wtorek, 23 lipca 2019

O emocjach i rozwoju społecznym (część druga)

Kontynuując poprzedni wpis przejdźmy do prezentacji kolejnych publikacji z niżej zaprezentowanych stosów:


7. "Emocje i relacje społeczne" wyd. Konferencje Logopedyczne, M. Korendo, M. Gawor.


To zestaw stricte terapeutyczny, dotąd nie miałam okazji go użyć (nie pracowałam z nikim dla kogo byłby odpowiedni). Z założenia, co widać w instrukcji, jest bardzo, bardzo trudny. Szczerze mówiąc nie wiem czy bardziej nie posłużyłby właśnie do rozwijania narracji i wyobraźni na języku polskim w szkole niż rzeczywiście do terapii osób z trudnościami rozwojowymi i komunikacyjnymi. Chętnie poczytam opinie osób, które pracują na tym zestawie.

8. "Miłość" wyd. Entliczek, A. Desbordes i P. Martin.

Była jakiś czas temu taka akcja, aby dzieciom nie podcinać skrzydeł i ta książka jest właśnie tym: świadectwem jak nie podcinać dziecku skrzydeł. Serdecznie polecam rodzicom, ale myślę sobie, że też pedagogom, nauczycielom, wychowawcom świetlic itp. Nawet jeśli dorośli w otoczeniu dziecka warunkują swoją miłość od jego zachowania czy powodzeń i niepowodzeń, niech no młode pokolenie już od najmłodszych lat uczy się, że można inaczej. I jedna z bardziej kontrowersyjnych dla polskiej tradycji matki polki strona na zachętę:


9. "Narzekania rzeki" wyd. Literatura, K. Turaj-Kalińskia.

Waham się w sobie, czy ta książka (jak i "Miłość" wyżej wymieniona) pasują do tej kategorii książek. Ale myślę jednak, że tak. Jak to z literaturą piękną można z nich wyczytać różne rzeczy, ja akurat wyczytuję dużo o emocjach i uczuciach. "Narzekania rzeki" jest dla mnie wierszowaną historią o osobie wysoko wrażliwej (patrz: E. Aron "Wysoko wrażliwi"). O tym dziecku z zaburzeniami integracji sensorycznej, wybiórczością pokarmową i zaburzeniami ze spektrum autyzmu, które czuje, słyszy, widzi bardziej. Czytając tę książeczkę pewnemu wrażliwczykowi śmieję się serdecznie i wbijam szpileczkę: to o tobie, mówię, i czytając przesadnie pojękuję naśladując rzeczkę. Bo to też jedna z technik radzenia sobie z tym co trudne: terapia śmiechem. Zauważamy, że każda niteczka kuje, marchewka w zupie kuje w ząbki a szczotka we włosach szarpie i śmiejemy się z tego. Uf, i jakoś tak lżej. Nikt nie jest idealny, i nie będzie.

10. "Wiewiórki, które nie chciały się dzielić", wyd. Zielona Sowa, R. Bright i J. Field.

Pięknie ilustrowana, wierszowana książka, która znowuż na to co trudne (zrezygnowanie z omnipotencji i nauka dzielenia się) proponuje terapię śmiechem. Współczesność odkryła, że dziecko też człowiek i proponuje, by pozwalać dzieciom decydować o ich własności i nie wymagać by dzieliły się tym, co do nich należy, tak jak nie wymaga się od dorosłego, by dzielił się swoim sąsiadem własnym samochodem. Temat jest jednak dużo poważniejszy i nie da się go, imho, zamknąć w prostej i jednoznacznej wskazówce typu "zawsze każ się dzielić by nie wyrosło na egoistę" czy "nigdy nie każ się dzielić, szanuj jego granice". A ww. książeczka? Znów bez dydaktyzmu, po prostu poprzez opowiedzianą historię pokazuje jak się może zdarzyć i właśnie się zdarzyło. Polecam z tej serii też o Lwie i myszce (a tam o lęku, odwadze i przyjaźni).



11. "NIEtypowy Adaś" wyd. Zielona Sowa, T. Percival.

Nie chcę tej książki przegadać, więc tylko napiszę, że warto ją kupić nawet dla samych ilustracji. Albo jeszcze coś powiem. Treść jest może nadto idealistyczna i idylliczna. Bajkowa. I sama nie wiem czy to dobrze by dzieci w takich wizjach wzrastały. Ale jako jedna z wielu pozycji w biblioteczce jak najbardziej może być. Książka o tym, by nie wstydzić się tego, co różni nas od innych.

12. "Duszki, stworki i potworki" wyd. Wilga, D. Gellner.

