niedziela, 8 lutego 2015

DIY - kategoryzujemy klocki i ćwiczymy rączki

Przedstawione ćwiczenie będzie służyć ćwiczeniu:
- kategoryzacji atematycznej
- sprawności manualnej
- koordynacji oko-ręka.

Zależnie od tego jaką zasadę pokażemy dziecięciu, możemy ćwiczyć kategoryzacje:
- kształtu bez względu na kolor
- koloru bez względu na kształt

Kluska Zuzka 4 grudnia 2014r. bawiła się tak:

Bardzo łatwo zrobić taką zabawkę. Wystarczy jednorazowa brytfanka foliowa, kilka słomek (rurek), taśma klejąca i kolorowe (aby atrakcyjne) kształty. My akurat mamy gotowce z zestawu "Wzory kolory memory", można wszak wykonać je samodzielnie z kolorowego kartonu, pianek czy sztywnego filcu. Czas wykonania zabawki: 2 minuty. Czas jej trwałości: 15 minut ;) - bo matce się nie chciało z dzieckiem bawić, a dziecko chciało sprawdzić "jak to jest zrobione?" :)

O innych kategoryzacjach pisałam tu i tu.

piątek, 6 lutego 2015

DIY - zając, szop i myszka z rolek po papierze toaletowym

Pani Kasia z smykoterapii zrobiła piękne zabawki. O takie.  Moje na wzór i podobieństwo powyższych, jednak nie tak precyzyjne:

Potrzebne będą:
- dwie rolki po papierze toaletowym
- nożyczki
- klej
- pianka w arkuszach (lub filc czy kolorowy papier - wedle uznania)
- czarny marker
- kreda w pisaku.

Kreda w pisaku jest fajnym rozwiązaniem, bo już nie trzeba wycinać małych elementów (białek oczu), natomiast pianka jest przyjemna w dotyku i wypukła, przez to ciekawsze niż zwykły papier.

Mamy już kolejną rolkę, będzie zając ;) A maszyna nawet nawet daje radę z szyciem ściegiem prostym (niestety przy zygzaku rwie się górna nić :/) więc coś niedługo uszyję :)

edit: jest i zając:

środa, 4 lutego 2015

Na sofie siedzą misie, pod sofą leży pies, za sofą stoi mama, obok sofy jest lampa itd. - czyli relacje przestrzenne z zabawkami

Jestem fanem porządkowania. Co nie znaczy, że żyję w nieskazitelnej przestrzeni ;) Chaos nagromadza się zwłaszcza na biurku i szafkach ponad zasięgiem rąk Zuzanny aż do momentu, gdy wykluje się nań koncepcja. A potem koncepcję zapanowania nad chaosem wcielam w życie i przeszczęśliwa jestem przez dwa dni. Ale do rzeczy. 

W sklepiku misz-masz (taki mini-markecik oferujący szwarc, mydło i powidło) wypatrzyłam kiedyś koszyczki - takie jak w supermarketach na zakupy, tylko w wersji mini. Idealne dla dziecka, a jednocześnie dla osoby, która ma fioła na punkcie segregowania, układania itd. No bo w takim koszyczku i owoce można przechowywać, i bieliznę ładnie posegregować, i rajtki dziecięce i inne skarpetki i majtki nie będą się w końcu panoszyć bezkarnie po szafach. Tysiące zastosowań za jedyne 3,50 zł! Ha, ha więc zakupiłam wtedy jeden koszyczek i Zaneczka dostała go od razu. Zrobiła jeszcze tego dnia zakupy (w jarzyniaczku, to tak pięknie!) a potem w domu raz jej koszyczek podwędziłam na owe owoce wspomniane powyżej i już było wiadomo, że koszyczków potrzebujemy więcej. Bo Zu ze swojego nie zrezygnuje nawet na kilka dni.

Więc oto wczoraj, po raz pierwszy od urodzenia Adasia, wyszłam sobie na spacer. I udałam się na ul. Krzywą po koszyczki (mąż się śmiał, gdy czytał moją listę zakupów, a tam pośród płynu do mycia szyb bez amoniaku i kreta do udrażniania rur zobaczył właśnie koszyczki z Krzywej). I zakupiłam. Różowy, niech ZU ma, niech się cieszy. A czerwony wezmę ja. I już wychodząc zobaczyłam trzy cuda: fotel, sofę i łóżko. Piękne, aksamitne, w wyrazistych kolorach. Na mebelki poluję już od dłuższego czasu ale dotąd nie kupiłam. Zu od Maluszka (z okazji jego przybycia do domu) dostała w prezencie domek z mebelkami ale są one malutkie i nie do wszystkich ćwiczeń posłużą (tak, pożyczam od dziecka zabawki, by użyć ich podczas terapii - a Zu bawi się pomocami logopedycznymi. Pasjami!), natomiast te misz-maszowe były gabarytów okazałych. I zachwyciłam się, i mówię że cudne, że mieć je muszę. Ale który mebelek wybrać, by najwięcej z niego wydobyć? Bo jednak gabaryty mebelków to ich plus i minus jednocześnie. Minus jest taki, że wszystkie wozić do pacjentów nieporęcznie. Więc uznałam, że prześpię się z tym i wrócę po wybrańca kolejnego dnia. Przespałam się, omówiłam rzecz z logopsiapsiółkami i postawiłam na sofę. Oto ona:

 Dlaczego sofa a nie łóżko czy fotel? Na wszystkich można ćwiczyć relacje przestrzenne (na, pod, obok, za, przed, a także w - bo każdy z tych mebelków jest otwierany), sofa pozwala także na ćwiczenia czasowników (śpi, siedzi, leży, ...), liczby poj. i mn. (siedzi - siedzą, leży - leżą itd.).

I jeszcze jedna atrakcja, którą posiadało łóżko, ale którego nie miał fotel - wewnątrz sofy jest lustro! Bo tak naprawdę wszystkie te mebelki to szkatułki na biżuterię. A nam, logopedom, poza programowaniem języka posłużyć mogą do ćwiczeń praksji oralnej (czyli gimnastyki buzi i języka) przed lustrem.

PS Kubek na zdjęciach jest miernikiem wielkości mebelka, w tle zaś wspomniany nieporządek :p Niestety wszystkie zabawki zostały w pokoju, w którym śpi Zaneczka, więc zdjęć z desygnatami nie będzie.

Jak uczyć relacji przestrzennych pisała Głoska, nie będę się więc powtarzać - tu instrukcje http://blog.centrumgloska.pl/2015/01/relacje-przestrzenne/

Pozdrawiam, polecam!

Anna K.-L.