Kończy się powoli Tydzień Bliskości w Nowym Targu. Pogoda nas nie rozpieszcza, w domu armagedon, bo groźnie brzmiący "wirus bostoński" rozłożył na łopatki wszystkich domowników poza mną, ale serce moje zdążyło się dwa razy uradować - raz po mojej prelekcji, kiedy to prawie roczny Karolek wdrapał mi się na kolana, uśmiechnął radośnie i zaczął bić brawo (kogoż nie ucieszyłyby takie dowody uznania ;)) i drugi raz, gdy na zdjęciach z kolejnych spotkań zobaczyłam osoby, które sama zapraszałam na wydarzenie. Miło, że w Nowym Targu można i takie ziarno siać. Więcej informacji można znaleźć na stronach Tydzień Bliskości w NT i MOK NT.
Moje wystąpienie zaplanowałam sobie jako wykład nt. rozszerzania diety. To mój top temat, bo syn osobisty jest właśnie na tym etapie. Jestem człowiekiem szalenie refleksyjnym (patrz moja druga aktywność blogowa: Obmyślam świat 1), dlatego zamiast - w obliczu tak wielu aktywności, które są moim udziałem - zreferować po prostu jakiejś podejście, zabrałam się za rozważanie sensowności klasycznego modelu rozszerzania diety (karmienie łyżeczką) vs nowej mody - BLW. A zaczęłam w ogóle od odruchu ssania w ujęciu Masgutowej i Regner. I wiecie co? Tak, czuję się spełniona. Dużo wysiłku i stresu kosztują mnie te moje przedsięwzięcia, bo w końcu coś stwarzam, a to zawsze jest ryzykowne, jednak myślę sobie - cóż, raz że muszę, bo inaczej się uduszę, dwa - jest to jednak wartościowe i wzbogacające. Liczę, że nie tylko dla mnie, ale i słuchaczy ;)
W każdym razie wykład przewidziany był w ramach Tygodnia Bliskości w mieście, w którym teraz mieszkam. Odbiorcami byli rodzice. Moje rozważania mieściły się w kręgu RB a więc i to zdefiniowałam: czym dla mnie owo rodzicielstwo jest. Może po tym wykładzie, gdy powtórnie zmierzyłam się z tematem, przeredaguję swój artykuł tak, by tym razem dziecisawazne.pl przyjęło tekst bez przytłaczających zmian ;)
Przy okazji montowania przemówienia zrodziło nam się rodzinne powiedzenie. Chciałam ująć okiem kamery to jak pracuje kompleks ustno-twarzowy (haha, wiem - brzmi strasznie ;)) podczas jedzenia łyżeczką i podczas samodzielnego jedzenia kawałków pokarmów, przy okazji udało mi się złapać momenty zakrztuszeń (mąż mówi, że po prelekcji powinnam wprowadzić Adasia, żeby pokazać słuchaczom, że Adaś jest cały i zdrowy, bo momentami filmy były drastyczne :P) i zabawy. Bo zabawa to jest jedna z rzeczy, które poruszałam w wykładzie, nie zgadzając się z przedstawicielami BLW.
W każdym razie Państwu chciałabym pokazać właśnie ten fragment. "A kuku zupka" jako kwintesencja mojego rozważania o rozszerzaniu diety, o rodzicielstwie, o codzienności. Radość z małych rzeczy, bycie w zgodzie z samym sobą, bycie tu i teraz. Mistyka codzienności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz