Kochani!
Jesteśmy w domu! Jesteśmy dorośli. Jesteśmy odpowiedzialni. Spokojnie. Moja córka jest dopiero w pierwszej klasie, dostaje codziennie zadania od nauczycieli przewidziane na dany dzień. Ale jesteśmy w domu. Robimy je w swoim tempie i wcale nie staramy się zrobić wszystkiego w jeden dzień. Jak widzę, że dziecko zajęło się czymś spontanicznie i widzę, że to jest dobre, nie ingeruję i nie naganiam do innych rzeczy. Bo jesteśmy w domu. Bo skoro robi coś dobrego, to wykorzystuję ten czas dla uporządkowania swoich spraw, obiadu, mieszkania czy młodszej latorośli. Bo jesteśmy w domu.
Chcę Wam przesłać spokój: przede wszystkim dzieciom, potem nam, dorosłym: rodzicom i nauczycielom. Wszysycy uczymy się tej nowej sytuacji ale przecież już naszym dzieciom zdarzało się chorować i nadrabiać tygodniowe zaległości, nam się zdarzało mieć urwanie głowy, bo terminy w pracy, bo dzidziuś ząbkuj, bo nastolatka chce czerwone włosy a syn postanowił pracować na maszynach wiertniczych na Grenlandii i jeszcze do tego mąż przeziębiony umiera a żona ma okres i wredna. I z wszystkim sobie radziliśmy. I teraz też sobie poradzimy. Spokojnie. Potrzeba czasu.
Wielu nauczycieli nie pracowało do tej pory w trybie zdalnym.
Wielu nauczycieli nie pracowało do tej pory w trybie zdalnym.
Wielu uczniów jest perfekcjonistami (sic!) i stresuje ich ten natłok zadań.
Wielu rodziców ma dzieci w różnym wieku i tylko jeden komputer.
Wielu rodziców pracuje w handlu, aptece, medycynie.
Wielu uczniów ma rodzeństwo z którym raz po raz wpada w tryb walki ;)
Wielu nauczycieli chce słuchać Was uczniowie i Was rodzice.
Wielu nie chce słuchać.
Zamieszczam na tym blogu też dużo kontaktów, odnośników do miejsc gdzie można szukać wsparcia.
Każda droga dokądś prowadzi.
Dokonujcie wyborów.
Czytam dzieciom co wieczór, to taki nasz wieczorny rytuał, który właściwie zrodził się na zamknięcie szkół, z tęsknoty do mojego ucznia (pozdrawiam Cię M. :) ) i poczucia obowiązku i chęci wspierania go i reszty jego klasy w ten nieoczekiwany, dziwny czas. I ten rytuał opiera się o książkę, którą czytałam właśnie M. podczas zajęć rewalidacyjnych, książka nosi tytuł "Bajki, które uczą jak żyć wśród innych" i jej celem jest rozwijanie inteligencji emocjonalnej u dzieci. IMHO - potrzebnej także nam, dorosłym, a w dobie koronawirusa - chyba wszystkim dorosłym w ogóle ;)
Kończymy już tę książkę, wczoraj czytaliśmy rozdział SPOKÓJ I HARMONIA i Tukan został w nim poproszony o bycie sędzią w zawodach żab. Zgodził się, bo zadanie wydawało się proste: miał ocenić, która żaba skoczy najdalej: ta będzie zwycięzcą. Ale w konkursie brały udział żaby drzewołazy i żaby jeziorne, i żaba drzewołaz skoczyła z wysokiej gałęzi wobec czego daleko prześcignęła resztę. I zrodził się konflikt. Drzewołaz miał rację, bo nie było zasady, że nie wolno skakać z gałęzi. Jeziorne miały racę, bo z gałęzi miał łatwiejszy start. Sędzia miał rację, bo prosząc go o przysługę nie przekazali zasad. Nie ważne kto ma rację. Ważne co zrobić żeby było dobrze. I co to znaczy "dobrze"?
Kolejna historia jest dotyczy pierwszej. Małpki sajmiri nie chcą żeby żaby drzewołazy skały po gałęziach, bo są jadowite i zostawiają jad na gałęziach, a wtedy je, małpki, ranią się ręce. Tym razem spór rozstrzygnąć miał główny bohater książki, Arandu. Ósma zasada Praw dżungli brzmi:
JEŚLI MASZ Z KIMŚ PROBLEM, ROZMAWIAJ Z NIM TAK DŁUGO, AŻ TEN PROBLEM ZNIKNIE.
Arandu najpierw uciszył wrzeszczących skłóconych, bo nie da się rozmawiać gdy nikt siebie nie słyszy. Potem wysłuchał żab, i dowiedzieli się, że żabki puszczają jad gdy się boją, to ich narzędzie obrony. I wiecie jakie było rozwiązanie? Małpki zadbały o to, żeby żaby nie musiały się bać, więc i gałązki przestały parzyć je w łapki.
Trzeci spór poszedł o pożeraczy drzew. I tu Arandu ze zwierzętami zastosowali sztuczkę: zebrali się wszyscy, rozpalili ogień. Narobili hałasu (pantery, jaguary zawyły przeraźliwie), Arandu zastosował sztuczkę swojego dziadka, szamana, i wrzucił do ognia nasiona naśladujące dźwięk wystrzałów (petardy? ;) ). I pożeracze uciekli w popłochu, zostawiając dżunglę w spokoju.
Po każdym rozdziale w tej książce są wskazówki dla rodzica i propozycje zabaw. Rozmawiając wczoraj z córką natknęłyśmy się na taki problem: czasem nie da się po prostu porozmawiać, czasem przeciwnik jest silniejszy, ma więcej władzy - wtedy potrzeba sprytu. Ale nawet wtedy nie trzeba przemocy, ani jadowitym słowem, ani czynem złym.
Tak to tutaj zostawiam z nadzieją, że zasieję ziarno porozumienia w triadzie NAUCZYCIEL - UCZEŃ - RODZIC.
Pozdrawiam serdecznie
Anna
PS Pamiętajcie, że zawsze chętnie pomogę w tym, co potrafię. Polecam się. Jestem w domu, ale całkiem nieźle ogarniam internety, mogę pomóc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz