Moja rodzina jest w komfortowej sytuacji, jeden komputer jak dotąd wystarcza nam wszystkim: mąż studiuje zdalnie już od kilku miesięcy i przyzwyczailiśmy się, że w weekendy komputer należy głównie do niego (transmisje wykładów i ćwiczeń online). W dni robocze z kolei on pracuje w dotychczasowym miejscu pracy, a my tak organizujemy sobie czas, żeby każdy zdążył ze swoimi zadaniami.
Ułatwieniem w okiełznaniu nieporządku okazały się zakładki kart. Zadania pierwszoklasistki przesyłane przez wychowawcę, anglistę i katechetkę, a także inspiracje od świetliczanek i pedagogów wrzucam w folder o jej imieniu (na pasku zakładek). Takiż sam folder opisany imieniem syna posiada przedszkolak, i u niego również pojawiają się zadania przesyłane od wychowawcy i anglisty (jak dotąd). Ktoś mógł by się zżymać, na co pięciolatkowi zdalne nauczanie, ale my niezmiennie traktujemy zadania jako inspiracje, pomysły na aktywności w ciągu dnia i wspomagacze dobrej rutyny, więc przyjmujemy je z otwartością umysłu i serca, do czego zachęcamy i Was.
Jako nauczyciel mam i swój nowy folder na pasku zakładek "nauka zdalna", bo jednak moja korespondencja służbowa jest jeszcze bogatsza niż ta dzieci. A jak to jest u Was? Ciekawa jestem zwłaszcza jak wygląda nauka zdalna w starszych klasach?
Tymczasem nasz przegląd przez wybrane aktywności minionego tygodnia:
I Adama.
Przypomnienie dla kochanej babci, by dbała o siebie.
I samochód wykonany przez Adama, podczas gdy Zu poznawała kolejne liczby.
Lekcje manicure podczas słonecznego popołudnia.
Oraz lekcje fryzjerstwa z wykorzystaniem pluszaków...
oraz dostępnych w domu akcesoriów (resztek muliny jedynie, stąd skąpa czupryna papierowej pani)
Jeszcze jedna wiosenna praca - marzanna do schrupania, o której już chyba wspominałam.
I nauka malowania pastelami olejnymi z Deepak.
Zaangażowałam się w lokalną akcję charytatywną.
I zmierzyłam się z tortem bezowym.
Z braku składników w domu przekładanym kisielem truskawkowym, co okazało się wyborem dość niefortunnym, acz zjadliwym.
Syn testował zadanie dla Ucznia - ciecz nienewtonowską.
A ja nadal testowałam swoje kulinarne zdolności.
I mimo doprowadzenia w tym roku do śmierci przez zaniedbanie paprotki, storczyka i jakiegoś kującego zielonka, którego nazwy nie pamiętam, podjęłam z dziećmi ogrodnicze wyzwanie...
okraszone oczywiście stworzeniem eko- doniczek z plastikowych butelek.























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz