Lubicie kolorowanki? Bardzo lubię te w formie książeczek z historią, jak "Książka do bazgrania. Oko w oko z potworami", "Podręczna książeczka do bazgrania i kolorowania" czy "Zniszcz ten dziennik" (to dla starszych, dopiero poznaję więc na 100% nie wiem czy polecić, te dla dzieci są sprawdzone i warte zakupu). Ok, więc producenci kolorowanek kombinują, żeby przyciągnąć klientelę. A producenci kredek? Też pochylają się nad wymagającymi klientami. Mamy np. kredki trójkątne czy kredki ergonomiczne - wszystko po to aby małym rączkom łatwiej było nauczyć się precyzyjnego chwytu. Ceny ich bywają jednak zatrważające (np. dla maluchów). A przecież możemy sobie kredki zrobić sami ;)
W internetach są tysiące przepisów jak przetopić połamane resztki kredek woskowych w kolorowe kredki w kształcie dyktowanym przez foremki do pieczenia. 400W w 4 minut znalazłam na jednym blogu, ale mężczyźni uznali, że mikrofala to nie najlepszy sposób na topienie kredek, wszak mogą w nich występować metale. Dla bezpieczeństwa więc kredki topione mam w piekarniku, w naczyniu żaroodpornym. W silikonowej formie na ludziki. Jak Wam się podobają? :)
Oto one:
Dzieciom bardzo! Dodatkowym atutem, poza tym że kredkę taką łatwiej chwycić (z przeciwstawieniem kciuka, co bardzo ważne) jest to, że atrakcyjny kształt przyciąga uwagę dzieci, i po prostu chcą je wypróbować. I kontynuować zabawę przy ich użyciu. Nie mogę się doczekać "testów" w większym gronie dzieci!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz