środa, 4 lutego 2015

Na sofie siedzą misie, pod sofą leży pies, za sofą stoi mama, obok sofy jest lampa itd. - czyli relacje przestrzenne z zabawkami

Jestem fanem porządkowania. Co nie znaczy, że żyję w nieskazitelnej przestrzeni ;) Chaos nagromadza się zwłaszcza na biurku i szafkach ponad zasięgiem rąk Zuzanny aż do momentu, gdy wykluje się nań koncepcja. A potem koncepcję zapanowania nad chaosem wcielam w życie i przeszczęśliwa jestem przez dwa dni. Ale do rzeczy. 

W sklepiku misz-masz (taki mini-markecik oferujący szwarc, mydło i powidło) wypatrzyłam kiedyś koszyczki - takie jak w supermarketach na zakupy, tylko w wersji mini. Idealne dla dziecka, a jednocześnie dla osoby, która ma fioła na punkcie segregowania, układania itd. No bo w takim koszyczku i owoce można przechowywać, i bieliznę ładnie posegregować, i rajtki dziecięce i inne skarpetki i majtki nie będą się w końcu panoszyć bezkarnie po szafach. Tysiące zastosowań za jedyne 3,50 zł! Ha, ha więc zakupiłam wtedy jeden koszyczek i Zaneczka dostała go od razu. Zrobiła jeszcze tego dnia zakupy (w jarzyniaczku, to tak pięknie!) a potem w domu raz jej koszyczek podwędziłam na owe owoce wspomniane powyżej i już było wiadomo, że koszyczków potrzebujemy więcej. Bo Zu ze swojego nie zrezygnuje nawet na kilka dni.

Więc oto wczoraj, po raz pierwszy od urodzenia Adasia, wyszłam sobie na spacer. I udałam się na ul. Krzywą po koszyczki (mąż się śmiał, gdy czytał moją listę zakupów, a tam pośród płynu do mycia szyb bez amoniaku i kreta do udrażniania rur zobaczył właśnie koszyczki z Krzywej). I zakupiłam. Różowy, niech ZU ma, niech się cieszy. A czerwony wezmę ja. I już wychodząc zobaczyłam trzy cuda: fotel, sofę i łóżko. Piękne, aksamitne, w wyrazistych kolorach. Na mebelki poluję już od dłuższego czasu ale dotąd nie kupiłam. Zu od Maluszka (z okazji jego przybycia do domu) dostała w prezencie domek z mebelkami ale są one malutkie i nie do wszystkich ćwiczeń posłużą (tak, pożyczam od dziecka zabawki, by użyć ich podczas terapii - a Zu bawi się pomocami logopedycznymi. Pasjami!), natomiast te misz-maszowe były gabarytów okazałych. I zachwyciłam się, i mówię że cudne, że mieć je muszę. Ale który mebelek wybrać, by najwięcej z niego wydobyć? Bo jednak gabaryty mebelków to ich plus i minus jednocześnie. Minus jest taki, że wszystkie wozić do pacjentów nieporęcznie. Więc uznałam, że prześpię się z tym i wrócę po wybrańca kolejnego dnia. Przespałam się, omówiłam rzecz z logopsiapsiółkami i postawiłam na sofę. Oto ona:

 Dlaczego sofa a nie łóżko czy fotel? Na wszystkich można ćwiczyć relacje przestrzenne (na, pod, obok, za, przed, a także w - bo każdy z tych mebelków jest otwierany), sofa pozwala także na ćwiczenia czasowników (śpi, siedzi, leży, ...), liczby poj. i mn. (siedzi - siedzą, leży - leżą itd.).

I jeszcze jedna atrakcja, którą posiadało łóżko, ale którego nie miał fotel - wewnątrz sofy jest lustro! Bo tak naprawdę wszystkie te mebelki to szkatułki na biżuterię. A nam, logopedom, poza programowaniem języka posłużyć mogą do ćwiczeń praksji oralnej (czyli gimnastyki buzi i języka) przed lustrem.

PS Kubek na zdjęciach jest miernikiem wielkości mebelka, w tle zaś wspomniany nieporządek :p Niestety wszystkie zabawki zostały w pokoju, w którym śpi Zaneczka, więc zdjęć z desygnatami nie będzie.

Jak uczyć relacji przestrzennych pisała Głoska, nie będę się więc powtarzać - tu instrukcje http://blog.centrumgloska.pl/2015/01/relacje-przestrzenne/

Pozdrawiam, polecam!

Anna K.-L.

czwartek, 20 listopada 2014

Przedświątecznie i logopedycznie - nauka czytania, sekwencje, różnicowanie paradygmatów i inne

W tym roku będziemy mieć pierwszą rodzinną choinkę. Choinkę z lasu - nie mogę się doczekać! No i dla tej choinki najbliższej zaczęłam już obmyślać ozdoby. Jeden z zestawów już przygotowanych to przedstawione poniżej renifery, choinki, gwiazdki, serca, świeczki i aniołki. W planach jeszcze dzwonki. Zrobione są z pianki. Wszystkie będą wisieć na granatowych wstążkach. Taki mam póki co zamysł ;) Z Kluską-Zuzką bawiłyśmy się już w sekwencje 2-elementowe i poszło, więc wykorzystałam ozdoby też dla uczennicy mojej.

Sekwencje to jedno z ćwiczeń uruchamiających leopółkulowe przetwarzanie informacji. Pierwszy etap ćwiczeń to naśladowanie (układanie takiej samej sekwencji pod sekwencją - wzorem), drugi - kontynuowanie sekwencji (jak na zdjęciu), trzeci - uzupełnianie brakujących elementów w sekwencji. Stopień trudności zwiększamy również poprzez zwiększanie ilości elementów w sekwencji oraz wybór materiału: tematyczny (konkretny, jak na zdjęciu) bądź atematyczny (symboliczny). 

