Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ze skarpetki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ze skarpetki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 sierpnia 2012

Skarpetkowy Stworek Stefan

Historia powstania Stefana nie jest zbyt imponująca. Po zrobieniu sówki została mi jeszcze jedna skarpetka do pary i konieczność wprawienia się w szyciu zanim zacznę robić coś według własnego projektu. Wygooglowałam zatem skarpetkowego misia - Jak zrobić misia ze skarpety i zabrałam się do roboty. A ponieważ ponownie byłam w posiadaniu skarpetki-stópki nie zaś porządnej, pełnowymiarowej skarpety, musiałam nieco improwizować. Fakt, że dopiero nabierałam wprawy w szyciu zaowocował modyfikacją misia w stworka (uszka wyszły mi wybitnie niemisiowe). Skoro już los chciał bym nie trzymała się mocno wzoru pozwoliłam sobie też zamienić łapki pluszaka: można w nie włożyć własne palce, dzięki czemu Stefan chętnie łapkę poda ;)

Stefan powstał 26 lipca br. i wygląda tak:



Ach, i jeszcze jedna uwaga - z uwagi na użycie oczu o wątpliwej solidności należy unikać pozostawiania malucha ze Stefanem sam na sam. Z tego też powodu nie podałabym go maleńkiemu dziecku. Z resztą dopiero około 12 miesiąca dziecko nabiera tak dużych zdolności zręcznościowych, by włożyć własne paluszki w ręce Stefana (wtedy kształtuje się tzw. manipulacja specyficzna - o niej, a także o sposobach chwytania poczytać można tutaj).


ALL RIGHTS RESERVED

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Sówka Kasia z filcu i kolorowej skarpetki

Sówka Kasia nie należy jeszcze do terapeutycznej rodziny logozabawek - a przynajmniej nie jest przeznaczona dla najmłodszych szkrabów. Za to jest bardzo kolorowa i powstała ze... skarpetki! "Przepis" na skarpetkową sówkę znaleźć można tutaj. Moja ma nieco grubsze skrzydełka i rozmyślam nad przyszyciem do nich rzepów - wtedy możnaby te skrzydełka łączyć i rozdzielać - miłe zajęcie dla małych badaczy.

Ponieważ zamiast zwykłej skarpetki użyłam tzw. stopki, musiałam zastosować dodatkowe materiały. Wybór padł na filc, z uwagi na jego przyjemną, wyrazistą fakturę. Przy okazji okazało się, że z filcu szyje się bardzo prosto: nie trzeba obszywać brzegów, nic się nie pruje. Trzeba tylko uważać, by nie wybierać zbyt małych elementów - wtedy może się rwać. Filc kupuję w empiku lub w pasmanterii przy ul. Karmelickiej (przyst. Batorego) w Krakowie - naprawdę bardzo duży wybór!

Póki co poglądowe zdjęcie - lepsze wrzucę jak tylko Pan Fotograf prześle portret Kasieńki.


A jak terapeutycznie wykorzystać można sówkę? Na przykład tak:

- ucząc dzieci wyrażeń dźwiękonaśladowczych (sowa mówi UHU - z odpowiednią intonacją i pauzą po U). Malutkie dzieci nie zwracają jeszcze uwagi na obrazki, dlatego zabawka w kształcie sowy przyda się bardzo. W początkowym etapie, dla ułatwienia, możemy wręcz nie nazywać zabawki sową, ale właśnie używać dla jej określenia onomatopei UHU. Podobnie czynimy z innymi zwierzętami - pies to HAU, kot to MIAU, kura - KO KO itd. W kolejnym etapie używamy rzeczowników dla określenia zwierząt, onomatopeje oznaczają zaś czasowniki (co mówi sówka? UHU). W tym miejscu warto zaznaczyć, że "od czwartego miesiąca życia dziecka [można] zachęcać dziecko do intencjonalnego naśladowania wymawianych samogłosek i sylab - tzn. dorosły wypowiada dźwięk, a dziecko powtarza". Ważne jest także to, że "aby dziecko mogło naśladować język i szybko zacząć mówić, należy dbać o zapewnienie mu dużej liczby bodźców werbalnych możliwych do powtórzenia. Najłatwiejsze - przed ukończeniem pierwszego roku życia - do powtórzenia są onomatopeje" (źródło: J. Cieszyńska, M. Korendo "Wczesna interwencja terapeutyczna" s. 170)

- ucząc dzieci czytania (I etap zgodnie z metodą symultaniczno-sekwencyjną to czytanie samogłosek oraz wyrażeń dźwiękonaśladowczych - można zacząć już przed ukończeniem pierwszego roku życia dziecka) również można wykorzystać sówkę - na pewno dla najmłodszych będzie atrakcyjniejsza niż obrazek. Trzeba tylko uważać, żeby nie okazała się ona atrakcyjniejsza nawet od czytania! ;)

Sówka Kasia powstała 27 lipca br. Dzień po niej "zrodził się" Stworek Stefan, ale o nim już w kolejnej notce.


ALL RIGHTS RESERVED