Zachwyciłam się ostatnio pięknymi grami do ćwiczeń zmysłów - niestandardowo: węchu i dotyku. Piękne propozycje dla tych pierwszych proponuje francuska marka SentoSphere. Na przykład lotto zapachowe, zapachy sadu i ogrodu czy zapachy domu mojej babci i zapachy ogrodu mojego dziadka. Jestem nimi urzeczona i mam nadzieję wkrótce stać się właścicielką któregoś z zestawów :) Polskie propozycje gier tego typu są nieco uboższe - Granna oferuje nos w nos, podobno można też dostać owoce z próbkami zapachów (podobno, bo wydawnictwo od kilkunastu dni nie odpowiada na maile a telefon mówi, że "nie ma takiego numeru"). O tym jak samemu wykonać takie memo pisała Głoska - tu. Ja dziś napiszę jak wykonać memo dotykowe :)
Potrzebne będą:
- klej (u mnie uniflex profesional)
- kolorowe pianki w arkuszach (od 11 sierpnia będą dostępne w Biedronce)
- nożyczki duże i małe
- ołówek i kartka do szkicowania
- szklanka do odrysowania koła
Pisanie krok po kroku jak to zrobić wydaje mi się zbędne. Tak to wygląda:
Za jakość zdjęć przepraszam, kiedyś "dorobię się" porządnego aparatu mam nadzieję :)
Jak grać?
Ustawiamy na stole, kształtem do blatu wszystkie koła w czterech rzędach i czterech kolumnach. Na zmianę losujemy po dwa koła i nie odwracając, dotykiem sprawdzamy co to (warto nazwać). Jeśli dwa takie same kształty, odsłaniamy je i losujemy ponownie. Wygrywa ten kto zbierze więcej par. Podpowiedzią mogą być obrazki przedstawiające to, co na kołach bądź nazwanie przed grą wszystkich elementów.
A propozycje na gotowe memo dotykowe oferuje np. bambino - ja mam dopasuj kształty, ale w katalogu dla przedszkolaków (stymulowanie rozwoju) jest mnóstwo innych. Piękne to wszystko aż buzia sama się śmieje!
Inspiracje edukacyjne i wychowawcze pisane okiem nauczyciela współorganizującego kształcenie specjalne w klasie trzeciej i nauczyciela języka polskiego jako obcego w szkole podstawowej, a także logopedy w przedszkolu. Zapraszam!
środa, 30 lipca 2014
niedziela, 29 czerwca 2014
Getry z bluzki, czyli nowe życie starych rzeczy
Pech chciał, że na kilka miesięcy przed zakupem maszyny zrobiłam w szafie rewolucję i wyrzuciłam wszystkie niepotrzebne ubrania - i te typu stare i znoszone, i te nigdy nie założone ale czekające na okazję. Słowem wszystkie te do których miałam sentyment. Tak więc gdy maszynę już miałam pojawił się problem na czym uczyć się szyć. Po zrobieniu kilku poszewek na poduszki pożegnałam się z myślą, że jeszcze wrócę do wagi sprzed ciąży i zabrałam się za ciasne w ramionach bluzki (B. mówi, że to nie to, że ręce mam grube, tylko "bicki" spore ;)).
No więc getry w paski powstały z bluzki z bufkami. Po uszyciu dwóch par spodni dresowych z wykroju umiem już robić wykrój spodni na oko ;)
O tyle łatwiej z bluzki niż z metra, że nie trzeba obszywać dołu lub góry, tunele są już gotowe.
Zuzka wrzuca kamyczki do rzeki - zdjęcie z 18.04.2014r.
wtorek, 29 kwietnia 2014
Traktat o Pani Rurce
Proszę Państwa, dziś przedstawiam Wam zestaw zabaw z rurką vel słomką do picia. Na początek krótki wstęp teoretyczny. W przyrodzie występują rurki różnej maści: długie, krótkie, proste, z zagięciem, wymyślnie powyginane, a także grube i cienkie. I teraz zależnie od tego jaką rurkę użyjemy, będziemy mieć różne efekty naszej praco-zabawy.
1. Rurka do picia. Im dłuższa i grubsza (grubsza w przekroju), tym bardziej trzeba się namęczyć, aby przez nią coś wypić. Sprawdza się więc jako ćwiczenia gimnastykujące buzię (dla fachowców: mięśnie okrężne ust).


1. Rurka do picia. Im dłuższa i grubsza (grubsza w przekroju), tym bardziej trzeba się namęczyć, aby przez nią coś wypić. Sprawdza się więc jako ćwiczenia gimnastykujące buzię (dla fachowców: mięśnie okrężne ust).
2. Rurka do dmuchania. Przy tych ćwiczeniach, jeśli mają czemuś konkretnie służyć, pilnuję aby dziecię trzymało rurkę na środku ust, nie w którymś kąciku, z boku. Bo wtedy ćwiczymy kierowanie powietrza właśnie na wprost, centralnie (tak jak jest z większością polskich głosek). Z Zuzką-Kluską dmuchałyśmy dziś w dwojaki sposób. Najpierw w kubku ze skrawkami papieru (papierki tańczyły zatem, co się dziecięciu podobało, a więc chciało to powtarzać), potem w kubku z wodą (efekt nie tylko wizualny, ale i dźwiękowy!). Zuzik nie tak od razu zrozumiał, że w rurkę można dmuchać, a nie tylko przez nią pić, więc najpierw dmuchałyśmy na papierki samymi ustami (odwołując się do doświadczenia, które Zuza już ma - dmuchamy "jak na gorącą zupę"), potem przez rurkę na te same papierki, a na koniec przez rurkę do wody. Ależ pięknie wyglądało Zuzi zaskoczenie kiedy zobaczyła i usłyszała to bul bul bul w kubeczku!
[zdjęcie: http://gopslubawa.pl/wrzesien-w-grupie-zabawowej-w-grabowie/]
3. Rurki z galaretką - wersja logopedyczna. Ostatnio chciałam wykorzystać ten pomysł - jak przygotować galaretkę "robaczki" - ale mi nie wyszło. Robaczki nie chciały z rurek wyjść, więc dziś posłużyły jako nagrodo-ćwiczenio-zabawa. Zabawa dla chłopca, który przyszedł z ciocią po brata, nagrodo-ćwiczenie dla mojego ucznia, którego język ma tendencję do asymetrycznych ruchów (ucieka w jedną stronę). A co dokładnie chłopaki z tymi rurkami z galaretką robili? Próbowali ją zjeść. A że zabroniłam przesuwać po rurce palcami, by łatwiej było ją wydobyć, musieli użyć siły swoich płuc, warg i policzków. I wciągać galaretkę z rurki ułożonej pośrodku buzi - właśnie dla symetrii.
4. Grube rurki zamieniają się w koraliki. Po nieudanym eksperymencie z galaretkowymi robakami natknęłam się w sklepie na grube rurki. Eureka! - wykrzyknęłam - w nich robaki na pewno się udadzą, bardziej stężony roztwór + gruba rurka są gwarantem udanych robaków! Zakupiłam zatem grube rurki, ale nim przeszłam do próby robakowej części drugiej - no właśnie. Grube rurki zamieniają się w koraliki. Jako że Zuzka ma dopiero (a dokładniej rzecz biorąc będzie mieć dopiero jutro) 18 miesięcy, koraliki wycięłam dość grube, na 1,5-2cm. Wzięłam kawałek sznurka do prania, przypaliłam końcówki żeby się nie pruły, z jednej strony zrobiłam supełek żeby się nie zsuwały i - voilà! Pokazałam Zuzi co z czym i umie już nawlekać - ćwiczenie sprawnośći manualnej, koordynacji ręka-oko jak znalazł! A w przyszłości będzie z mamą szyć pluszaki :)
Jeden zestaw dla 25-miesięcznej eM, drugi dla mojej Zu. Jeśli nie macie w domu sznurka, w jego charakterze może wystąpić sznurówka (nawet łatwiejsza jest, bo ma sztywny koniec) lub chudsza słomka - na nią też można nawlekać.
To tyle na razie, gdy się Zuzka obudzi, może wymyślimy coś jeszcze z udziałem Pani Rurki. I jeszcze mam w głowie post z wnioskami poszkoleniowymi i dwa tysiące siedem pomysłów z których muszę się wypisać - ale po kolei :)
Miłej zabawy z rurkami
pAnna Krystyna
Subskrybuj:
Posty (Atom)