Ponieważ moja uczennica ma trudność z różnicowaniem sylab z nagłosowymi głoskami P i M - właśnie taki materiał przygotowałam dla niej. Aby nie zapamiętała, że dana głoska nagłosowa jest na określonym kształcie podpisy przygotowałam w przedstawiony poniżej sposób.
Ćwiczenie czytania i różnicowania paradygmatów: Po ułożeniu sekwencji robimy hop i czytamy. Jeśli pojawia się problem z odczytaniem, wracamy do paradygmatu (śpiewamy - a co!) i/lub skojarzenia z sytuacją z książeczki z serii "Kocham czytać". Czyli odwołujemy się do prawej półkuli: całości i kontekstu. Stosuję też pomocniczno Gesty Wizualizacyjne: przy sylabach z P jest wskazania na zwarcie warg podczas wybuchu głoski (palec wskazujący na wargach), przy sylabach z M położenie otwartej dłoni na policzku (aby poczuć wibrację, mały palec dotyka skrzydełka nosa).

Ćwiczenia lewej półkuli: Relacje. Różnicowanie:Układam kilka sylab z jednego typu (czyli np. z samych aniołków), jedna różni się od pozostałych (np. PU PU MU PU) - zadaniem dziecka jest wskazanie która. Wciąż ćwiczymy czytanie i spostrzeganie wzrokowe. Inny wariant: rozkładam sylaby a A. ma znaleźć takie same. Można się też bawić w porównywanie: gdzie jest więcej/mniej serduszek, identyfikowanie: dokładanie takiego samego wzoru/sylaby do takiego samego.

Ćwiczenia pamięci: zestaw można wykorzystać także do ćwiczeń pamięci symultanicznej i sekwencyjnej. 

Uwagi techniczne: 1. Zauważyłam u kilku już podopiecznych, że to zupełnie inna rzecz sylaba na papierze a sylaba na piance, zabawce, klockach - już nie czytanie, ale zabawa faktycznie. Więc polecam bardzo wykorzystywać różne faktury do ćwiczeń materiału językowego. 2. Aby rzecz wykorzystać z różnym materiałem, sylaby zapisuję na taśmie malarskiej - nie uszkadzając pianki można ją łatwo usunąć. Również polecam.

czwartek, 30 października 2014

Komplet zimowy: czapka smerfetka z kokardą i komin

Udało się! Komplet zimowy dla Zuzki wygląda tak:






Tadziu może najlepszym modelem nie jest (było nie było obwód głowy ma co najmniej dwa razy mniejszy niż Zu) - z braku laku musi jednak tę rolę pełnić. Komplet był szyty jako dwustronny ale czapka w wersji różowej nie bardzo mi się podobała więc kokardę przyszyłam na stałe i tym sposobem tylko nad kominem można się zastanawiać. A Wy jak myślicie, która wersja lepsza?

Co ciekawe komplet szyłam z materiałów nie ciętych z metra, ale z innych ubrań: z granatowej koszuli nocnej i różowego swetra. Także idea recyklingu i tutaj została zachowana ;) Korzystałam z tego wykroju na czapkę Pepi_Leti, tego na komin thready i tego na kokardę tipy.

Przyznaję bez bicia, że narobiłam błędów co nie miara i kilkakrotnie musiałam sobie pomagać tym oto przyrządem do prucia przydasię (swoją drogą - genialny wynalazek!). Szycie w biegu, z jednoczesnym gotowaniem obiadu, bawieniem się z dzieckiem i pisaniem sprawozdania nie jest jednak najłatwiejszą rzeczą i zbyt łatwo ulega się pokusie nie czytania instrukcji a kierowania się jedynie zdjęciami. Dodatkowym utrudnieniem jest brak orientacji przestrzennej - zwłaszcza przy manewrach szycia i odwracania prawej i lewej strony. W instrukcji od Pepi_Leti uczulam więc na trójkąty: łączymy ze sobą te środkowe w jednym kolorze, po jednej warstwie tylko (niby widać na zdjęciu niżej, ale jak się działa wielozadaniowo to pokusa nie wyprzedzania kolejnych poleceń jest zbyt duża), w instrukcji thready najtrudniejszy jest moment zszycia dolnego brzegu komina: najpierw po macoszemu trzeba szpilkami połączyć go od lewej strony, mimo że jest wywinięty na stronę prawą (to dość skomplikowane dla początkującego adepta sztuki krawieckiej), potem delikatnie wywinąć na dwukolorowy tunel i poprawić szpilki - dopiero w tym momencie bierzemy się za szycie. U tej blogerki jest też instrukcja jak zaszyć ręcznie dziurę zostawioną do wywinięcia materiału ściegiem krytym - polecam. Z kokardą najmniej problemu. Prosta a efektywna to rzecz.

Wcześniej uszyłam też komplet motylkowo-fioletowy i fioletową czapkę z zielonymi guzikami. Jeszcze nie obfotografowane. Jedynie komin, który zresztą jest do poprawy lub odsprzedania, bo za mały na Zuzkę - nie dodałam kilku centymetrów do obwodu głowy Zuzki, za daleko od brzegu szyłam i nie uwzględniłam, że polar jest mało rozciągliwym materiałem, co w efekcie dało 44-45cm obwodu przy Zuzkowych 48cm. Taki oto:


Póki co służy Tadziowi jako ubranko na spacer. Zu zakłada je za każdym razem gdy wychodzimy :) A dziś poprosiła, żebym uszyła Tadkowi kapcie. Ha.