Kózka Jadzia powstała dwudziestego września. Mówi ME ME i chyba będzie ulubioną zabawką Zuzanki.
Dlaczego? Otóż tatuś Zuzanki od kilkudziesięciu już dni czyta "do brzuszka" codziennie wierszyk Tuwima "Skakanka". Właściwie czyta też "Słonia Trąbalskiego" (i to jak czyta! Nieraz śmieję się do rozpuku!), ja zaś czytam E. Szelburg-Zarembiny "Kotki" (co zazwyczaj nas wszystkich skutecznie usypia :D).
Już od siódmego miesiąca życia prenatalnego dzieci słyszą. Czytanie "do brzucha" nie ma jednak na celu nauczyć dziecko mówić, tak by po urodzeniu przywitało rodziców w pełni rozbudowanym zdaniem typu "Dzień dobry kochani, jak to cudownie zobaczyć Was nareszcie, moje uszanowanie!" :P W brzuszkowym środowisku dzieci mogą rozpoznać głos danej osoby oraz melodię i intonację. Raczej nie rozpoznają po urodzeniu głosu kogoś kogo słyszały rzadko, kogoś kto mówił do nich często - przeciwnie. Czytanie jednego i tego samego wierszyka codziennie, na trzy miesiące przed planowanym terminem porodu, ma przyzwyczaić Maluszka do głosu rodzica - to raz. Dwa, że powtarzana regularnie melodia, rytm wiersza jest pewnego rodzaju rytuałem. Rytuały to coś, co maluszki bardzo lubią, coś co daje im poczucie bezpieczeństwa. Podobno po narodzeniu taki rytualny wierszyk działa na dzieci kojąco i uspokajająco, słysząc znaną melodię przypominają sobie bowiem bezpieczny świat, w którym żyły przed urodzeniem. Nie wiem czy robiono jakieś naukowe badania na ten temat, uważam jednak, że czytanie dziecku przed jego narodzinami wierszyka nie jest wielkim wysiłkiem i warto poświęcić codziennie kilka minut na tak zacny w moim postrzeganiu rytuał. Ponieważ B. nie zawsze może przeczytać swoje wierszyki, ostatnio nagrałam je na dyktafon i w razie nieobecności tatusia Zuzanka słucha nagrania.
Taką funkcję kojącą po urodzeniu ma podobno także ta sama piosenka puszczana dziecku regularnie w ostatnim trymestrze. Nasza Zuzka słucha Małpy, ale trochę to zaniedbaliśmy i bywają dni bez niej. Z resztą ja, jako ten logopeda, wolę poezją :) Muzyki słuchamy bardzo dużo w ciągu dnia, mówię sobie, że trzeba więc dostymulować też lewą (językową) półkulę Maleńkiej ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz