyślać ozdoby. Jeden z zestawów już przygotowanych to przedstawione poniżej renifery, choinki, gwiazdki, serca, świeczki i aniołki. W planach jeszcze dzwonki. Zrobione są z pianki. Wszystkie będą wisieć na granatowych wstążkach. Taki mam póki co zamysł ;) Z Kluską-Zuzką bawiłyśmy się już w sekwencje 2-elementowe i poszło, więc wykorzystałam ozdoby też dla uczennicy mojej.

Sekwencje to jedno z ćwiczeń uruchamiających leopółkulowe przetwarzanie informacji. Pierwszy etap ćwiczeń to naśladowanie (układanie takiej samej sekwencji pod sekwencją - wzorem), drugi - kontynuowanie sekwencji (jak na zdjęciu), trzeci - uzupełnianie brakujących elementów w sekwencji. Stopień trudności zwiększamy również poprzez zwiększanie ilości elementów w sekwencji oraz wybór materiału: tematyczny (konkretny, jak na zdjęciu) bądź atematyczny (symboliczny). 

Ponieważ moja uczennica ma trudność z różnicowaniem sylab z nagłosowymi głoskami P i M - właśnie taki materiał przygotowałam dla niej. Aby nie zapamiętała, że dana głoska nagłosowa jest na określonym kształcie podpisy przygotowałam w przedstawiony poniżej sposób.
Ćwiczenie czytania i różnicowania paradygmatów: Po ułożeniu sekwencji robimy hop i czytamy. Jeśli pojawia się problem z odczytaniem, wracamy do paradygmatu (śpiewamy - a co!) i/lub skojarzenia z sytuacją z książeczki z serii "Kocham czytać". Czyli odwołujemy się do prawej półkuli: całości i kontekstu. Stosuję też pomocniczno Gesty Wizualizacyjne: przy sylabach z P jest wskazania na zwarcie warg podczas wybuchu głoski (palec wskazujący na wargach), przy sylabach z M położenie otwartej dłoni na policzku (aby poczuć wibrację, mały palec dotyka skrzydełka nosa).

Ćwiczenia lewej półkuli: Relacje. Różnicowanie:Układam kilka sylab z jednego typu (czyli np. z samych aniołków), jedna różni się od pozostałych (np. PU PU MU PU) - zadaniem dziecka jest wskazanie która. Wciąż ćwiczymy czytanie i spostrzeganie wzrokowe. Inny wariant: rozkładam sylaby a A. ma znaleźć takie same. Można się też bawić w porównywanie: gdzie jest więcej/mniej serduszek, identyfikowanie: dokładanie takiego samego wzoru/sylaby do takiego samego.

Ćwiczenia pamięci: zestaw można wykorzystać także do ćwiczeń pamięci symultanicznej i sekwencyjnej. 

Uwagi techniczne: 1. Zauważyłam u kilku już podopiecznych, że to zupełnie inna rzecz sylaba na papierze a sylaba na piance, zabawce, klockach - już nie czytanie, ale zabawa faktycznie. Więc polecam bardzo wykorzystywać różne faktury do ćwiczeń materiału językowego. 2. Aby rzecz wykorzystać z różnym materiałem, sylaby zapisuję na taśmie malarskiej - nie uszkadzając pianki można ją łatwo usunąć. Również polecam.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Sylabowe gry planszowe

Uczę czasem czytać dzieci, które czytać bardzo nie lubią. Wtedy czytanie chowam w zabawę, grę. Jednym z pomysłów jest sylabowa gra planszowa.

Zaczynamy klasycznie ucząc się wszystkich sylab z paradygmatu (powtarzanie, rozumienie, nazywanie), dzięki czemu na etapie utrwalania możemy posłużyć się podpowiedziami (zamiast mówić wprost co to za sylaba, której dziecię nie pamięta, podpowiadam gestem, wskazaniem sylaby w paradygmacie bądź w kontekście - książeczce z serii "Kocham czytać").

Pierwsza plansza z paradygmatami samogłosek i sylab otwartych z P i M.

Druga plansza, dla dzieci znających już także paradygmaty sylab otwartych z B i L oraz kilka wyrazów odczytywanych globalnie (miś, piłka, auto). Są tu już też wyrazy zbudowane z samogłoski i sylaby otwartej (Ela, Ola) oraz dwóch sylab otwartych (puma, mama, Bolo, lala, lama, mapa).

W kolejnej planszy mamy samogłoski, paradygmaty sylab otwartych z P, M, B, L, F i W oraz całe wyrazy i zdania złożone z ww. sylab. Jako że na planszy się nie mieszczą dołożyłam karty losowe - pomarańczowe z tekstem i żółte z tekstem i obrazkiem (na tym etapie jeszcze nie mamy fleksji tzn. rzeczowniki odczytujemy globalnie, obrazek pozwala więc przeczytać więcej). Gdy przyjrzeć się bliżej, widać że tekst jest podkreślany łukami - to tak zwane "falbankowanie", zaznaczanie sylab, które ma ułatwić płynne czytanie sylabowo. W metodzie krakowskiej kładzie się nacisk na sposób zaznaczenia sylab, mówiąc o tym, że stosowanie różnych kolorów typu MAMA MA LODY jest wyjściem gorszym niż falbankowanie, gdyż:
1. nałożony na tekst kolor jest dodatkowym kodem, który dziecię musi rozszyfrować (a naukę czytania mamy dzieciom ułatwiać a nie utrudniać),
2. falbankowanie, czyli podkreślanie sylab pod tekstem, gdy falbankujemy podczas czytania jest dodatkową podpowiedzią o kierunku czytania (od lewej do prawej).
3. A na marginesie dodam, że dla dzieci którym falbankowanie nie wystarcza (bo np. mają duże problemy z percepcją wzrokową) pomocny jest pasek papieru, którym zasłaniamy tekst, odsłaniając w tempie odczytywania przez dziecko po jednej sylabie.


Jak grałam z moją uczennicą? Rzut kostką i przeczytanie wszystkich pól przez które przechodzimy oraz bonusowe czynności wyjaśnione graficznymi oznaczeniami i legendą, które - myślę - są wystarczająco czytelne. Uwaga: z dziećmi mającymi problemy z porządkiem linearnym lewa -> prawa zmieniłabym jedną zasadę: czytamy tylko to słowo, na które stajemy (aby nie było sytuacji gdy kształt planszy wymusza czytanie sekwencji od prawej do lewej).