Moje pociechy są nią zauroczone, już sama nie wiem czy rzeczywiście jakikolwiek strach był przed stworami i potworami zza szafy, czy one zawsze takie miłe i sympatyczne dla nich były? Polecam bardzo. I znów: bez technik dla rozumu a jedynie poprzez nazwanie i nadanie zaskakujących cech, łagodnych, zabawnych, ludzkich oswajanie z lękiem.

To mój ulubiony z tomiku. Myślę sobie, że jest o moich dzieciach kiedy zaczynają marudzić i mówię sobie, że powinnam je wtedy potraktować jak potworki, które pięknie jęczą :D

13. "Tappi i awantura z olbrzymem" wyd. Zielona Sowa, M. Mortka i M. Kurczewska.

To jest pozycja obowiązkowa dla każdego rodzica i nauczyciela zmagającego się z dzieckiem, któremu nauka samoobsługi nie w smak, które by chciało, jak w niemowlęctwie, aby mu dać, zrobić, przygotować. Z resztą kto by nie chciał? Ale omnipotencja potrzebna jest gatunkowi ludzkiemu tylko na początku życia, później trzeba się wziąć w garść i zatroszczyć o dobro już nawet nie tylko swoje ale też innych - i o tym jest ta książka. O życiu w społeczeństwie. Nie sobie, nie mnie, nie ja. Nie tylko i nie przede wszystkim.



14. "Co mi powiedział tata" wyd. Entliczek, A. Desboredes i M. Pauline.

Trzecia z serii książeczka o Archibaldzie, tym razem zastanawia się on co będzie, gdy dorośnie, gdy wyruszy w świat. Na każdy lęk tata ma jednak słowa otuchy. Poniższa strona najbardziej przypadła do gustu mojemu synkowi.

15. "Powiedz mi, co odczuwasz" J. Cieszyńska.
W zestawie jest bardzo dużo takich samych grafik przedstawiających emocje (buźki): smutek, złość i radość oraz te emocje u kobiety, mężczyzny, chłopca, dziewczynki oraz kilka sytuacji kontekstowych z udziałem tych postaci. Zestaw służy programowaniu języka (Metoda Krakowska) poprzez wielokrotne powtarzania struktur zdaniowych np. pani jest smutna, pan jest smutny; ćwiczeniu zdań okolicznikowych przyczyny, rozpoznawaniu emocji. Z założenia adresowana do dzieci z asd i dla nich specjalnie czarno-białe i minimalistyczne rysunki. Nie wiem czy rzeczywiście taka kreska pomaga, nikt tego nie zbadał (w sensie ile osób z asd a ile bez w istocie lepiej percypuje tego typu obrazki niż kolorowe jakich pełno w podręcznikach przedszkolaków, właśnie działających na tej zasadzie: sytuacja, emocja, symbol emocji).

poniedziałek, 22 lipca 2019

O emocjach dla dzieci, uczniów i podopiecznych - przegląd biblioteczki (część 1)

Dziś przedstawiam stosiki lektur wprost bądź pośrednio traktujących o emocjach i uczuciach. Bardzo zachęcam do sięgania nie tylko po poradniki czy literaturę stricte psychologiczną i pedagogiczną, ale także literaturą piękną: nienachalnie, często przyjmując perspektywę dziecka zaprasza do świata  ich emocji i wrażliwości. Niektóre z nich moje dzieci chcą czytać wciąż i wciąż od nowa i to chyba jest istota bajkoterapi: bez rad i dydaktyzmu, ale przez przeżycie, współodczuwanie z bohaterem i te wszystkie wspaniałe rzeczy, które dzieją się w kontakcie z dobrą lekturą.



1. "Uczuciometr Inspektora Krokodyla, rozpoznaj, zmierz i kontroluj swoje uczucia" wyd. Dwukropek, S. Isern i M. Carretero

Co najmniej od 4 roku życia (tyle miał mój syn, kiedy z uwagą już słuchał i prosił o więcej), zapewne przyda się także dorosłym. Rzetelna publikacja o znamionach książki popularnonaukowej (serio!) - a dla dzieci. Uczy uważności: przyglądania się swojemu ciału i reakcjom tego ciała, uczy je interpretować, nazywać, oceniać i w końcu kontrolować. Poniżej przykładowe strony, podobnie jest opisana każda emocja: opis jak wygląda ciało (tego nie sfotografowałam), jakie są stopnie intensywności, historyjka z emocją w tle i w końcu instrukcje jak sobie z nią poradzić. 



2. "Sam i Watson przeganiają gniew" wyd. Adamada, Ghislaine Dulier, Berengere Delaporte.

Kot-Mentor uczy małego chłopca jak poradzić sobie z uczuciem gniewu. Książka w nurcie psychologii poznawczej (piszę to jako laik w trakcie lektury "Twój umysł na detoksie" Rafaela Santandreu), zdradzać techniki? A zdradzę dwie: wizualizacja i ćwiczenia oddechowe (wyobraź sobie, że Twoja złość to wielka burzowa chmura, a teraz przegoń ją dmuchając na nią mocno). Pięknie ilustrowana.


3. "Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości", wyd. Zakamarki, U. Stark, Ch. Ramel.

Wierszyki układają się w historyjkę pomiędzy tytułowi bohaterami, można je czytać osobno lub razem, są rymowane i krótkie, więc proste w percepcji. Dotyczą nie tylko tytułowych emocji, ale też szeregu innych jak zazdrość, strach, duma itd. Ładne ilustracje.

4. "Garść radości, szczypta złości", W. Kołyszko, J. Tomaszewska.

Szczerze? Strasznie brzydka graficznie. Moim prywatnym szkrabom tak bardzo się nie podobają ilustracje (z resztą kolorowanki, które mają służyć opanowaniu emocji), że nie chcą jej słuchać (ale ostatnio ćwiczymy wyobraźnię - słuchanie bez patrzenia, więc ponowię próby z tą lekturą). Wszak czytałam uczniom w szkole specjalnej, nastolatkom i wchodzili w to. Powtarzają się tu pomysły, które znalazłam też w innych książkach o emocjach, np. sposób na oswojenie lęku - domalowanie temu, czego się boimy śmiesznych, komicznych elementów: myszce butów na obcasie, Babie Jadze wiaderka, szufelki i wianka kwiatów.


5. "Albert i potwór", wyd. Zakamarki, G. Bergstrom.

To ulubiona książka mojego 4-letniego synka, za to 6-letnia córka nie chce jej słuchać. Myślę, że jej jest wstyd i się boi, a on empatyzuje z Albertem czy też Albert empatyzuje z moim synem (młodszym bratem, kto ma rodzeństwo już wie o co chodzi ;)). To przykład literatury pięknej, która nie ma w sobie krzty nachalnego dydaktyzmu. Pokazuje perspektywę dziecka. 




6. "Uważność i spokój żabki", wyd. CoJaNaTo, E. Snel.

Przez tą też nie możemy przebrnąć, mimo że ma nawet płytę z nagranymi ćwiczeniami. Jest trochę jak trening autogenny Schultza (kto jest w stanie wykonywać go regularnie niech podniesie rękę :D), słowem nudna. Oczywiście wszystko tutaj bardzo mądre, rozsądne, warte uwagi ale odnosi się do umysłu nie uczuć. Przynajmniej do moich uczuć (i moich dzieci) lepiej trafia sztuka niż nauka.



7. "Emocje i relacje społeczne" wyd. Konferencje Logopedyczne, M. Korendo, M. Gawor.

To pozycja terapeutyczna przedstawicieli logopedów ze Szkoły Krakowskiej. CDN.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Wizualizacja i strukturalizacja w autyzmie

Wyobraź sobie, że nie umiesz mówić ani nie rozumiesz języka - o, np. jesteś w obcym kraju. Co będzie dla Ciebie dużym wsparciem? Zapewne znaki graficzne (obrazki, symbole) i wyraźna mimika oraz gestykulacja. Fajnie będzie też mieć plan, aby zapamiętać co masz robić, co po czym następuje i kiedy będzie w końcu coś łatwego, koniec itd. Wyobraź więc sobie, że są ludzie, dla których każdy język to trochę jak język kosmitów. I po prostu daj im wsparcie poprzez wizualizacje i strukturalizacje. Owszem, robi to metoda krakowska. Odsuńmy na bok spory między szkołami i prześledź relację z moich zajęć z wykorzystaniem technik AAC, o których tu wspomniałam.

1. Przestrzeń. Najpierw jesteśmy razem. Jestem miła i serdeczna, ale też stanowcza. A wiesz jaka jest trzecia reakcja na stres, poza walcz lub uciekaj? Eksperymentuj i baw się. To robię, gdy w mojej głowie pojawiają się głosy krytyków na każde terapeutyzowanie, które znam. Więc jeśli głos w Twojej głowie mówi "siedzenie przy stoliku to przemoc, jeśli dziecko nie chce" wyluzuj i obserwuj. Odetchnij i połaskocz. Nazwij co robisz i stanowczo a zarazem łagodnie poprowadź siebie i ucznia po tej obcej planecie. Dzisiejsza lekcja odbyła się z klasą dwuosobową, uczniowie około 10-letni, w nomenklaturze pedagogów "wolne elektrony".

2. Wybór aktywności. U mnie chłopcy wybierali na zmianę. U jednego to etap uczenia, więc komentuję zainteresowanie rzepami, mimikę jego twarzy i nazywam to co widzę. "Wybrałeś", "uśmiechasz się, chyba lubisz gitarę", "patrzysz na... rozumiem, że to Twój wybór" - i nie czekam w nieskończoność na jego wybór, tylko uczę co to znaczy, że coś się wybiera - to znaczy, że teraz tę aktywność kontynuujemy do końca. Wybieraliśmy na zmianę, powstał plan 4-punktowy: trening słuchowy, gry, malowanie, sprawność manualna.

3. Ciekawe jest jak przebiegał wybór. W sali, w której prowadzę zajęcia kiedyś uczyła inna pani. Ponieważ chłopiec, o którym teraz piszę nie inicjował kontaktu, pracowali wg pierwszej fazy PECS w systemie wzmocnień. Uczeń często pracował na mleko, które lubi. Dlatego zapewne gdy tylko wchodzi do tej sali mówi "chcę mleczko". Wyjaśniam mu więc: "wiem, że miałeś tu zajęcia z panią I. i pracowałeś na mleczko, ale teraz to moja sala. Ja jestem Ania i będziemy pracować inaczej. Powiedz mi co chciałbyś robić i ułożymy plan zajęć". Gdy nadal pojawiało się mleczko, wyjaśniłam, skupiając jego uwagę na sobie "nie, nie dam Ci mleczka. Możesz wybrać coś innego". W końcu powiedział "gitara", nasz pan psycholog gra na gitarze i ma ją w swojej sali, więc odwołałam się do tego doświadczenia i zaproponowałam słuchanie gitary jako pierwszą aktywność (jak dobrze, że są smarfony z netem ;)), drugą aktywność wybierał drugi uczeń.

4. I to jest bardzo fajne co się zadziało komunikacyjnie od tego pierwszego wyboru. Dowiedziałam się, że chłopiec chce piosenkę "Akurat", że to ma być "Chłopiec z gitarą". Słuchaliśmy więc piosenki a ja na bieżąco malowałam symbole słów-kluczy z utworu. Zatrzymywałam piosenkę co jakiś czas i wskazywałam symbol i gest "podoba ci się" oraz dwa "chcę jeszcze" i "koniec" - proszą o wybór. Za wybór traktowałam spojrzenie, gdy ciężko było jakąkolwiek aktywność wziąć za wybór, symbol "jeszcze" umieściłam na smartfonie i po niego sięgnął i to nazwałam "sięgasz po nagranie, chcesz jeszcze słuchać, no pewnie, już włączam". Podczas słuchania wskazywałam symbole z piosenki, próbowałam wskazywać też jego dłonią, kierować jego wzrok na symbole. I tak całą piosenkę. To była trudna ale i satysfakcjonująca praca. Ciężko było mu czekać, ale świetnie sobie poradził. Podczas tego zadania drugi uczeń siedział przy stoliku (oboje potrzebowali wsparcia, by wytrwać przy nim), pierwszy dostał już teraz przerwę a drugie zadanie zaczęłam z drugim uczniem.


5. Gra polegała na naprzemiennym rzucaniu kostką i wkładaniu do koszyka tej planszy, którą się wylosowało. Ćwiczyliśmy naprzemienność i pracę z tablicą komunikacyjną.
6. Dłonie pierwszego chłopca są mocno spastyczne, ciężko mu chwytać przedmioty, precyzyjnie wykonywać czynności, więc zaczęliśmy od prymarnej grafomotoryki. Namalowałam auto i zapytałam co to. "Auto". A co robi? "brum brum", Ok, auto robi brum brum i jedzie. A jadąc kreśliliśmy razem linię. I tak trzy razy, ćwicząc jednocześnie rozumienie pytań "co?' i ?co robi?".

7. Szybkie ćwiczenie sprawności manualnej na 2 minuty przed końcem lekcji i wrzucanie klocków do pojemników, a więc dodatkowo kategoryzacja.
I koniec. Zrealizowaliśmy cały plan :)

PS Chciałam dodać, że do tej lekcji nie miałam scenariusza, działałam na bieżąco. Więc nie trzeba specjalnych warunków do realizacji. Jedynie tablica z wyborem aktywności i pasek do ułożenia planu, reszta to rzeczy uniwersalne, którym nadajemy znaczenie.