Z dwulatkami (małymi dziećmi) jest tak, że bez zabawy uczyć się nie chcą. I bardzo dobrze - takie ich prawo, taka ich natura! Dodatkowo 2-latki przechodzą niezwykle ważny rozwojowo czas - tzw. bunt dwulatka. Lepiej nie próbować się wtedy z nimi kłócić. Będzie mur zwielokrotnionego NIE. Jak tutaj - Spacer versus zabawa. Więc zamiast kłótni - płynne przejście do ćwiczenia w inny sposób. Bo stanowczość i konsekwencja rodzica/opiekuna/terapeuty wcale nie oznacza toczenia bitwy z dzieckiem. Dziecko nie musi wiedzieć, że oto robi właśnie to ćwiczenie, które chce przeprowadzić terapeuta. Terapeuta nie musi trzymać się kurczowo schematu, zaplanowanej wersji zdarzeń. Jak nie drzwiami to oknem - byle wejść do jego świata :) Z moją Zuzką często napotykam na NIE dla NIE. Nie mówię, że jest łatwo się nie zdenerwować, ale raz po raz przekonuję się, że wystarczy zmienić sposób a już Kluska chętnie bawi się w to, co założyłam. Jak na filmiku ;) Z 24.11.2014r. (w końcu mam czas na odgrzebanie staroci ;)).
To moje "rączki do góry" gdy ZU nie może sobie przypomnieć nazwy "Y" to odwołanie do prawopółkulowych mechanizmów nauki czytania. Gest artykulacyjny wzniesienia ramion odwołuje się do obrazu graficznego litery (czyż Y nie wygląda jakby podnosiło ramiona do góry?), to odwołanie do sytuacji - ucząc Kluskę samogłosek pokazywałam jej obrazki sytuacyjne, na jednym z nich chłopiec który wygrał zawody podnosił właśnie rączki do góry i krzyczał radośnie Y! Na marginesie - muszę kiedyś pokazać Państwu mój handmadowy zestaw samogłosek z obrazkami. Dopiero pracując na nim z Zuzią zorientowałam się bowiem, że łaciata świnka to niezbyt fortunny wybór: ZU konsekwentnie bowiem ten obrazek czytała jako "MU" :) Więcej o gestach artykulacyjnych można znaleźć TU i TU. W pierwszej z uzasadnieniem teoretycznym i metodologią postępowania przy korekcie wad wymowy czy wywoływaniu głosek w wszelkich ORMach, w drugiej sztywne kartoniki z gestem i głoską - taka ściąga. A propos: wywołując czy ucząc prawidłowej artykulacji głosek na kolejnych etapach dobrze jest korzystać z tzw. wsparcia polisensorycznego, czyli oddziaływania na wszystkie zmysły. Logopeda musi znać fantastycznie fonetykę i fonologię języka polskiego, wiedzieć co gdzie i czego dotyka, w którym miejscu "ust" jest szczelina czy zwarcie itd. Do tego szczypta wyobraźni i twórczości i można przemawiać do wyobraźni i odczuć dziecka/dorosłego. Wsparcie polisensoryczne to pantomima dłoni, mówienie do ręki (policzka), przykładanie dłoni do ust, krtani, wskazywanie na ciepło oddechu, sposób jego rozpraszania, rysowanie głosek etc. Jest wiele sposobów, a praktyka nadal zaskakuje. Kiedyś mój uczeń (dorosły, r jednowibracyjne) ćwiczył z uporem wibracje apeksu powtarzając logotomy z podwojonym D i inne zbitki zbliżające do dziąsłowej drżącej. Eureka wykrzyknął dopiero wtedy, gdy przypadkowo spadł mu na ziemię ołówek, a ten - schylając się po niego, i wciąż ćwicząc zbitki - usłyszał własne zwielokrotnione r! Gdyby nie upór w ćwiczeniach przypadek nie zamieniłby się w tak szczęśliwe zakończenie - dlatego dodaję otuchy wszystkim tym, którym nie chce wskoczyć upragniona głoska: uda się!











